Powoli ze zmianami konstytucji

RedakcjaZaktualizowano 
Z prof. Wiktorem Osiatyńskim, prawnikiem, konstytucjonalistą, jednym z twórców polskiej konstytucji z 1997 roku, rozmawia Marcin Mindykowski

Największą słabością polskiej konstytucji, współtworzonej także przez Pana, jest brak jasnego rozdziału kompetencji między prezydentem i premierem.

Z pewnością mankamentem polskiej konstytucji jest fakt, że te kompetencje nie są w jasny, bardzo precyzyjny sposób rozdzielone. Ale nie jest to jej największa słabość. Uważam, że nieporównywalnie większym mankamentem jest system wybierania sędziów Trybunału Konstytucyjnego, który powoduje, że co dziewięć lat większość parlamentarna i rząd sprawujący władzę stoją przed pokusą ulokowania w trybunale swoich sędziów. Te niejasne kompetencje też są mankamentem, głównie prezydentów i premierów, ale nie na tyle wielkim, żeby warto było z tego powodu zmieniać konstytucję.

Politycy coraz częściej mówią jednak o zmianie, która w jasny sposób przechylałaby szalę na rzecz któregoś z ośrodków władzy wykonawczej.

Ale ja nie jestem do tego przekonany. Uważam, że równoważenie się władz może być zaletą i wcale nie jest takie bezsensowne. Oczywiście dużo zależy od personaliów i cech charakterologicznych - np. Aleksander Kwaśniewski dobrze sobie radził z równoważeniem władzy nie tylko z rządem lewicowym, ale także z rządem centrum czy prawicy. Myślę, że powinniśmy się uczyć zupełnie obcej naszej tradycji i instynktom sztuki kompromisu. Bałbym się w Polsce systemu prezydenckiego, który bardzo silną władzę lokowałby w ręku prezydenta na pięć lat. Bo wyobraźmy sobie, że mamy system prezydencki trzy lata temu. Albo wyobraźmy sobie, że mamy czysty system parlamentarny o ogromnej przewadze parlamentu - system, w którym nie ma tej siły równoważącej, jaką ze względu na weto jest prezydent.

Zamysłem twórców obecnej konstytucji było premiowanie któregoś z ośrodków władzy czy właśnie taka równowaga?

Nie mam wątpliwości, że twórcy obecnego systemu konstytucyjnego w Polsce, którym przez jakiś czas doradzałem, myśleli o systemie kanclerskim. Czyli o systemie, w którym rząd jest silny i trudno go obalić, zaś prezydent jest głową państwa, a nie szefem rządu. Podczas prac nad konstytucją pojawił się jednak też pomysł silnej władzy prezydenckiej, powodowany głównie względami zaszłościowymi. Te dwie koncepcje ścierały się ze sobą dość dramatycznie i pewnie do dziś nie byłoby konstytucji, gdyby nie fakt, że Aleksander Kwaśniewski, szef komisji konstytucyjnej - która opowiadała się za systemem kanclerskim, czyli za zmniejszeniem uprawnień prezydenta - został prezydentem. I oczywiście chciał sobie potem trochę tej władzy uszczknąć, zwłaszcza przy mianowaniu prezesów sądów i trybunałów. To był kompromis, który zawiązał się przez fakt wyborów prezydenckich.
Zapisy obecnej konstytucji są jednak niejasne. Z jednej strony prezydent jest najwyższym przedstawicielem Rzeczpospolitej, a z drugiej nie ma prawie żadnych realnych kompetencji.

Rzeczywiście parę rzeczy pewnie dałoby się wyczyścić - np. w artykule, który definiuje prezydenta, można byłoby zapisać, że jest głową państwa, a nie szefem rządu. I że głowa państwa ma inne funkcje niż szef rządu. Parę takich rzeczy można byłoby dodać i wtedy zmniejszyłyby się potencjalne możliwości konfliktu, przy zachowaniu obecnego systemu.

Wierzy Pan, że ta ewentualna zmiana zapisów konstytucji dokona się przed wyborami prezydenckimi w 2010 roku?

Pojawia się pytanie, czy jeśli Donald Tusk zostanie prezydentem, będzie chciał pójść w stronę systemu prezydenckiego, czy pozostanie wierny temu, o czym mówi dzisiaj, czyli systemowi kanclerskiemu, zrzekając się niejako swojej władzy. Ale to jest wróżenie z charakterów ludzkich, a postawy i zachowania przy władzy bardzo się zmieniają. Jeżeli zaś mówię, że dwuwładza wykonawcza jest mankamentem, ale nie na tyle wielkim, żeby zmieniać konstytucję, to dlatego że z ogromnego doświadczenia polskiego i zachodniego wynika, że proces zmiany konstytucji jest procesem destrukcyjnym dla demokracji. Zmiana konstytucji otwiera pole do działania różnego rodzaju fundamentalistycznych radykałów, którzy chcą skorzystać na podważeniu istniejącego porządku i którzy chcą wykorzystać te elementy konstytucji, które odwołują się do wartości i symboli, żeby umocnić swoją siłę polityczną. Otwarcie procesu zmiany konstytucji jest otwarciem puszki Pandory.

polecane: FLESZ: Podział Mandatów po wyborach parlamentarnych

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie