Prokuratura umorzyła śledztwo po donosie na dyrektora Gdyńskiego Centrum Sportu. "Mierzyłem się z paskudnymi oskarżeniami"

Szymon Szadurski
Szymon Szadurski
Marek Łucyk (z prawej) to zaufany człowiek prezydenta Gdyni Wojciecha Szczurka.
Marek Łucyk (z prawej) to zaufany człowiek prezydenta Gdyni Wojciecha Szczurka. Piotr Hukało
Marek Łucyk, dyrektor Gdyńskiego Centrum Sportu, nie dopuścił się nieprawidłowości przy pozyskiwaniu unijnej dotacji dla prywatnej firmy, którą prowadził w przeszłości.

Sprawę badało Centralne Biuro Antykorupcyjne i prokuratura. Wokół jednego z najbardziej zaufanych współpracowników prezydenta Gdyni Wojciecha Szczurka zrobiło się gorąco jesienią 2016 roku, kiedy do CBA, ABW, a także kilku trójmiejskich redakcji ktoś dostarczył plik dokumentów, sugerujący nieprawidłowości przy prowadzeniu przez Łucyka wraz ze wspólnikiem założonej w 2008 roku firmy Expert Group.

Autor donosu wskazywał na rzekome niejasności, dotyczące pozyskania i rozliczenia przez ten podmiot, pokaźnej, unijnej dotacji na ponad 768 tys. zł. Łucyk od początku utrzymywał, że jest w tej sprawie niewinny. Przyznał się jedynie, że przez kilka lat łączył prowadzenie firmy z szefowaniem Gdyńskiemu Ośrodkowi Sportu i Rekreacji, poprzednikowi GCS, co jest zabronione przez prawo. Jeden z najważniejszych urzędników w Gdyni dobrowolnie złożył obszerne wyjaśnienia w gdyńskiej prokuraturze, która śledztwo w sprawie Expert Group umorzyła.

- Minione dwa lata były dla mnie i dla moich bliskich naprawdę trudnym okresem - mówi dziś Marek Łucyk. - Nikomu nie życzę, by będąc pewnym swojej niewinności, musiał mierzyć się z paskudnymi oskarżeniami. Od początku wiedziałem jednak, że nie może być innego zakończenia. Decyzja o umorzeniu postępowania mówi sama za siebie.

Marek Łucyk dodaje, że dokumenty przeciwko niemu zostały spreparowane.

- Donos zawierał same nieprawdziwe tezy i obrażał bardzo wiele osób - twierdzi dyrektor Gdyńskiego Centrum Sportu. - Nie ma wątpliwości, że tym stekiem wyssanych z palca bzdur ktoś postanowił mi zaszkodzić. Teczki podrzucono do wielu trójmiejskich redakcji, więc komuś zależało, by media zaczęły o mnie źle pisać.

Czytaj także: Konflikt łuczników Morświna z władzami miasta i Gdyńskim Centrum Sportu

Dyrektor GCS nie chce jednak spekulować, kogo podejrzewa o spreparowanie donosu. Nie ma natomiast żadnych wątpliwości, że cała sprawa związana była prawdopodobnie z jego aktywnością jako samorządowca.

- Na rzecz Gdyni pracuję od 1998 roku - podkreśla Marek Łucyk. Czterokrotnie byłem wybierany przez mieszańców radnym miasta. Przez dwadzieścia lat na swojej drodze spotkałem mnóstwo wspaniałych osób. Zakładam, że również znalazło się kilka takich, które nie pałały do mnie sympatią. Jednak ja nie zamierzam się mścić. Nie jestem człowiekiem, który rzuca publiczne oskarżenia. Już dość nerwów straciłem przez tę sprawę, wystarczy.

Rozstrzygnięcie prokuratury jest o tyle istotne, że Łucyk wskazywany jest jako potencjalny wiceprezydent Gdyni ds. rozwoju w przyszłej kadencji, bądź dyrektor gdyńskiego Ratusza. Kryminalne zarzuty mogłyby przekreślić jego dalszą karierę w samorządzie. Sam Łucyk tych doniesień nie chce szerzej komentować. Mówi, że obecnie skupia się tylko na pracy w GCS i pełnieniu funkcji pełnomocnika prezydenta Gdyni ds. realizacji projektów strategicznych.

Przypomnijmy też, że dyrektor GCS znalazł się w 2016 roku także na celowniku Urzędu Kontroli Skarbowej w Gdańsku. Jego pracownicy postanowili wybrać się na niezapowiedzianą kontrolę do Gdyńskiego Centrum Sportu. Pod koniec lutego 2017 roku oświadczyli, że dopatrzyli się trzydziestu przypadków naruszeń prawa o zamówieniach publicznych. Marek Łucyk ich zdaniem miał m.in. za pomocą aneksu, a nie kolejnego przetargu, zwiększyć liczbę ochroniarzy na wielkim widowisku Red Bull Air Race Show, w konsekwencji czego wartość zamówienia wzrosła z 453 tys. zł do ponad 700 tys. zł. Tymczasem pracownicy UKS wskazywali, że aneksować można prace tylko do wartości 20 proc. podstawowego zamówienia.

Kontrolerom nie spodobało się także przydzielanie przez GCS szeregu zamówień z wolnej ręki. Chodziło m.in. o wsparcie dla piłkarzy gdyńskiej Arki w ramach umowy promocyjnej, czy Targów Wiatr i Woda.

Także jednak te wszystkie kontrowersje rozstrzygnęły się po myśli Marka Łucyka, gdyż prezes Urzędu Zamówień Publicznych nieprawidłowości nie potwierdził.

Przegląd najważniejszych wydarzeń ostatnich dni:

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

C
CARYCA

a co zdziwieni?

N
Nn

Siwy kundel mocno umoczony w przestępstwa gospodarcze? ale gdynianie dalej głosują na wodza, Brawo inteligentni mieszkańcy!

z
zenekciec

Czy beda sprawdzac dotacje unii dla fundacji tego pieknego slubnego Szydlo ? .

Dodaj ogłoszenie