Skala przemocy wobec dzieci przeraża. Siniaki nie zawsze widać. Przemoc jest różna!

Katarzyna Piojda
Katarzyna Piojda
Sprawcami przemocy są najczęściej mężczyźni. Pięciomiesięczna Ola do szpitala trafiła, bo tak pobiła ją matka.
Sprawcami przemocy są najczęściej mężczyźni. Pięciomiesięczna Ola do szpitala trafiła, bo tak pobiła ją matka. Dariusz Gdesz / zdjęcie ilustracyjne
Nawet dwoje na troje dzieci, które trafiają do domu dziecka, było wcześniej świadkami przemocy lub jej ofiarami. Musimy mieć oczy szeroko otwarte i nadstawiać uszu, żeby krzywdę wyłapać.

Kobieta przyjechała do szpitala we Włocławku z dwoma synami. To było w zeszłą sobotę, 18 stycznia, wieczorem. Lekarze zorientowali się, że mali bracia (6 i 7 lat) mogli być ofiarami przemocy domowej.

Jeden chłopiec ma złamaną rękę, drugi nogę. Chwilę później policja już była w ich mieszkaniu. Na miejscu zastała ojca z ponad dwoma promilami w wydychanym powietrzu i z pozostałą czwórką dzieci. Wszystkie były zaniedbane. Niedożywione.

Kat usłyszał zarzuty znęcania się nad rodziną - żoną i jej synem oraz piątką ich wspólnych dzieci.

Przebywa w areszcie.

Czytaj także: Skandaliczny "chrześcijański" poradnik dla rodziców! Twoje dziecko nie sprząta? "Musisz dać mu klapsa"

Kij od szczotki
Poza naszym województwem zdarzają się podobne przypadki. Oto kolejne sprawy, które ujrzały światło dzienne już w roku 2020. Na Śląsku 19-latek przyszedł do siostry. Pijany. Kijem od szczotki zaatakował dwuletnią siostrzenicę. Dziewczynka ze złamaną kością czaszki trafiła do szpitala. Jej stan jest stabilny. Krewki wujek jeszcze tej samej nocy został zatrzymany. Ponoć wściekł się, bo siostra, której był winien pieniądze, upomniała się o dług. Wściekłość wyładował na siostrzenicy.

Grozi mu nawet dożywocie.

Do końca swoich dni więzienna cela może też stanowić dom dla ojca sześciolatki z Dąbrowy Górniczej. Miał zadać jej kilka ciosów nożem w brzuch oraz kilkanaście w szyję.

Dziecku nie zagraża już niebezpieczeństwo. Ojciec też miał rany kłute. Jedna z wersji: najpierw próbował zabić dziecko, potem siebie. Dziadkowie pokrzyżowali mu plany. Wbiegli do pokoju, gdy usłyszeli krzyki wnuczki.

Dziewczynka czy chłopiec? Te popularne imiona są unisex. Szk...

Nie w porządku
Dobrze, że matka 6- i 7-latka, mama dwulatki i dziadkowie sześciolatki zareagowali. Niedobrze, że wielu nadal nie reaguje. Widzi, słyszy, no i udaje, że wszystko jest w porządku.

Zdarzenia dotyczące przemocy zgłasza np. rodzina, sąsiad, wychowawca w szkole, lekarz z przychodni. Niebieska Karta to informacja o tym, że w rodzinie dochodzi do przemocy albo rodzi się podejrzenie co do jej występowania. Niebieski kwit może zostać założony przez policję, ale też np. ośrodek pomocy społecznej, komisję rozwiązywania problemów alkoholowych.

Niebieski mundur
Policjanci zakładają najwięcej Niebieskich Kart. - Bo to my najczęściej jesteśmy świadkami domowej przemocy lub ją podejrzewamy w czasie naszych interwencji - mówiła wcześniej Violetta Dąbrowska, rzeczniczka Komendy Miejskiej Policji w Toruniu.

Od lat pracują powołane do życia zespoły interdyscyplinarne, grupy robocze. Wspomagają i ukierunkowują pomoc w procedurze Niebieskiej Karty, szczególnie w sytuacji przemocy wobec dzieci.W skład takich grup wchodzą przedstawiciele różnych instytucji, m.in. pracownicy socjalni, policjanci, pedagodzy, psychologowie. Tłumaczą, jak, komu i gdzie zgłosić przemoc lub podejrzenie przemocy.

Tłumaczenia tłumaczeniami, ale dalej nie wszyscy wiedzą, jak postępować.

1 procent
Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wskazało w 2018 roku, że udział przedstawicieli ochrony zdrowia w wypełnianiu formularzy Niebieskiej Karty wynosi niespełna 1 procent.

- Co trzeci (32 procent) pracownik ochrony zdrowia przyznaje, że nie był przeszkolony z identyfikacji symptomów krzywdzenia dzieci - alarmuje Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę, która zbadała praktyki zgłaszania podejrzeń krzywdzenia dzieci, gdzie zgłaszającymi byli pracownicy ochrony zdrowia.

Diagnozowanie
A przecież pracownicy służby zdrowia, i nie tylko oni, mogliby odgrywać ważną rolę w diagnozowaniu przemocy wobec dzieci. - Podczas swojej pracy mają możliwość sprawdzenia ogólnego stanu fizycznego dziecka, mogą dostrzec symptomy przemocy fizycznej, wczesne zaniedbanie czy nieprawidłową relację rodzica z dzieckiem - wymieniają w fundacji.

Jednocześnie prawie 4 na 10 ankietowanych podejrzewało, że ich mali pacjenci byli ofiarami przemocy.

Respondenci zetknęli się z różnymi formami przemocy fizycznej, jak bicie, potrząsanie, rzucanie, podtapianie czy podduszanie. Większość przypadków dotyczyła małych dzieci, nawet niemowląt.

To między innymi w szpitalach, zwłaszcza na oddziałach pediatrycznych, powinno ustalić się procedury reagowania w przypadku podejrzenia krzywdzenia dziecka. Tymczasem 39 procent badanych twierdzi, że takiej procedury u nich w ogóle nie ma albo przynajmniej o niej nie wiedzą.

Czytaj także: Pielęgniarki publikują zdjęcie, które wstrząsnęło siecią. Dziecko nie żyje przez orzeszek

Potrzeba szkoleń
- Potrzebne są jasne procedury, ułatwiające interwencję w przypadku podejrzenia stosowania przemocy wobec dzieci - zaznacza dr Monika Sajkowska, prezes Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę. - Dlatego jednym z głównych wniosków, wynikających z badania, jest potrzeba systematycznych szkoleń dotyczących rozpoznawania objawów przemocy wobec dzieci.

Trzeba umieć wyłapać, które dziecko ma albo może mieć problem.

- Nawet dwóch na trzech naszych wychowanków, zanim do nas trafiło, było świadkami przemocy lub jej doświadczyło - mówi Krzysztof Jankowski, dyrektor Bydgoskiego Zespołu Placówek Opiekuńczo-Wychowawczych.

Dziecko nie zawsze zdaje sobie sprawę z tego, że to, co mu robi dorosły, nazywa się krzywdą. Jankowski: - Zupełnie małe dzieci nie potrafią tego powiedzieć. Trochę starsze, chociażby kilkulatki, jeśli zostają w domu, nie chodzą do przedszkola, nie mają dobrych wzorców. Nie wiedzą zatem, że nie powinny być bite. Starsze dzieci z pełną świadomością ukrywają swojego oprawcę. Obawiają się zemsty z jego strony, jeśli pisną chociaż słowo.

Można poznać, że dziecko kryje w sobie tajemnicę. Jedno zamyka się w sobie. Drugie na wszystko reaguje agresją.

Dorosłe ofiary przemocy też często nie chcą się przyznać, co dzieje się w czterech ścianach. Najczęściej tak robią, bo się boją. Jeżeli to kobiety, a tak przeważnie jest, to często mają poczucie lojalności wobec swojego oprawcy.

Bez nalotów
Pracownica socjalna z Torunia opowiada: - Wśród podopiecznych miałam przemocową, tak nazywam, rodzinę. Do rękoczynów w tym domu nie dochodziło. Mąż jednak źle traktował żonę. Uważał, że może, bo ona nie pracowała. Tylko on zarabiał na utrzymanie. Wyliczał jej każdy grosz, nazywał ją leniem. Ona milczała. Namawiałam, żeby poszła na policję, choćby ze względu na dzieci. Usłyszałam: „Ani dzieci, ani ja, nie mamy siniaków, czyli przemocy nie ma”.

Niektóre panie może i by zgłosiły, że mąż czy partner je bije albo nęka, a i dzieciom się obrywa, ale myślą sobie, że skoro rodzina dostanie Niebieską Kartę, to za dnia czy nocą funkcjonariusze będą robili naloty i demolkę.

Nie, nalotów nie będzie. Jak już, to kontrolne wizyty. A sprawę zgłosić trzeba, by żyło się lepiej. Tak normalnie.

100 Rocznica Powrotu Pomorza i Kujaw do Wolnej Polski - odc.5.

Wideo

Materiał oryginalny: Skala przemocy wobec dzieci przeraża. Siniaki nie zawsze widać. Przemoc jest różna! - Gazeta Pomorska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie