reklama

Pow. starogardzki. Bili i torturowali, a potem plądrowali dom. Proces szajki złodziei dobiega końca

Maciej Jędrzyński
Przestępcy w ciągu kilku miesięcy obłowili się na około 400 tys. złotych. Szczególnie interesowały ich pieniądze, biżuteria i monety kolekcjonerskie. Przez kilka miesięcy budzili strach. Byli brutalni - bili, przypalali żelazkiem ciało. Sprawa, w której są oskarżeni, właśnie zbliża się w sądzie do końca.

Jest lato 2012 roku. Jedna z podstarogardzkich, spokojnych wsi. Od jakiegoś czasu zaczyna krążyć pantoflową pocztą informacja, że jeden z jej mieszkańców może dysponować większą gotówką. Pewnego dnia postanawiają to sprawdzić Patrycjusz S., Rafał M. i Łukasz K. Wdzierają się do jego domu, taśmą zaklejają gospodarzowi głowę, oczy i usta oraz krępują mu ręce i nogi. Zaczynają brutalnie bić, m.in. po głowie, używają rozgrzanego żelazka.

Potem okaże się, że w wyniku przypalania mężczyzna doznał oparzeń podbrzusza, pachwin, prącia oraz lewego uda. Sprawcy nie zdobyli w ten sposób informacji, na które liczyli, więc postanowili przeszukiwać dokładnie dom. Oczekiwanych kokosów jednak nie znaleźli. „Zarobili” na tym raptem dwa srebrne łańcuszki o wartości 20 zł i srebrny pierścionek o wartości 60 zł, zdobyli też dwa dowody rejestracyjne - do ciągnika rolniczego i samochodu osobowego wraz z polisami ubezpieczeniowymi obu pojazdów.

Mieszkaniec przeżył i choć starogardzka Prokuratura Rejonowa nie podaje szczegółów, wiadomo, że ta niezapowiedziana „wizyta” bardzo mocno odbiła się na stanie jego zdrowia.

Cała trójka wpadła w ręce policji w listopadzie 2012 roku. Opisane tu zdarzenie nie było jednak jedynym przestępstwem z ich udziałem, a w sprawie prowadzonej przez Prokuraturę Rejonową w Starogardzie Gd. są jeszcze kolejni dwaj podejrzani - Robert J. i Jarosław S., którzy zostali zatrzymani w maju 2013 roku. Ta dwójka miała być zleceniodawcami w pozostałych przestępstwach (nie licząc zdarzenia opisanego na wstępie) z udziałem Patrycjusza S., Rafała M. i w mniejszym stopniu Łukasza K. Było ich w w ciągu 6 miesięcy 2012 r. ponad 30. Jak podaje starogardzka prokuratura, wzbogacili się na tym o kwotę około 400 tys. złotych. Działali jednak nie tylko w powiecie starogardzkim, ale także w powiecie gdańskim, chojnickim czy tczewskim.

- Zainteresowani byli głównie pieniędzmi, biżuterią i monetami kolekcjonerskimi - opowiada Maciej Rocławski, starogardzki prokurator prowadzący sprawę. - Swoim ofiarom krępowali ręce, zaklejali usta i oczy. Używali też siły fizycznej. Gdy ktoś nie wskazywał, gdzie trzyma kosztowności i pieniądze, szukali ich bardzo dokładnie, z reguły trwało to przez 2-3 godziny. Mieszkania wyglądały po tym, jak po przejściu burzy. Zaglądali dosłownie w każde miejsce, penetrowali nawet otwory wentylacyjne.

Czasem w ich ręce wpadło kilkadziesiąt tysięcy złotych, ale bywało i skromniej - tysiąc lub 2 tys. złotych. Przestępcy działali zarówno w Starogardzie Gdańskim, jak i w małych miejscowościach, wsiach. Okradali nie tylko mieszkania, ale całymi seriami buszowali w domkach letniskowych w Szteklinie, koło Starogardu Gdańskiego. Z kolei w powiecie gdańskim poszkodowanym był jeden z proboszczów - trzech spośród oskarżonych ukradło mu 8 tys. złotych. Ksiądz nie został pobity, bo okradli go pod jego nieobecność. Działali do samego końca. Jeszcze w dniu zatrzymania przez policję w Kowalach, koło Gdańska, mieli na koncie cztery próby usiłowania rozboju.

W sprawie prowadzonej przez starogardzką prokuraturę był jeszcze jeden podejrzany, ale już na początku śledztwa został z niej wyłączony i wyrokiem prawomocnym skazano go w starogardzkim sądzie na 3 lata i 3 miesiące pozbawienia wolności bez zawieszenia. Miał na koncie „tylko” 6 przestępstw - były to usiłowania rozbojów i kradzieże z włamaniem. Cała pozostała piątka to mieszkańcy powiatu starogardzkiego. Rafał M. i Łukasz K. przyznali się do wszystkich zarzucanych im czynów, a Patrycjusz S. przyznał się częściowo. Natomiast Robert J. i Jarosław S. w ogóle do niczego się nie przyznali. W śledztwie bardzo pomocna była, wykonywana na zlecenie prokuratury, analiza kryminalna.

- Pozwoliła ona na wykazanie istniejących powiązań między wszystkimi podejrzanymi - zaznacza prokurator Maciej Rocławski.

Za rozbój grozi maksymalnie kara 12 lat pozbawienia wolności. Jeżeli sąd uzna, że podejrzani zrobili ze swojej przestępczej działalności stałe źródło dochodu, grozić im będzie więcej, a mianowicie maksymalnie 18 lat pozbawienia wolności. Sprawa toczy się w gdańskim Sądzie Okręgowym i dobiega końca, wyrok będzie najprawdopodobniej w lutym. Prokurator zapowiada, że będzie wnioskował o surową karę.

maciej.jedrzynski@polskapress.pl

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 2

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

B
Balboa

Dobrze,że w Gdańskim Sądzie-bo w Starogardzkim by ich uniewinnili......To sobie Yankes i spółka posiedzi.

k
kałasznikow

I PO SPRAWIE

Dodaj ogłoszenie