Sędzia z Gdańska uznany za winnego

Marcin KamińskiZaktualizowano 
Waldemar K. (po lewej, na zdj. z mec. Romanem Nowosielskim) ma poważne kłopoty
Waldemar K. (po lewej, na zdj. z mec. Romanem Nowosielskim) ma poważne kłopoty Marcin Kamiński
Na karę 10 tys. zł grzywny, rok zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych oraz nawiązkę 500 zł dla fundacji "Nadzieja" skazał w poniedziałek słupski Sąd Rejonowy sędziego z Gdańska Waldemara K.

Był on uznawany za jednego z najlepszych sędziów na Pomorzu. Prowadził m.in. głośną sprawę "klubu płatnych zabójców", a przed pięcioma laty skazał na dożywocie trzech jego członków. Waldemar K. odpowiadał za prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu.

Po tym incydencie sędzia K. został zawieszony przez prezesa Sądu Okręgowego w Gdańsku w obowiązkach, policja zabrała mu prawo jazdy, a sąd dyscyplinarny pozbawił immunitetu sędziowskiego.

Do zdarzenia doszło 8 września 2004 r. na jednej z ulic Gdańska. W tył audi A3 Waldemara K. uderzyła dostawcza furgonetka. Wezwani do kolizji przez pasażera audi, również sędziego, policjanci stwierdzili, że winny kolizji kierowca furgonetki jest trzeźwy. Natomiast poszkodowany Waldemar K., który jechał jak najbardziej prawidłowo, najpierw wydmuchał w alkomat 1,17 promila, potem 1,23. Zawartość alkoholu w organizmie potwierdziło także badanie krwi.

Obrońca sędziego, mecenas Roman Nowosielski, udowadniał, że na taki wynik mogła mieć wpływ substancja użyta do odkażania miejsca pobrania krwi. Sam sędzia twierdził, że dzień wcześniej wieczorem wypił trzy piwa, a spalanie alkoholu w organizmie zakłócają mu choroby wątroby i trzustki oraz przyjmowane leki na nadciśnienie.

- Ta sytuacja była dla mnie nienormalna - oświadczył na sali sądowej sędzia Waldemar K. - W szpitalu potraktowano mnie jak świnię. Nie mam powodu kłamać w tej sprawie, bo już inne osoby nakłamały i wiem na pewno, że użyto do odkażania białej, a nie żółtej substancji.

Sąd nie dał jednak wiary wyjaśnieniom oskarżonego ani nie przychylił się do twierdzenia obrony, że badanie alkomatem było nieważne z powodu braku wydruku oraz odpowiedniego dokumentu legalizacyjnego urządzenie.

- Biegli wyraźnie stwierdzili, że to nie ma najmniejszego znaczenia dla sprawy - uzasadniała sędzia Kamila Legowicz. - Wykazano też ponad wszelką wątpliwość, że w organizmie oskarżonego następowała eliminacja alkoholu. Poza tym oskarżony na początku procesu nie kwestionował sposobu odkażania miejsca pobrania krwi. Postępowanie wykazało, że był on prawidłowy.
Wyrok nie jest prawomocny, obrona zapowiedziała złożenie apelacji. Wobec sędziego Waldemara K. toczy się też postępowanie dyscyplinarne, grozi mu odsunięcie od zawodu.

Przesadzają z alkoholem i łamią prawo

Niektórzy sędziowie i prokuratorzy nie stronią od alkoholu, a potem łamią prawo.
Zbigniew J., emerytowany sędzia Sądu Okręgowego w Tarnobrzegu, prowadził auto kompletnie pijany (2,36 prom.), uciekał policji i spowodował kolizję. Nie miał prawa jazdy, bo zabrano mu je za... jazdę po pijanemu. Z kolei ponad 3,5 promila wydmuchał w alkomat sędzia Sądu Rejonowego w Sieradzu, który spowodował kolizję w centrum miasta. Po pijanemu rozbijał się też katowicki prokurator Dariusz K. Gdy chciano mu pobrać krew, uciekł i... schował się pod schodami.

Sąd nie dał wszystkich odpowiedzi

Rozmowa z mec. Romanem Nowosielskim, obrońcą Waldemara K.

Czy sąd, wydając wczorajszy wyrok, uwzględnił wszystkie okoliczności zdarzenia z udziałem sędziego Waldemara K.? Czy rozwiał wszelkie wątpliwości?

Sąd nie odpowiedział na moje podstawowe pytania, dlaczego nie było drugiego badania krwi i dlaczego na protokole użycia narzędzia pomiarowego nie było jego numeru. Nie powiedział też, dlaczego mamy do czynienia z fazą wzrastania poziomu alkoholu we krwi według alkomatu, a według badania krwi ze spadkiem. Będziemy z tym polemizować.

Czy wyrok słupskiego sądu, jeśli - oczywiście - się uprawomocni, może oznaczać koniec kariery sędziego Waldemara K.?

Sąd dyscyplinarny może go tak zinterpretować. Zobaczymy, co jednak zrobi. Tu nie ma jednak kary pozbawienia wolności, lecz najłagodniejszy jej wymiar. Jest to też pewnego rodzaju pogląd sądu, że ta sprawa nie jest taka ciężka. Poza tym - jeżeli przyjąć wersję, że sędzia K. po zdarzeniu miał świadomość, co się za chwilę stanie - to tym bardziej by go tam nie było. Takich przypadków jest wiele.

polecane: FLESZ: Podział Mandatów po wyborach parlamentarnych

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie