Raport z "Brzdąca". Smarkacz z talentem

Henryk Tronowicz
Henryk Tronowicz
Henryk Tronowicz
Gdański uniwersytecki klub filmowy Miłość Blondynki obchodził wczoraj 30 jubileusz i z tej okazji zaprezentował "Brzdąca", perłę zdobiącą twórczość Charliego Chaplina. Film również obchodzi jubileusz, 90-lecie premiery. Pochylmy się chwilę nad arcydziełem. Gwoli porównania: ten pierwszy długi metraż Chaplina jest o połowę krótszy niż "Hrabina z Hongkongu", ostatni film artysty.

Chaplin w "Brzdącu" odwołuje się do doświadczeń z własnego londyńskiego dzieciństwa. Przenikliwi krytycy widzą w tym obrazie parabolę ludzkiego życia, więcej, piekło i niebo dziecka. Tytułowy bohater filmu ma pięć lat. O rok mniej niż miał Charlie, gdy bieda w domu zmusiła go do zarobkowania w kabarecie.

Okoliczności, w jakich przebiegała realizacja "Brzdąca", spokojnej pracy nie sprzyjały. Chaplina rozdzierały rozwodowe korowody z Mildred Harris, aktoreczką, która fałszywym alarmem o zajściu w ciążę zmusiła Charliego do małżeństwa, a teraz eskalowała żądania przy podziale majątku. Do tego w szachu trzymał Chaplina producent filmu, który odrzucając warunki stawiane przez reżysera chciał położyć areszt na negatywie "Brzdąca". Chaplin wziął nogi za pas. Uciekł z Hollywood i ukrył się w prowincjonalnym hotelu, gdzie potajemnie montował "Brzdąca" (aby wyjść na zewnątrz, przebierał się za kobietę). Wreszcie nie stała się podporą artysty Edna Purviance, najpiękniejsza miłość młodych lat Chaplina, świetna aktorka, z którą niedawno się rozstał. Zaglądała coraz częściej do kieliszka i na planie "Brzdąca" sprawiała kłopoty. Oliwy do ognia dolewały media żerujące na aferze rozwodowej.

Wprawdzie Mildred po roku urodziła Chaplinowi syna, jednak okrucieństwo losu sprawiło, że dziecko po trzech dniach zmarło. Chaplin stratę swego potomka przeżył głęboko. Popadł w depresję. I wtedy w jego sercu coś drgnęło. Od tej pory każde napotkane dziecko wprawiało Chaplina w nastrój melancholii. A kiedy ujrzał czteroletniego Jackie Coogana, widok mimicznego talentu brzdąca tak go urzekł, że wykrzyknął do jego rodziców: "To najbardziej zdumiewająca osoba, jaką w życiu spotkałem". Lecz nie od razu wielkiemu komikowi przyszło do głowy obsadzić utalentowanego smarkacza w "Brzdącu". Ocknął się po kilku dniach, i w obawie, że może zostać uprzedzony przez konkurencję, popadł w popłoch.

W "Brzdącu" genialny komik traktował Coogana nie tylko jako równorzędnego partnera. W epizodach kluczowych niebywale utalentowane dziecko wysuwał na pierwszy plan. Wkrótce dzieło zawojowało ekrany świata. Z wyjątkiem ZSRR, Jugosławii i Kolumbii zostało zakupione przez 50 krajów.

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie