Wyszukiwarka wyborcza

Wybory Parlamentarne

Sprawdź, gdzie możesz zagłosować

Do wyborów pozostało

  • 00dni
  • 04godz.
  • 05min.
Odwiedź serwis wyborczy 

Siemirowice: Pobite bliźniaczki, matka i jej partner w areszcie. "Usiłowanie zabójstwa", nie przyznają się do winy

Marcin Kapela
Marcin Kapela
Miały być bite, szarpane, popychane. Dla jednej z 5-letnich bliźniaczek znęcanie się konkubenta jej matki mogło skończyć się tragicznie. W niedzielę (24.05) Sąd Rejonowy w Lęborku przychylił się do wniosku prokuratora i zastosował wobec 24-letniej Klaudii K. i jej trzy lata starszego konkubenta Daniela P. tymczasowe aresztowanie. Mężczyzna usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa, grozi mu nawet dożywocie.

To był piątek, 22 maja. Osiedle kilkunastu bloków „wojskowych”. W jednym z nich na parterze mieszka matka, jej dwie córki bliźniaczki Maja i Pola, starszy od nich syn, wszyscy z poprzedniego związku Klaudii K. oraz najmłodszy w tym gronie, dwuletni chłopczyk. 27-letni Daniel P. matki miał popychać, szarpać oraz bić po głowie i ciele obie dziewczynki. Nieoficjalnie, obrażenia jednej z bliźniaczek wskazują, że to znęcanie mogło trwać przez dłuższy czas. Istnieje hipoteza, że sprawa znęcania się nad dziećmi ujrzałaby wcześniej światło dzienne, gdyby nie epidemia koronawirusa i zamknięcie rodziny w domu.

A tak skończyło się w ostatni piątek. To dziadek dzieci miał wezwać pogotowie, a po tym, jak lekarz w szpitalu w Lęborku zobaczył, w jakim stanie jest Maja, została przewieziona do Oddziału Chirurgii i Urologii Dzieci i Młodzieży GUMed w Szpitalu im. Kopernika w Gdańsku.

Czytaj także

- Nie udzielę informacji o stanie zdrowia. To jest objęte tajemnicą zawodową - zastrzega Marta Frankowska, dyrektor SPS ZOZ w Lęborku. - Po wstępnej diagnostyce dziecko zostało zaopatrzone w naszym szpitalu, żeby było bezpieczne podczas przewiezienia do ośrodka specjalistycznego.

- Biologiczny ojciec dziewczynki nie wyraził zgody, by lekarze informowali media o jej stanie - mówi Katarzyna Brożek, rzeczniczka spółki Copernicus.

Karetka ze szpitala w Lęborku została wysłana także po drugą z bliźniaczek, bo ona także miała obrażenia ciała. Nad nią również miał znęcać się konkubent jej matki.

Z kolei policję zawiadomił zaniepokojony lekarz.

- Funkcjonariusze niezwłocznie ustalili, gdzie znajduje się matka dziewczynek i jej partner i zatrzymali oboje. Jak ustalili policjanci, obrażenia ciała miała także druga z sióstr bliźniaczek - mówi sierż. sztab. Marta Bąciaszek z Komendy Powiatowej Policji w Lęborku.

Dzień później matka i jej konkubent zostali przesłuchani w Prokuraturze Rejonowej w Lęborku.

- Danielowi P. został postawiony zarzut znęcania w związku z usiłowaniem zabójstwa i spowodowania obrażeń ciała, które mogły spowodować realną groźbę dla utraty życia - powiedział prokurator Patryk Wegner, szef Prokuratury Rejonowej w Lęborku.

Mężczyzna nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. Podobnie 24-letnia Klaudia K., matka 5-letnich dziewczynek.

- Został jej przedstawiony zarzut znęcania w ten sposób, że nie reagowała na sytuację, w której partner znęcał się nad dziewczynkami - informuje prokurator Wegner. - Ponadto naraziła je na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, również w ten sam sposób nie reagując na poczynania partnera.

W niedzielę oboje podejrzani zostali aresztowani tymczasowo na 3 miesiące. Mężczyźnie za usiłowanie zabójstwa grozi nawet dożywocie. Matka dziewczynek może spędzić za kratami do 8 lat.

Czytaj także

Pomoc społeczna nie miała żadnych sygnałów. Sąsiedzi nic nie wiedzieli, nic nie słyszeli...

Przy takich zdarzeniach często pada pytanie, gdzie były służby, dlaczego nie reagowały. W ośrodku pomocy Społecznej zajmowano się sprawą tej rodziny, ale dotyczyło to ograniczania kontaktów ojcu biologicznemu z dziećmi przez ich matkę.

- Nigdy do nas żadne sygnały nie wpłynęły ani ze strony środowiska, ani ojciec nigdy nie zgłaszał, żeby miał jakieś podejrzenie, że dzieciom dzieje się krzywda w postaci przemocy fizycznej, czy psychicznej - mówi Ewa Maszota, kierownik Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Cewicach. - Gdyby jakiekolwiek sygnały, czy od środowiska, czy od rodziny wpłynęły do nas odnośnie stosowania przemocy, to na pewno byłyby stosowane inne działania.

A więc jedyny problem w przypadku tej rodziny, którym zajmował się OPS, dotyczył ograniczania kontaktów ojcu biologicznemu z dziećmi przez ich matkę.

- To było konflikt między rodzicami - mówi kierownik GOPS. - W związku z tym, że w grę wchodziło dobro małoletnich, to złożyliśmy wniosek do sądu rodzinnego w Lęborku o wgląd w sytuację rodziny. Z naszej strony to, co mogliśmy na tamten czas, to zrobiliśmy, ale nie mieliśmy żadnych informacji odnośnie stosowania przemocy, a tym bardziej w grę nie wchodziły żadne informacje odnośnie konkubenta. Nigdy żadne sygnały do nas nie dotarły.

Kiedy został złożony ten wniosek o możliwość wglądu?

- W grudniu 2019 r. dostaliśmy informację od ojca, a w styczniu br. złożyliśmy informację do sądu. Informacja dotyczyła zgłoszenia ojca, że matka robiła niektóre rzeczy celowo. Jak mówię, to był konflikt między rodzicami. Próbowała na nim wymusić pewne rzeczy. Ale to było bardziej, że ogranicza mu kontakty. Razem mają trójkę dzieci. Podjęte przez nas działania były adekwatne do posiadanej na tamten czas wiedzy na temat tej rodziny. Ojciec też zgłosił do sądu ograniczanie mu kontaktów. Złożył wniosek o ustanowienie widzeń. Na tamten czas żadne inne sygnały do nas nie docierały.

Dramat, jaki miał rozegrać się w czterech ścianach mieszkania na parterze budynku wielorodzinnego zszokował sąsiadów rodziny.

- Widywałam tę rodzinę, ale naprawdę nic nie wskazywało, żeby cokolwiek mogło się tam dziać. Wychodzili całą rodziną na spacery, z dziećmi, z psem. Nie było słychać, żeby były jakieś płacze, awantury, cokolwiek. Po prostu nic. Czasami to chyba my zachowujemy się głośniej niż sąsiedzi. Jak z mężem rozmawiałam, to jesteśmy bardzo zdziwieni. W życiu nie podejrzewalibyśmy o coś takiego sąsiadów, a gdyby cokolwiek było słychać, to na pewno interweniowalibyśmy, bo też mamy dwójkę swoich dzieci i człowiek jest wyczulony na takie rzeczy. A my słyszeliśmy tylko czasami to maleństwo, jak płakało, kiedy chciało zjeść. I to wszystko. Ta matka nie dała po sobie poznać, że coś było nie tak. Nasz dzieci nie bawiły się z tymi dziećmi, nie mieliśmy kontaktu. Ci państwo mieszkają tutaj może z rok czasu, ale raczej nie próbowali, żeby dzieci bawiły się razem. Moja córka ma już stało grono koleżanek i kolegów. Z resztą wychodzi z nami na podwórko, bo nigdy nic nie wiadomo. Te dzieci chyba nie miały z nikim kontaktu, bo ich nigdy samych nie widziałam na podwórku.

Czytaj także

- Oni tu mieszkają dosyć krótko. Jak wychodzili z psem, to tylko „dzień dobry” i nic więcej. Jestem w domu od świąt i nic się nie działo. Płakało jedynie to małe dziecko. Z tego, co wiem, to inni sąsiedzi też nie słyszeli żadnych hałasów. Jesteśmy w szoku, że stało się takie coś.

- Mnie interesuje, co robili sąsiedzi? My z żoną w bloku obok na takie sytuacje reagowaliśmy, a były bijatyki. Jeżeli człowiek nie reaguje, to nie dziwmy się, że potem są takie sytuacje i cierpią dzieci. To jest usiłowanie morderstwa. Tak ja to rozumiem. Nie wiem, nie podobała mu się, z innego związku, z innym tatą? To trzeba było nie pchać się do tej rodziny, jeżeli nie rozumie się, jaką wartością jest dziecko w rodzinie.

Dzieci będą potrzebowały specjalisty

Skrzywdzone dzieci, jak już wrócą do zdrowia fizycznego, będą potrzebowały specjalistycznej pomocy.

- Zbrodnie na dzieciach ludzie ukrywają, tuszują je w różny sposób - mówi Krzysztof Sarzała z Fundacji Dzieci Niczyje. - Okres epidemii koronawirusa i samoizolacja rodzin sprawia, że problem się jeszcze nasila. Ludzie zamykają się w domach i nie ujawniają, co się dzieje. Skąd bierze się okrucieństwo wobec dzieci? Wiele jest tłumaczeń tego zjawiska,ale to nie wyjaśnia skąd u ludzi bierze się przyzwolenie na takie traktowanie małego, bezradnego człowieka, które poprzez doświadczenie przemocy we wczesnym okresie życia tak naprawdę został skrzywdzone na wiele kolejnych lat. Dlatego - z perspektywy kilkudziesięciu lat pracy i doświadczeń - nie jestem zwolennikiem psychoedukacji, programów terapii dla sprawców, ale jestem za bezwzględnym karaniem , konsekwentnym i skutecznym. Jedynie taka kara może odstraszać potencjalnych sprawców.

- Jedynie przy konsekwentnym wysiłku wszystkich dorosłych można sprawić, że - choć dziecko nie zapomni, że było katowane - będzie się mogło z tym uporać emocjonalnie. Jeśli taka pomoc ze strony naszej fundacji okaże się potrzebna, będziemy do dyspozycji. Możemy także podpowiedzieć, jak powinno się teraz postępować i rozmawiać z tymi pięciolatkami.

Oglądaj nasze studio wyborcze. Start w niedzielę o g. 21:45

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone ze względu na ciszę wyborczą i zostanie włączone po jej zakończeniu.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie