reklama

Przemysław Staroń, psycholog i kulturoznawca z Uniwersytetu SWPS o paleniu książek: to szczyt pedagogicznego niedouczenia

Tomasz ChudzyńskiZaktualizowano 
Rozmowa z Przemysławem Staroniem, psychologiem i kulturoznawcą z Uniwersytetu SWPS o paleniu książek w Gdańsku.

Kiedy pan słyszy o paleniu książek, jakie jest pana pierwsze skojarzenie?

Wiem, o co panu chodzi...

Spektakle palenia książek urządzał w latach 30. XX w. w Niemczech Hitler i NSDAP...

Choć jest cytat, z którym się zgadzam, że „tam, gdzie pali się książki, na koniec pali się ludzi”, to w przypadku spalenia książek, tej pięknej maski afrykańskiej i innych przedmiotów, którego dokonali księża w Gdańsku, aż takiego skojarzenia nie mam. Jest różnica między instytucjonalnym paleniem książek a czynem pojedynczego nawiedzonego księdza. Gdybym był mniej dbały o język w debacie publicznej, rzekłbym, że są ludzie i parapety, ale tak nie rzeknę. W każdym razie: zdarza się nieraz, że ktoś zrobi coś głupiego w przestrzeni publicznej. Mieliśmy przecież przypadki palenia kukieł, wieszania portretów. To jest oczywiście smutne, oburzające, bolesne, skandaliczne i bezprawne. Mam poczucie straty po tamtym zdarzeniu i chciałbym zaapelować, że jeżeli ktoś będzie chciał palić książki, to niech się zgłosi do mnie. Ja je wezmę. Martwi jednak szczególnie co innego - brak twardej, natychmiastowej reakcji episkopatu na wydarzenia w Gdańsku, choć biorąc pod uwagę to, jak Kościół walczy z plagą pedofilii wśród kleru, to jeszcze musimy na reakcję poczekać... Z drugiej strony, to palenie to jest szczyt pedagogicznego niedouczenia. Jeśli komuś czegoś zabronimy, od razu po to sięgnie. Słyszymy teraz o eventach - zamiast iść do kościoła, będziemy czytać „Harry’ego Pottera”.

Zobacz: Jest reakcja na niedawne palenie książek przy gdańskim kościele. Będzie "Wymiana Ksiąg Zakazanych". Ksiądz ukarany mandatem

Szymon Hołownia reagował, wielu innych księży również... Hołownia pisał wręcz, że palenie książek w Gdańsku to symptom „śmierci polskiego Kościoła”...

Bardzo dobrze, cieszą wszelkie formy potępiania tamtego aktu. Tylko że Hołownia i wielu innych trzeźwo myślących katolików, księży - oni nie są kościelnymi hierarchami. Przecież wskazanie na tych, którzy spalili książki, i stwierdzenie np. „kompromitujecie nas”, leży w interesie całego Kościoła i powinno zostać jasno sformułowane przez jego przywódców. Jacek Międlar został, co prawda, usunięty ze stanu duchownego, ale gdyby w mojej organizacji pojawił się ktoś taki, zrobiłbym wszystko, by rozpoznać przyczyny, dlaczego w ogóle do tego doszło, i byłbym szczególnie czujny w przyszłości.

„Harry Potter”, wg inicjatorów stosu, to książka okultystyczna... Pan podchodzi do serii J.K. Rowling z kulturoznawczą pasją...
Jaki okultyzm? Voldemort przywraca się do życia na cmentarzu, ale to jest bohater negatywny. Czytelnik nie identyfikuje się z Voldemortem, a Harry Potter pokonuje zło, zwycięża dzięki miłości i poświęceniu. To jest jakieś totalne nieporozumienie. J.K. Rowling jest wierząca, ona zaimplementowała w powieściach o Potterze wartości chrześcijańskie. Sama powtarzała w wywiadach, że magia nie istnieje, że w jej książkach chodzi o wyobraźnię i miłość.

Spalono książki i figurki przed jednym z gdańskich kościołów...

W jednym z artykułów polecał pan serię o Potterze jako lekturę szkolną. A tam jeden z wątków pierwszej części, opisujący szachową rozgrywkę, jest dość mroczny, przerażający...
Czytał pan baśnie braci Grimm?

Niektóre to niemal horrory...
Ja po lekturze Andersena, Konopnickiej („Dym”), Prusa („Antek”) długo chodziłem „zmasakrowany”. Musielibyśmy je usunąć z listy lektur, podobnie jak całą mitologię. Baśnie takie są, pokazują życie we wszystkich jego przejawach. Tymczasem Harry Potter zawsze kończy się dobrze. Z drugiej strony, chroniąc dzieci przed lekturami pokazującymi ciemną stronę życia, nie osiągniemy niczego dobrego. Świat dzieci nie jest idealny, nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak wiele lęku jest w ich życiu, a dzięki takiemu Potterowi uczą się go przezwyciężać.

Na stosie płonęły też przedmioty związane z innymi religiami. Gdzieś przeczytałem, że to, co miało miejsce w Gdańsku, miało zniszczyć magię, ale samo było obrzędem...
Tak, to były gusła, magia. Niszczenie przedmiotów innych religii jest fanatyzmem i jest wbrew nauce Kościoła, który szacunek dla innych wyznań wyłożył jasno w czasie soboru watykańskiego II.

Czytaj: Spalono książki i figurki w Gdańsku. Ksiądz Rafał Jarosiewicz przeprasza mówiąc, że to było "niefortunne" i przeprasza

Dlaczego „Harry Potter” przeszkadza?
Mam przed oczami taki mem: „Dlaczego księża nie chcą instalować wi-fi w kościołach? Bo boją się niewidzialnej siły, która naprawdę działa”. Postawię przewrotnie tezę, że to kwestia zazdrości - mówiłem już o tym, że Rowling umieściła w swoim cyklu wartości chrześcijańskie, niemal ewangeliczne. Ja uczę etyki, mówię uczniom o uniwersalnych wartościach. Nieraz usłyszałem, że po moich zajęciach ktoś zbliżył się do Boga. Może tacy księża po prostu nie mogą się pogodzić z tym, że nastoletni czarodziej czy etyk gej są lepsi od nich w uczeniu Ewangelii? Ale ja osobiście mam nadzieję na inne wyjaśnienie - księża, którzy spalili książki, są fanami serii o Potterze, a ich prawdziwym celem jest marketing tych książek, który udał im się doskonale!

Do prokuratury wpłynęło zawiadomienie ws. spalenia książek przed kościołem w Gdańsku

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie