Rafał Musioł: Jak „bańki” pod choinkę ostatecznie przygniotły prezesa PZPN, Cezarego Kuleszę

Rafał Musioł
Rafał Musioł
Zobacz kolejne zdjęcia. Przesuwaj zdjęcia w prawo - naciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE
Zobacz kolejne zdjęcia. Przesuwaj zdjęcia w prawo - naciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE Szymon Starnawski
W porównaniu do czasów Zbigniewa Bońka i Janusza Basałaja obecną politykę informacyjną PZPN trudno skwitować chociażby mianem amatorszczyzny. Po prostu istnieje ona tylko teoretycznie, chociaż i to nie jest do końca pewne - pisze Rafał Musioł, zastępca szefa działu sportowego Dziennika Zachodniego.

Prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej, Cezary Kulesza, majątku dorobił się jako właściciel discopolowej wytwórni Green Star oraz dyskotek na Podlasiu. W futbolowej centrali kompletnie jednak stracił słuch i rytm, bo od początku kadencji wykonał tyle fałszywych kroków, że nie sposób odnaleźć w nich żadnej melodii. Największą z katastrof okazał się katarski mundial. I to pomimo tego, że piłkarze wyszli z grupy. Ba, właśnie ten fakt stał się detonatorem kolejnej gigantycznej afery, podczas której prezes federacji jak zwykle kompletnie się pogubił.

Katarskie przypadki zaczęły się przed pierwszym meczem, gdy wyszło na jaw, że Kulesza do pracy przy kadrze zatrudnił niejakiego „Gruchę”. Sprawa wydawała się prosta do zneutralizowania, wystarczyłyby szybkie przeprosiny, „wiecie rozumiecie, ktoś nie dopatrzył” i natychmiastowe odsunięcie Dominika G. od Roberta Lewandowskiego i jego kolegów. To jednak nie byłoby w stylu obecnego PZPN. Zaczęły się korowody, że reprezentanci „Gruchę” polubili, a w wypowiedziach prezesa związku raz był on ochroniarzem, a raz kimś w rodzaju tragarza sprzętu. W dodatku sympatyczny niegdyś rzecznik Jakub Kwiatkowski - który pod wpływem Kuleszy przesiąknął poczuciem władzy i arogancją - znów blokował wszystkie niewygodne pytania, więc pożar płonął coraz mocniej. Koniec końców „Grucha” do Kataru i tak nie poleciał, za to niesmak pozostał.

Na arabskiej pustyni posypało się już natomiast wszystko. Najpierw Kulesza ekwilibrystycznie przemilczał zatrzymanie na lotnisku członka zarządu Jakuba T., na czym ponownie medialnie przegrał. Potem Biało-Czerwoni wyczołgali się z grupy i ktoś (podobno z samego Związku!) puścił informację o automatycznym przedłużeniu kontraktu Czesława Michniewicza. Szef PZPN wiedział, że to nieprawda, ale w swojej wypowiedzi strzelił samobójczego gola, dodając, że jest tego pewny tylko na 90 procent. Na koniec, tuż przed wylotem, już kompletnie zakiwał się przy aferze premiowej, czyli 30 „bańkach” rzuconych przez rząd pod choinkę PZPN, najpierw ogłaszając, że związek nic o tym nie wie i nie jest stroną, a potem nagle „ćwierkając”, że chodziło o fundusz rozwoju piłki, w co nikt już przecież nie wierzył, a co stało w jaskrawej sprzeczności do pierwszej przyjętej linii. Do tego doszły drobniejsze medialne aferowo-konfliktowe przecieki, nie zawsze prawdziwe, ale za każdym razem padające na podatny grunt. One także pozostawały bez szybkiej reakcji związku, której politykę komunikacyjną, w porównaniu do czasów Zbigniewa Bońka i prowadzącego ją wtedy Janusza Basałaja, trudno skwitować chociażby mianem amatorszczyzny. Po prostu istnieje ona tylko teoretycznie, chociaż i to nie jest do końca pewne.

Podsumowując. Katarskie wydarzenia i wszystkie związane z nimi gierki, jasno pokazują,że Kulesza zaczął płacić olbrzymią cenę za (dobrowolne) wplątanie się w sieć politycznych układów i zależności oraz brak kompetentnych specjalistów od informacji i wizerunku w swojej federacji połączony z osobistym medialnym nieobyciem. No cóż, przynajmniej na pamiątkę po kompletnie nieudanej i pewnie jedynej kadencji (chociaż znacznej części tak zwanych piłkarskich działaczy jego styl rządów wydaje się zapewne sentymentalnie i mentalnie bliski) zostaną mu piękne zdjęcia z loży VIP. Z „przyjaciółmi”, których lojalność poznaje się wszak właśnie w biedzie.

Nie przeocz

Musisz to wiedzieć

Bądź na bieżąco i obserwuj

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Magazyn Gol24 - Tomasz Kłos / skrót 1

Materiał oryginalny: Rafał Musioł: Jak „bańki” pod choinkę ostatecznie przygniotły prezesa PZPN, Cezarego Kuleszę - Dziennik Zachodni

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na dziennikbaltycki.pl Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie