Prezydent i pani Wanda. Bezsensowne zabójstwa, które zamieniają w zgliszcza świat bliskich. "Jestem częścią społeczeństwa, które cierpi"

Dorota Abramowicz
Dorota Abramowicz
archwium prywatne
Prezydent z Wandą wznoszą toast. Uśmiechnięci patrzą sobie w oczy. Trwa uroczystość z okazji pięćdziesiątej rocznicy ślubu Wandy i Tadeusza. Dwie osoby z tego zdjęcia zginęły tragicznie. Zamordowane absurdalnie, bez powodu. Wnukowie Wandy mówią, jak zabójstwo może zamienić życie bliskich ofiary w zgliszcza.

Po tamtej niedzieli, 13 stycznia 2019 roku, gdy zginął prezydent Paweł Adamowicz, Dagmara, wnuczka Wandy, stanęła wieczorem w tłumie gdańszczan. Tak jak inni postanowiła oddać hołd zamordowanemu prezydentowi. Coś się wówczas zmieniło.

- Śmierć Pawła Adamowicza mnie otworzyła - mówi dziś Dagmara. - Poczułam, że ci wszyscy, których ona dotknęła, także wspierają mnie w mojej tragedii. Po kilku miesiącach zrozumiałam, że jestem częścią społeczeństwa, która cierpi.

Przed rokiem, kiedy podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy zamordowany został Paweł Adamowicz, Dagmara napisała na portalu społecznościowym:

„Tragicznie zginęła w Gdańsku moja Babcia Wandzia, związana, pobita i uduszona we własnym łóżku. Od tego dnia towarzyszy mi ból, bezsilność, strach, a teraz tragicznie na oczach wielu zginął w Gdańsku Prezydent Paweł Adamowicz.Ogromnie współczuję najbliższym Pawła Adamowicza.”

Dziś spotykamy się w mieszkaniu pani Wandy na pierwszym piętrze bloku na gdańskim Przymorzu. Trwa remont. Dagmara otworzyła lekko okna, by wywietrzyć woń farby. Po chwili przychodzi brat Dagmary, Piotr. Rozmawiamy o zbrodni i jej skutkach, karze, przebaczeniu. I o bezsilności.

Dziadkowie

Przyjechali do zrujnowanego Gdańska tuż po zakończeniu wojny z Poznania. Młode małżeństwo doświadczone traumą wojny. Tadeusz był z wykształcenia mechanikiem. Planował studia, ale trafił do obozu pracy, gdzie warunki były skrajnie ciężkie. Zachorował na gruźlicę, w efekcie stracił płuco.

Wanda, najmłodsza z rodzeństwa, straciła w czasie wojny ojca i brata, zamordowanych przez okupanta. Była jeszcze dzieckiem, gdy musiała podjąć pracę u Niemców. Miała „dobry” wygląd - jasnowłosa, niebieskooka dziewczynka nadawała się na służącą.

- Byli to ludzie zasłużeni dla Gdańska - mówi Dagmara. - Dziadek pracował przy odbudowie miasta, później prowadził szkołę dla dorosłych. Choć sam musiał zrezygnować ze studiów, miał ogromny głód wiedzy. Dawał szansę innym.

Tadeusz został zastępcą dyrektora gdańskiej stoczni ds. kultury i sportu. Działał w Komitecie Olimpijskim, był wiceprezesem KS Stoczniowiec.

Dagmara: - Babcia żyła w cieniu dziadka. Zajmowała się domem, urodziła i wychowała dwóch synów. Potem opiekowała się nami.

Małżonkowie dostali niewielkie mieszkanie na Przymorzu, w budynku stoczniowym. Na pierwszym piętrze, z sąsiadami, którzy się wzajemnie znali. Dzieci dorosły, wyprowadziły się na swoje. Kiedy w 2002 r. zmarł Tadeusz, Wanda w pojedynkę zajmowała mieszkanie.

- Była w dobrej kondycji psychofizycznej, ale miała problemy z błędnikiem - mówi Piotr. - Chciałem z nią zamieszkać, ale powiedziała, że woli być sama.

Przyjeżdżała do rodziny syna na „obiady czwartkowe”. Nie narzekała, nie wspominała o problemach

Ale problemy były.

- Babcia nie chciała o nich mówić - twierdzi Piotr. - Trochę słyszałem o nich od taty, trochę od mamy. Kiedyś wyrwano jej torebkę, gdy wysiadała z tramwaju. Ktoś za nią szedł.

Tak naprawdę o wszystkim dowiedzieli się dopiero po śmierci babci, gdy za zgodą sądu zaczęli uczęszczać na rozprawę przeciwko Łysemu. Bo z akt sprawy zabójcy wynikało, że od Łysego się zaczęło.

- Babcia była człowiekiem bardzo ufnym - twierdzi wnuk. - Zanim nastąpiła eskalacja, najpierw otwierała drzwi do klatki domofonem, potem otwierała drzwi od mieszkania i szła do kuchni, nie czekając, aż ktoś wejdzie. W jej domu ludzie żyli, jak w latach 70. XX w. Z zaufaniem do drugiej osoby, życzliwością. Tak powinno być. Niestety, patologia społeczna to wykorzystała.

Łysy i reszta

O Łysym i jego kompanach Piotr napisał przed ponad rokiem na swoim blogu. Zmienił imiona przestępców, zostawił prawdziwe imię babci.

Tekst zatytułował: „Historia prostego morderstwa, jedna z wielu, ale ta jest moja”

„Łysy, lat 40, dla przyjaciół Czarek, choć po prawdzie nie wiem czy jakichkolwiek ma. Kiedyś pracował jako sprzedawca czujek gazu. Chodził od domu do domu, pokazywał identyfikator, wpuszczano go do mieszkania i czasem nawet coś sprzedał. Odnotowywał skrupulatnie ten radosny fakt w zeszycie wpłat. Im więcej jednak ludzi odwiedzał, tym bardziej uświadamiał sobie, że zarobek jest średni, a potrzeby ciągle rosną. Do tego emeryci często chowają zaskórniaki w domu. Jemu bardziej by się przydały. Dobrze by je wykorzystał, a przecież zgrzybiali starcy do grobu kasy nie wezmą, nie przejedzą jej. Szkoda, by się marnowała. Czaro jest człowiekiem czynu, jak pomyślał tak zrobił. Odtąd przy okazji obwoźnych wizyt korzystał z sytuacji i kradł co się nawinęło. Za pierwszym razem do Wandzi trafił przypadkiem z rzeczoną czujką gazu. Kiedy robiła herbatę zabrał kopertę z emeryturą z torebki…, ale nie nachalnie, bez przemocy, przy okazji po prostu. Trafiło się, głupio było nie skorzystać. Stara była, niedołężna, nawet się nie zorientowała. Nie od razu przynajmniej. Ponieważ sprawa była oczywista, Wandzia zgłosiła tę kradzież. Szybko się okazało iż nie był to odosobniony przypadek. Podobne skargi pojawiały się już wcześniej, ale nikt za rękę Czarka nie złapał. Mimo wszystko z pracy go zwolnili, taka osoba źle wpływa na wizerunek firmy” - czytam we wpisie Piotra.

Łysy, który zostawił sobie firmowy identyfikator i bloczek wpłat, wraz z podobnie ogolonymi kolegami zaczął krążyć w okolicy w poszukiwaniu kolejnych ofiar. Pukali do drzwi, informując, że spisują liczniki, wymieniają wodomierze, sprawdzają instalacje. Brali zaliczki, czasem coś ukradli i znikali.

- Trwało to bardzo długo - twierdzi Piotr. - Mieli swoje rewiry. Chodzili od domu do domu, licząc, że starsi ludzie ich nie rozpoznają.

U pani Wandy też byli. Najpierw wzięli zaliczkę na licznik. Kiedy pojawili się drugi raz, starsza pani nie dała się nabrać. Wtedy po raz pierwszy pojawiło się realne zagrożenie.

Piotr napisał: „By wizyta się opłaciła, panowie musieli postarać się bardziej. Byli profesjonalistami, nie wahali się, to przecież ich główne źródło utrzymania od dłuższego czasu. Wepchnęli kobietę do łazienki, jeden trzymał drzwi, drugi pilnował klatki, a trzeci zabrał pieniądze z mieszkania. Tak trójca wyspecjalizowała się w okradaniu emerytów.”

Policja dostawała zgłoszenia o kolejnych przestępstwach, ale sprawy początkowo umarzano. Kiedy jednak zorientowano się, że można połączyć kradzieże, a poszkodowanych prawdopodobnie przez te same osoby zostało kilkunastu starszych mieszkańców Gdańska, wszczęto śledztwo.

Ostatecznie sformułowano akt oskarżenia. Podejrzani stawiali się regularnie na rozprawach, sprawa toczyła się latami. Zmieniali się sędziowie, niektórzy poszkodowani zmarli ze starości. A pani Wanda została zamordowana.

- Podejrzewaliśmy, że to się musi wiązać. Za dużo się wokół babci działo przez ostatnie lata - mówi Piotr. Dagmara dodaje: - Kiedy zapoznałam się z aktami, skojarzyłam nazwisko Łysego, które pojawiło się w piśmie z sądu.

Eskalacja
Po tamtym wepchnięciu do łazienki pani Wanda była już mniej ufna. A i rodzina, zaalarmowana napadem, postanowiła zapewnić jej bezpieczeństwo. Wspólne zamieszkanie lub wyprowadzka pani Wandy nie wchodziły jednak w grę. Nie chciała. Wnuk zdecydował więc, by w drzwiach zamontować łańcuch.

Łańcuch pomógł po tym, jak Łysy poznał Mirka i pokazał mu mieszkanie pani Wandy.

Mirek (imię zmienione) nie miał łatwego życia. Brat zabił się na motorze, ojciec na wieść o śmierci jednego z synów się powiesił. Mirek też napił się i chciał się zabić, ale w końcu zrezygnował i przyjechał do Gdańska. Tu alkohol zastąpił narkotykami. Pracował jako kucharz, nie starczało mu na codzienną dawkę. Podbierał więc pieniądze z kasy jadłodajni, w której pracował, kradł w sklepach, w kolejce SKM, pożyczał, nie oddawał.

Przypadkowe spotkanie z Łysym zaowocowało pomysłem - pod pretekstem zbierania ankiet kościelnych wejdą do starszej, już kilkakrotnie oszukanej i okradzionej pani Wandy i jeszcze raz ją obrobią. Nie udało się, bo kobieta ekipy „przedstawicieli parafii” nie wpuściła, a łańcuch nie pozwolił na wejście siłowe.

Umawiali się potem jeszcze kilka razy.Mirek pisał: „Kiedy idziemy?”. Ale jakoś się nie składało. A to Łysy z ekipą byli zajęci, a to Mirek trafił do aresztu.

Pewnej czerwcowej nocy Mirek, który dopiero co wyszedł zza krat, postanowił sam zdobyć pieniądze. Domofon milczał, drzwi były zamknięte. Za to okno na pierwszym piętrze było otwarte. Wszedł po kratach chroniących balkon na parterze. Szklanka stojąca na stole spadła. Pani Wanda się zbudziła.

Wtedy Mirek związał, pobił i udusił panią Wandę. Zabrał pieniądze i uciekł.

W piątek, 3 czerwca na jednym z portali ukazała się informacja: „W czwartek około godziny 22 w jednym z mieszkań na terenie Przymorza odkryto zwłoki 86-letniej kobiety. Biegli wstępnie stwierdzili, że padła ona ofiarą zabójstwa. Póki co, sprawcy nie udało się ująć”.

Policjanci nie mieli jednak trudnego zadania. Mirek pozostawił na taśmie, którą skrępował panią Wandę, odciski palców. Zatrzymano go, stanął przed sądem.

Równolegle ciągnął się proces Łysego i spółki.

- Kiedy zaczęła się toczyć sprawa o zabójstwo babci, poprosiliśmy sąd o wgląd do akt, by zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi- mówi Piotr. - Pozwolono nam jedynie uczestniczyć w rozprawach. Pokazały one eskalację zła. I to, że działania sprawców nie skończyły się na wymuszeniach 300 zł i na oszustwach, ale na cmentarzu.

Pytanie o porządek świata

Tamten dzień, gdy odnaleziono zamordowaną panią Wandę, był początkiem koszmaru.

Piotr
napisał na blogu: „Telefon od mamy zastał mnie w pracy. Zwykły telefon, jakich wiele o tej porze, nawet melodyjka była ta sama. Tylko treść przekazu mnie zmroziła. Nie ma takiej możliwości, by coś Cię przygotowało na podobną treść. Owszem ludzie umierają, nie ma wyjątków dla najbliższej rodziny. Jednak umysł się buntuje przed przyjęciem informacji, niemożliwym jest by najlepszą, najspokojniejszą, najbardziej bezbronną osobę brutalnie zamordowano. Rozum nie może tego zaakceptować. Pęka w środku pewna bariera. To nie był żal ani gniew, nie była to nawet rozpacz. Czułem jakby wyrywano mi z trzewi dzikie zwierzę, Boże jak ono wyło. Kiedy przestałem się trząść pojechałem z siostrą pod dom babci”

Dagmara: Wiedziałam, że na świecie dzieje się wiele zła. Nie spodziewałam się jednak, że w najbliższym moim otoczeniu dojdzie do takiego aktu przemocy. Mój świat się zawalił. Nie umiałam już zaufać nikomu. Nawet sobie. Mój umysł nie był w stanie tego przyjąć. Wpadłam w nerwicę, depresję, napady lękowe. Chodziłam na rozprawy nadal nie dopuszczając do świadomości, co się wydarzyło. Jak robot, który ma przypilnować, by sprawa została zamknięta, a potem się sobą zająć.

Rodzeństwo mówi, że to, co zrobiono babci - w mniejszym lub większym stopniu - dotknęło całą rodzinę. Ich ojciec, najstarszy syn Wandy, popadł w depresję. Kompletnie się wycofał.Tylko raz pojawił się w sądzie jako świadek, nie czytał nawet akt. Za to oglądał filmy o morderstwach i stworzył teorię spiskową. Nie wierzył, że to zrobiła tylko jedna osoba.. W kilka miesięcy postarzał się o dziesięć lat.

Potem zaatakował go nowotwór. W lutym ub. roku dowiedział się, że ma raka. Zmarł w kwietniu.

- Od roku leczę się psychiatrycznie - dodaje Dagmara. - Mama się zmieniła, druga babcia też się zmieniła. Takie rodziny, jak nasza, nie dostają kompleksowej pomocy. Tej na Narodowy Fundusz Zdrowia nie doczekałam na czas... Ja się po prostu posypałam. Nie miałam żadnego wsparcia. Izolowałam się. I było jeszcze gorzej. Nawet nie wiedziałam, gdzie mam się po pomoc udać. Na początku nie brałam leków, bo myślałam, że pogorszą jeszcze bardziej mój stan. Potem się do nich przekonałam.

Najpierw musiała wyjść z lęku. Mówi, że była zaszczuta strachem. Stany lękowe dopadały ją w miejscach publicznych. Bała się nawet, gdy ktoś obok niej przebiegał.

- Dopiero, kiedy się z nimi uporałam, m.in. dzięki psychologom Angelice, Karolinie i doktorowi Karolowi, mogłam zacząć pracować nad żalem, depresją, w której tonęłam - wzdycha Dagmara.

- Z automatu nie udasz się do psychologa i psychiatry - tłumaczy Piotr. - Dla mnie ważne jest zrozumienie, co i dlaczego się zdarzyło. I że to ty jesteś ofiarą, że nie ma w tym twojej winy, lub że to nie jest jakieś przeznaczenie. Na drodze naszej babci pojawił się psychol, który w głowie ma sieczkę, i zabrał jej życie. Nie ma tutaj drugiego dna, żadnej głębi. To był wypadek przy pracy debila. Należy mu się kara. I koniec.

Kiedy to się skończy

Choć prokurator początkowo żądał dla zabójcy Wandy 15 lat więzienia, ostatecznie sąd skazał go na 25 lat. Wyrok utrzymał się w apelacji.

Zakończyła się też sprawa Łysego i spółki. Na 2,5 roku skazano - za brutalność - jednego ze wspólników. Łysy trafił na kratki na półtora roku. Piotr twierdzi, że były to konkretne wyroki.

Po ogłoszeniu wyroku w sprawie Mirosława, Dagmara trochę mniej boi się chodzić po ulicy. Ale nadal czuje, że nie jest jeszcze sobą, bo gdzieś w środku buzuje w niej strach.

Minęło trzy i pół roku od zabójstwa pani Wandy. Pytam jej wnuki - kiedy to się skończy?

- Nigdy - twierdzi Piotr. - Za duże żniwo w rodzinie to zebrało. Widać, jak to siecze wszystkich. W kwietniu zmarł tata, mama jest w rozsypce. Mamy jeszcze drugą babcię, dziewięćdziesięcioletnią, która bardzo to wszystko przeżyła. Też teraz co chwilę trzeba do niej wzywać pogotowie. Może koniec będzie, kiedy i my umrzemy?

Dagmara: - Kiedy przestanę się bać. Bez pracy nad sobą nie ma szans.

Kilka dni po wizycie w dawnym mieszkaniu pani Wandy, jej wnuczka pisze do mnie:

„Ten ogrom brutalności i cierpienia, który morderca Babci zadał jej ciału, sprawił, że straciłam wiarę w ludzi, w świat, w siebie. Co się stało z człowieczeństwem ? Oprócz strachu, że ktoś wyrządzi mi krzywdę, zaczęłam się bać, że i ja mogę kogoś tak mocno skrzywdzić, ręce mi się dalej trzęsą jak to czuję. To przerażenie, jak można tak krzywdzić, bo prawdą jest, że w każdym z nas drzemie potencjał zła. Przeszłam bardzo długą drogę by przestać bać się siebie. Każdy z nas ma wybór, moim wyborem jest docieranie do dobra, nauczyłam się akceptować złość jako moc sprawczą do stawiania granic. Dziś po raz kolejny chcę postawić granicę. STOP PRZEMOCY. Niech złość jest siłą napędową do pracy nad wspólną bezpieczną przyszłością, nad reformami.

Długo dręczyłam się i poczuciem winy, następnie próbą zrozumienia, czym kierował się człowiek, który zadaje tyle cierpienia. Niedawno zrozumiałam, że i on i ja i każdy z nas czuje to samo strach i cierpienie, z tą różnicą, że On dokonał wyborów, które pogrążyły go jeszcze bardziej w trudnych emocjach.Być może nigdy nie miał dobrych wzorców, troskliwych, ciepłych, dbających o innych i kochających opiekunów, osób takich jak moja Babcia czy Pan Prezydent Paweł Adamowicz. Akt jego wewnętrznej agresji, którą doświadczał od dzieciństwa przelał się z jego wnętrza na zewnątrz. Czuję, że morderca nie dostał odpowiedniej pomocy w dzieciństwie, tak jak ja nie otrzymałam pomocy na czas po tragedii, która dotknęła całą rodzinę.”

Czy może dziś wybaczyć sprawcy?

- Wybaczyć w moim słowniku to nie znaczy zapomnieć - odpowiada Dagmara. - To znaczy pokierować się empatią i spróbować zrozumieć, co dzieje się we wnętrzu osoby obok nas, co nią kieruję. Czy mogę i jak mogę tej osobie pomóc, by nie pogrążała się w cierpieniu, bólu, złości, nienawiści czy strachu, by nie wpadała w tą otchłań, w którą wpadłam ja - ekstremalne przerażenie, niemoc, nieuświadomiona złość. To my jako ludzie tworzymy społeczeństwo, to od nas zależy jak będziemy się czuć. Przy czym bierność to także zgoda na cierpienie. Proszę, reagujmy.

POLECAMY NA STRONIE KOBIET:

FLESZ: Kiedy będzie wiosna? Zwierzęta dają sygnały.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie