Spalarnia Port Service w Gdańsku nie zapłaci kary 8 mln zł

Łukasz KłosZaktualizowano 
Przemek Świderski
Spalarnia odpadów niebezpiecznych Port Service w Gdańsku nie zapłaci kolosalnej kary ponad 8 mln zł nałożonej przez marszałka pomorskiego. Taką decyzję podjęło Samorządowe Kolegium Odwoławcze po skardze władz spalarni. SKO stwierdziło, że urząd błędnie zinterpretował przepisy a wymierzenie karnej opłaty nie znajduje podstaw prawnych.

Aktualizacja godz. 15
Zapowiadana na wtorek rozprawa w procesie przeciwko Krzysztofowi Puszowi, byłemu prezesowi Port Service, została odwołana.

***
Poszło o... definicję słów. Urząd Marszałkowski, w ślad za pisemną interpretacją Ministerstwa Środowiska, uznał, że przetrzymywanie niebezpiecznych odpadów powyżej 3 lat stanowi "składowanie" - a na składowanie Port Service nie wydano zgody.
- Podzielając stanowisko Ministerstwa Środowiska, marszałek województwa uznał, że magazynowanie odpadów z przekroczeniem 3-letniego terminu winno być uznane za składowanie w miejscu na ten cel nieprzeznaczonym i podlegać skutecznej sankcji wymuszającej na podmiocie zaniechanie działań niezgodnych z prawem - podkreśla Małgorzata Pisarewicz, rzecznik Pomorskiego Urzędu Marszałkowskiego.

Władze spółki przekonywały zaś, że to jedynie "magazynowanie" na potrzeby procesu spalania, za co kara nie może być wymierzona. Jeszcze w maju, w piśmie wysłanym do radnych miejskich Gdańska, prezes Soren Blum przekonywał, że interpretacja Urzędu Marszałkowskiego oraz ministerstwo mija się z przepisami.
- Należy podkreślić, że kara ma charakter formalno-prawny i w żadnym miejscu nie może być mowy o ukaraniu firmy za skażenie środowiska - pisał Blum w liście.

Pracownicy spalarni Port Service boją się, że stracą pracę
SKO przychyliło się do argumentacji Port Service i decyzję marszałka uchyliło. Kolegium uznało, że mimo upływu dozwolonego w ustawie terminu (3 lat) nie można mówić, że firma odpady "składowała", ale że nadal je "magazynuje", ale "z przekroczeniem terminów określonych w ustawie". To zaś ma stanowić wykroczenie zagrożone karą aresztu albo grzywny, za co spółka została już ukarana wcześniej przez Pomorskiego Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska. Decyzja SKO jest ostateczna. Strony postępowania mogą ją zaskarżyć do sądu administracyjnego, ale to uprawnienie nie przysługuje... organom administracji publicznej, w tym marszałkowi województwa.

- W celu jak najszybszego rozstrzygnięcia wątpliwości prawnych, marszałek zwróci się do Ministra Środowiska o podjęcie natychmiastowych działań mających na celu wyeliminowanie istniejącej luki prawnej w tym zakresie - zapowiada Pisarewicz w stanowisku przesłanym redakcji "Dziennika Bałyckiego".

Cała sprawa dotyczy ziemi skażonej toksycznym heksachlorobenzenem (HCB), którą spółka Port Service sprowadziła w 2011 roku z Ukrainy, by w Gdańsku zutylizować. Skala importu (kilkanaście tysięcy ton) niebezpiecznych odpadów przerosła jednak możliwości organizacyjne firmy. Według ustaleń urzędników do końca ubiegłego roku na terenie Port Service znajdowało się jeszcze 2,5 tys. ton niezutylizowanej ziemi z toksynami. Prezes spółki Soren Blum podkreśla, że odpady te są zabezpieczone i nie stanowią żadnego zagrożenia dla otoczenia.

Pod koniec 2015 roku władze Gdańska zaproponowały dwie propozycje nowej lokalizacji dla zakładu Port Service - obie w pobliżu Oczyszczalni Wschód. Dzierżawa obecnego terenu na Westerplatte kończy się w 2024 i najprawdopodobniej nie zostanie przedłużona.

Tymczasem we wtorek przed sądem odbędzie się kolejna rozprawa w procesie przeciwko Krzysztofowi Puszowi, byłemu prezesowi Port Service, który przyjął kontrakt z Ukraińcami. Prokuratura zarzuca mu przestępstwo sprowadzenia zagrożenia dla środowiska i zdrowia ludzi. Pusz broni się, że działał w ramach swobody gospodarczej i kwestionuje szkody wskazywane przez prokuraturę. Stracił on stanowisko prezesa krótko po nagłośnieniu skandalicznych warunków, w jakich przechowywane były odpady po sprowadzeniu zza wschodniej granicy.

polecane: Komentarze ze sztabów wyborczych po ogłoszeniu wyników sondażowych

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 3

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

l
lopez

Cwaniaczek Pusz znowu spadł na cztery łapy. Kolesie z PO pomogli. Za zatrucie środowiska
idzie się siedzieć a tu Pan Pusz niewinny i jeszcze odszkodowanie dostanie za pomówienia. Czas najwyższy roz....ć tę bandę złodziei z Solidarności. Bieleckiego, Wachowskiego. Pusza i przyklejonych do nich dupolizów Zarębskiego, Cynowieckiego, Lipskiego i kilku komuchów.

E
Erddill

Koledzy sa na stanowiskach...i nie dadza Krzysiowi zbiedniec . Czkam na jakis swiezy desant prokuratorow i sedziow, ktorzy rozwala ten "liberalny" klubik cwaniaczkow i chorek Ryzego Donka zacznie piac falsetem .

p
podejrzliwy

To mógł być celowy manewr dla zamydlenia oczu. Marszałek ku zdziwieniu gawiedzi narzuca mega wysoką karę na firmę, którą zarządza znany na Pomorzu polityk, były członek UW i szef gabinetu Wałęsy, a potem SKO odwołuje karę, przyczepiając się do znaczenia jednego słowa. Sprawa była bardzo medialna i trzeba było "wyjść z honorem". Ustawką śmierdzi z daleka.

Dodaj ogłoszenie