Pomnik Kindertransportów w Gdańsku

Jarosław ZalesińskiZaktualizowano 
Gdański pomnik przedstawia grupę pięciorga dzieci, oczekujących na odjazd pociągu
Gdański pomnik przedstawia grupę pięciorga dzieci, oczekujących na odjazd pociągu Grzegorz Mehring
W sąsiedztwie gdańskiego dworca PKP, między KFC a McDonaldem, został w środę odsłonięty niezwykły pomnik. Upamiętnia on dzieci z tzw. Kindertrasportów.

Bezpośrednio przed wybuchem II wojny światowej gminy żydowskie i organizacje charytatywne w wielu miastach na kontynencie wysłały do Anglii transporty żydowskich dzieci. Dzięki temu z zagłady ocalało ich około 10 tys. Niemal wszyscy ich krewni stali się potem ofiarami holocaustu.

Na środową uroczystość przyjechało do Gdańska siedem osób, które opuściły miasto w Kindertransportach. Wszystkich było około 130. Wśród nich uratował się Frank Meisler, któremu udało się wyjechać ostatnim transportem, na kilka dni przed wybuchem wojny. Meisler jest autorem projektu gdańskiego pomnika. Podobny pomnik, autorstwa Meislera, od 2006 roku stoi przy londyńskiej stacji kolejowej Liverpool Street Station. To tu docierały pociągi z dziećmi uciekinierami. W ubiegłym roku zaprojektowany przez Meislera pomnik stanął w Berlinie, przy dworcu Friedrichstrasse. Pomnik gdański jest trzeci i ostatni.

- Zatoczyłem krąg wspomnień trudnych do wyobrażenia - powiedział po odsłonięciu swego dzieła wzruszony artysta.

Sabina Katz przybyła do Gdańska z Filadelfii. Wyjechała z Polski Kindertransportem jako kilkunastoletnia dziewczyna.

- Pamiętam, że nasz dom stał nad kanałem, ale nie wiem, jak się nazywała ulica - mówi. Słysząc pytanie, czy spodziewała się kiedykolwiek podobnego dnia w jej rodzinnym Gdańsku, jest tak wzruszona, że tylko ściska mi rękę. - Ta historia żyła w naszym domu - dopowiada jej wnuczka Rachael Diamond.

- Los każdego z was jest częścią historii Gdańska - powiedział do uczestników Kindertransportów prezydent miasta Paweł Adamowicz.

Na uroczystość przyjechało wielu oficjalnych gości, m.in. ambasador Izraela Zvi Rav-Ner i wiceprzewodnicząca Bundestagu Petra Pau. Po przemówieniach Psalm 130 wyśpiewał żydowski kantor, a rabin odmówił modlitwę za zmarłych. Ten sam psalm wyrecytował proboszcz bazyliki Mariackiej ks. infułat Stanisław Bogdanowicz.

- Jesteśmy dumni i szczęśliwi - przyznał po uroczystości "Polsce Dziennikowi Bałtyckiemu" Michał Samet, przewodniczący Gminy Żydowskiej w Gdańsku. - W Talmudzie zapisano zdanie, że oddech dzieci idących do szkoły ratuje świat. Ten pomnik uratowanych dzieci łączy dawny i obecny świat.
Po południu uczestnicy uroczystości spotkali się na cmentarzu Żydowskim na Chełmie, gdzie odkryto macewy na gromach osiemnastowiecznych rabinów gdańskich.

Historia Kindertransportów

Po nocy kryształowej
Po tzw. nocy kryształowej, z 9 na 10 listopada 1938 roku, kiedy w Niemczech dokonano masowych pogromów na Żydach, działające w Wielkiej Brytanii komitety pomocy żydowskim uciekinierom zaapelowały do władz, by podjęły próbę ratowania mieszkających na kontynencie członków narodu żydowskiego. Rząd Wielkiej Brytanii zdecydował się wówczas na przyjęcie "nieokreślonej" liczby dzieci w wieku do 17 lat.

Pierwsza grupa 196 ratowanych dzieci z Berlina dotarła do Anglii 2 grudnia 1938 roku. Ostatni oficjalny transport wyruszył z Berlina 1 września 1939 roku. Dzieci pochodziły z Niemiec, Austrii, Czech (skąd nawet transportowano je samolotami), Łotwy, Estonii i Polski. Uratowano ich od 10 do 11 tysięcy.

Gdański pomnik
Pomysłodawcą wybudowania w Gdańsku pomnika Kindertransportów jest gdański pisarz Mieczysław Abramowicz. Pomysł znalazł wsparcie u prezydenta miasta Pawła Adamowicza. Rada Miasta przyjęła odpowiednią uchwałę w grudniu 2008 roku.

W Gdańsku przez trzysta lat

Z Frankiem Meislerem, twórcą gdańskiego pomnika poświęconego Kindertransportom, rozmawia Jarosław Zalesiński

Gdański pomnik wydaje się podobny do tego, jaki stanął w Londynie, na Liverpool Street Station.
Tylko że pomnik w Londynie przedstawia przyjazd dzieci. Dlatego różni się ważnymi detalami. Nawet wyraz twarzy dzieci jest inny. Pomnik w Gdańsku symbolizuje wyjazd. To zatem wbrew pozorom zupełnie inna koncepcja.

A wymowa pomnika w Berlinie?

Berliński pomnik upamiętnia 1,5 miliona dzieci, które zginęły w latach holocaustu, dlatego ma inną wymowę. Jedna z dwóch grup dzieci przedstawionych w tym pomniku nosi na przykład znaki Gwiazdy Dawida. Ich losem jest deportacja do obozów zagłady. Zupełnie inny sens. Pomnik gdański pokazuje dzieci, które wyjeżdżają stąd nie na śmierć, tylko by dalej żyć.

Czy nie ten gdański pomnik jest najbliższy pańskiemu sercu?

O tak. Tu są moje korzenie. To miejsce, z którego pochodzę.

Zamyka Pan pewnie dzisiaj jakiś ważny rozdział własnego życia?

Niezwykle ważny. Po raz pierwszy przyjechałem do Gdańska z moimi dwiema córkami, by pokazać im miasto, w którym żyli ich dziadkowie. I ich rodzina.

Jak głęboko pańska rodzina była związana z Gdańskiem?

Żyliśmy tutaj przez trzysta lat. Przybyliśmy z Holandii. Jeszcze z czasów napoleońskich zachowały się wzmianki o mojej rodzinie ze strony matki. Ta historia została przerwana.

polecane: FLESZ: Niebawem zmiana czasu, jedna z ostatnich

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie