18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Raport z recitalu. Cwietajewa w gdańskim kościele Świętego Jana

Henryk Tronowicz
Przemek Swiderski/Polskapresse
Czym byłaby kultura, gdyby nie paradoksy. Oto poezja Mariny Cwietajewej, która u nas bywa przypominana od wielkiego dzwonu, trafia pod sklepienia gotyckiej świątyni. W miniony poniedziałek gdański kościół św. Jana ledwie pomieścił publiczność, która przybyła na poświęcony rosyjskiej poetce recital Pauliny Kinaszewskiej.

Szedłem, muszę powiedzieć, targany mieszanymi uczuciami. Przecież aby śpiewać poetyckie strofy tragicznej poetki, trzeba odwagi. Pamięć o stalinowskich okrucieństwach, które zmiażdżyły Cwietajewą i jej najbliższych, nikogo pogodnie nastrajać nie może.

A ponadto biografowie są zgodni: była kobietą wiecznie zbuntowaną, moralnie pogmatwaną. Łamała życie kochankom. Rodząc syna, nie miała pewności, kto był ojcem. Jej mąż? Może Borys Pasternak? Może ktoś trzeci jeszcze? To jej podobno było obojętne. A jednak żałowała, że nie otrzymał na imię... Borys.

Osobowość Cwietajewej skazywała ją na bezbrzeżną samotność. Trwałe oparcie znajdowała wyłącznie w pisaniu wierszy. Paulina Kinaszewska na poniedziałkowy wieczór wybrała do zaśpiewania kilkanaście liryków poetki.

W wierszu "Urok" aktorka wyeksponowała zapisany w tym wierszu pełen okrucieństwa wyrzut zazdrosnej kochanki: "Obyś ogłuchł! Obyś oślepł! Obyś wysechł!". Z kolei jednak w bardzo osobistej interpretacji innego utworu poetki aktorka mocno zaakcentowała frazę "Śmierć to życie, życie to śmierć".

Stan twórczy rozumiała Cwietajewa jako formę nawiedzenia: "Często pisałam niemal wbrew woli. Takie są wszystkie moje rosyjskie utwory. Jakieś tam sprawy Rosji chciały zostać wypowiedziane i wybrały mnie".
Postawę Cwietajewej najzwięźlej scharakteryzował Wiktor Woroszylski: "Rzuciła na szalę poezji i wyrazu poetyckiego całe swoje istnienie".

W czasie występu Kinaszewskiej - aktorki uwodzącej wdziękiem, gracją, pięknym uśmiechem - nasuwały mi się dwa pytania. Pierwsze - czy polscy filmowcy mają oczy? W Warszawie pewna śpiewająca aktorka, grająca też pięknie na skrzypcach, odniosła niedawno wielki sukces w roli Albertynki w wyreżyserowanej w Teatrze Dramatycznym przez Jerzego Grzegorzewskiego "Operetce" Witolda Gombrowicza ("Albertynka, cud dziewczynka!"). A w filmach pani Pauliny Kinaszewskiej jakoś, niestety, nie widuję.

Naszło mnie w św. Janie też inne pytanie. Do przyjaciół Moskali. "Daragije druzja, słuchaliście występu Kinaszewskiej?".
Pytam, bo jej interpretacja kilku wierszy Cwietajewej w języku ojczystym poetki rzuciła w Gdańsku publiczność na kolana.

CZYTAJ INNE FELIETONY/ BLOGI:

Treści, za które warto zapłacić! REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI

Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie