Rocznica wielkiej powodzi w Gdańsku. Dziś miasto chronią zbiorniki retencyjne, przepompownie i system ostrzegania. Będą nowe rozwiązania

Tomasz Chudzyński
Tomasz Chudzyński
Sieć zbiorników retencyjnych, systemy ostrzegania przed nadciągającą wodą, ćwiczenia służb i ekologiczne rozwiązania w ramach małej retencji - to gdański sposób na to, by nie powtórzył się czarny scenariusz z 9 lipca 2001 r. Mija 19 lat od tamtej tragicznej nawałnicy.

Niemal pół miliarda złotych w ciągu 19 lat pochłonęły inwestycje gdańskiego samorządu oraz innych instytucji, by chronić mieszkańców i obszary miasta przed powodzią. Miasto przed nawałnicami osłania "łańcuch" 52 zbiorników retencyjnych, znaczna część na tzw. górnym tarasie, kolejne są projektowane (m.in. zbiornik nr 3 na Potoku Oruńskim, zbiornik K2 na Potoku Kowalskim czy Subisława na Potoku Oliwskim).

Czytaj także

Wzmocnione, zmodernizowane zostały miejskie kanały, m.in. Raduni, który 19 lat temu nie wytrzymał naporu wody. Powstał system wczesnego ostrzegania o zagrożeniu powodziowym, regularnie odbywają się ćwiczenia służb. Agnieszka Kowalkiewicz, rzecznik Wód Gdańskich, miejskiej spółki eksploatującej m.in. systemy wodne w mieście, podkreśla również, że bardzo ważne jest nowoczesne podejście do kwestii ochrony przeciwpowodziowej, uwzględniające zmiany klimatu i zagospodarowanie wód opadowych przede wszystkim w zieleni miejskiej a dopiero później w tradycyjnej sieci.

Gdańsk stawia na obiekty rozproszonej, małej retencji w postaci ogrodów deszczowych czy mini parków retencyjnych. O takie realizacje wnioskują mieszkańcy, którzy w ogrodach widzą nie tylko szanse na odciążenie tradycyjnej sieci czy nawet jej zastąpienie, ale także miły zakątek do odpoczynku

- mówi Kowalkiewicz.

Czytaj także

Przypomnijmy, 9 lipca 2001 roku, między godz. 15 a 17, potężna ulewa na spadła na Gdańsk. Obszary położone wzdłuż Kanału Raduni (m.in. części Oruni Św. Wojciech-Lipce i Śródmieścia) i położone nad potokiem Strzyża (tereny dzielnic Wrzeszcz Górny i Wrzeszcz Dolny) zostały bardzo szybko zalane. Woda w kilkunastu miejscach wystąpiła z brzegów.

Dworzec Główny PKP w Gdańsku został wyłączony z użytku, odcięte były torowiska. Pasaż kolejowy w okolicach Traktu Św. Wojciecha był zalewany przez prawdziwe wodospady szaro-brązowej wody płynącej z ulic. Pod wodą znalazły się domy i piwnice, na ulicach tonęły samochody, autobusy i tramwaje (gdy piorun uderzył w sieć trakcyjną we Wrzeszczu). Specjalne ciężkie pojazdy ówczesnego ZKM jeździły ulicami, które zamieniły się w potoki i jeziora, i wyciągały pasażerów z zalanych samochodów. Kilkugodzinny kryzys dotknął około 300 osób, 5 tys. osób objęto pomocą socjalną w ramach tzw. karty powodzianina. Cztery osoby zmarły - wszystkie po zawałach, na skutek stresu wywołanego zagrożeniem. Woda spowodowała straty szacowane wówczas na 200 mln zł (trzeba było wyburzyć ponad 130 budynków).

Powódź wywołał deszcz nawalny o sile nienotowanej w Gdańsku chyba nigdy wcześniej. Miasto, specyficznie położone, na trzech poziomach, nie było na taką wodę przygotowane. Opady z najwyższych części Gdańska gwałtownie spływały do położonych niżej, mocno zurbanizowanych dzielnic.

Kryzysowi takiemu jak 19 lat temu zapobiegają realizowane w mieście inwestycje - wspomniane zbiorniki retencyjne (jak podkreśla Agnieszka Kowalkiewicz, tego typu instalacje są przewidywane już na etapie tworzenia planów zagospodarowania przestrzennego nowych terenów), sieć kanalizacji deszczowej, przepompownie wód opadowych czy tereny zielone. Gdańskie służby mają do dyspozycji system cyfrowego monitoringu hydrologicznego składający się z deszczomierzy i sond pomiaru poziomu wód w zbiornikach czy potokach. Razem to około 150 urządzeń, które pomagają w podejmowaniu szybkich i adekwatnych do sytuacji działań.

Agnieszka Kowalkiewicz wśród działań zabezpieczających wymienia też bieżącą eksploatację systemu już istniejącego: czyszczenie sieci kanalizacji deszczowej o długości 760 km (dokładnie tyle ile wynosi odległość z Gdańska do Hamburga), wymianę wpustów kanalizacyjnych, na te mogące przyjąć jednorazowo więcej wód opadowych (Wrzeszcz, Siedlce), odmulanie zbiorników retencyjnych i czy dbałość o sieć potoków i rowów o łącznej długości ponad 300km. Obok inwestycji infrastrukturalnych wymienia również działanie „miękkie” m.in. ćwiczenia służb miejskich zaangażowanych w działania kryzysowe czy edukację dotyczącą postępujących zmian klimatu i ich skutków.

Czytaj także

Zmodernizowany system przeszedł kilka testów - m.in. w 2016 r., gdy w Gdańsku spadło 170 mm wody w ciągu 16 godzin - to był najwyższy w Polsce, poza górami, zarejestrowany opad (19 lat temu spadło 127 mm w czasie 8-10 godz., a w 2017 120 mm w ciągu 48 godz.). Woda zalała część ulic, m.in. Galerię Bałtycką, ale jak powiedział strażak uczestniczący w akcjach w 2001 r. i 2016 r, "postęp w zabezpieczeniu przeciwpowodziowym Gdańska jest olbrzymi".

Odpowiedzialność nakazuje stwierdzić, że nie jesteśmy "krok przed naturą". Ważne jest, by przygotować się jak najlepiej na najróżniejsze scenariusze kryzysowe - mówi Agnieszka Kowalkiewicz z Wód Gdańskich. - Dziś zabezpieczenie przeciwpowodziowe Gdańska, co podkreślają sami mieszkańcy miasta, choćby w korespondencji z nami, jest na zupełnie innym poziomie niż 19 lat temu, ale to poczucie nie ogranicza dalszych działań.

Agnieszka Kowalkiewicz podkreśla, że projektowanie miejskich systemów przeciwpowodziowych musi przejść swoistą rewolucję. Taka ma miejsce już w Gdańsku.

- Sposoby gospodarowania wodą opadową muszą uwzględniać skutki jakie niosą za sobą zmiany klimatu, a te przynoszą coraz częstsze, coraz trudniejsze do przewidzenia zjawiska pogodowe, takie jak gwałtowne deszcze nawalne - podkreśla Kowalkiewicz. - Poza największymi inwestycjami trzeba tworzyć obiekty małej, rozproszonej retencji takie jak ogrody deszczowe- także te w pasach drogowych czy zagłębienia retencyjne w zieleni miejskiej. Wodę opadową należy traktować jako zasób, szanować ją. Polityka kierowania opadów do tradycyjnej, podziemnej sieci kanalizacyjnej, a następnie odprowadzanie jej do Zatoki Gdańskiej, już się nie sprawdza. Długie okresy bezdeszczowe pokazują, że nie stać nas na marnowanie deszczu. Trzeba w bezpieczny sposób oddać go naturze. To zadanie nie tylko dla samorządów, dbałość o gospodarkę wodą leży w rękach nas wszystkich. Przekonujemy do tego w różnej formie, jednak naszym najsilniejszym narzędziem jest współpraca z inwestorami na etapie uzgadniania dokumentacji projektów odwodnieniowych. Nasze wymogi zagospodarowania nawet 60 litrów opadu na metr kwadratowy oceniane są jako bardzo restrykcyjne, ale jednocześnie skuteczne. Atutem takiej silnej polityki w zakresie nowych inwestycji oprócz zwiększonego bezpieczeństwa przed wielka wodą jest nowy sposób projektowania - coraz chętniej wybierane są rozwiązania wielofunkcyjne, zielone z wyraźnym komponentem wodnym.

Czytaj także

Ulewy na Pomorzu. Dwie ofiary śmiertelne w Gdańsku [ZDJĘCIA, WIDEO]

Krajobraz po ulewie w Gdańsku. Trwa wielkie sprzątanie [ZDJĘCIA]

Zobacz też: Ulewa sparaliżowała Gdańsk, na ulicach rwące potoki

[TVN24]

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie