reklama

Po wypadku autokaru w Turcji turyści grożą złożeniem pozwu (wideo)

Dorota AbramowiczZaktualizowano 
Do wypadku doszło 5 września. Dziś turyści opowiadają o szczegółach wydarzenia.

To miała być wycieczka marzeń. Wybrały się na nią z Triadą 44 osoby z całej Polski, wśród nich także małżeństwo ze Strarogardu Gdańskiego. W tydzień mieli zobaczyć m.in. Efez, Pergamon, Stambuł, Kapadocję, Pamukkale. Część z nich podróż zakończyła 5 września na autostradzie Stambuł - Ankara

- Już wcześniej byliśmy zaniepokojeni warunkami podróży - mówi Maria Ziemińska, jedna z uczestniczek wycieczki. - Najbardziej tym, że całą trasę (około 2850 km) mieliśmy przejechać autobusem prowadzonym przez jednego kierowcę. Przeważnie wyruszał około godziny piątej rano, dojeżdżał na miejsce około godziny 19. Spieszył się, niejednokrotnie rozpędzając autokar do 145 kilometrów na godzinę. Wóz był stary, spaliny przedostawały się do wnętrza, nie działała klimatyzacja.

W dniu wypadku kierowca uruchomił autokar o godz. 3.40, przed świtem. Uczestnicy wycieczki mieli do wieczora pokonać 700-kilometrową trasę Stambuł - Urgup.

- W trakcie podróży, wcześnie rano, nagle autobusem mocno szarpnęło i wóz wjechał na pobocze - wspomina Janina Synak ze Starogardu Gdańskiego. - Pasażerowie siedzący z przodu mówili, że kierowca zasnął. Jednak pani pilot zaczęła nas uspokajać, że nic się nie stało. Twierdziła, że kierujący pojazdem musiał ominąć jakąś przeszkodę.

Do tragedii doszło jakiś czas później, około godz. 10. Według oficjalnych doniesień, kierowca tureckiego autokaru, widząc korek na autostradzie, próbował zahamować i zahaczył o lawetę. Sześć osób zostało rannych. Najciężej - młoda kobieta, odbywająca wraz z mężem podróż poślubną.

- Uratowaliśmy się, bo z mężem zajmowaliśmy miejsca z tyłu autobusu - mówi Janina Synak. - Autokar pędził z prędkością co najmniej 100 kilometrów na godzinę. Kierowca w ogóle nie hamował! Laweta przeorała lewą część pojazdu. Padliśmy na podłogę. Pojawił się dym. Ktoś zaczął krzyczeć, by uciekać, bo zaraz paliwo wybuchnie. Początkowo drzwi się nie chciały otworzyć...

W końcu pasażerowie wydostali się na zewnątrz. Czekając na pogotowie (młoda kobieta, z urazem czaszki, była nieprzytomna, kilka osób krwawiło), próbowali opatrzyć rannych. - W autokarze nie było apteczki - twierdzi inny uczestnik wycieczki, Piotr Mendyka. - Zatrzymywałem samochody, pytałem o bandaże. Nikt nie miał...
W końcu przyjechały karetki, zabrały najciężej rannych do szpitala.
Ranny w wypadku Dariusz Górski mówi, że tylko operatywności żony, która wydzwaniała do polskiego konsulatu, zawdzięcza dobrą opiekę. Inny ranny Polak, pan S. (złamane żebra, odma płucna), miał przeleżeć prawie dobę w izbie przyjęć drugiego szpitala. Kobieta z urazem czaszki przeszła skomplikowaną operację.

Pozostali pasażerowie wsiedli do drugiego, podstawionego przez biuro autokaru. Tam już byli dwaj kierowcy. Wóz z turystami krążył po mieście, rozwożąc bagaże rannych. Dopiero późnym wieczorem, około godz. 23 dojechali do hotelu.

Tam wszczęli bunt. - Usłyszeliśmy od pilotki, że następnego dnia znów dostaniemy stary autokar z jednym kierowcą - opowiada pani Synak. - Po telefonie do Ambasady RP okazało się, że jest to niezgodne z tureckim prawem. Odmówiliśmy dalszej jazdy.

Ostatnie kilometry podróży Polacy pokonali nowszym wozem (czasem z prędkością 140 km na godz.) z dwoma kierowcami. Ostatniego dnia zdecydowali się na wspólne działanie.
- Wystąpiliśmy do Triady z żądaniem zadośćuczynienia za doznane krzywdy - mówi Dariusz Górski. - Za traumę, cierpienie.

W piśmie wysłanym do biura pasażerowie zapowiedzieli, że w razie odmowy zwrotu pieniędzy skierują sprawę do sądu. Twierdzą, że są dobrze zorganizowani i zdeterminowani.

Jacek Dąbrowski, dyrektor ds. finansowych Triady mówi krótko: - Odpowiemy na reklamację w terminie ustawowym 30 dni. To nie był nasz autokar, tylko współpracującego z nami tureckiego kontrahenta. Kierowca też nie był naszym pracownikiem. Zawarliśmy umowę, w której druga strona zobowiązała się do bezpiecznego przewiezienia polskich turystów. Niestety, doszło do wypadku. Z tego powodu czekamy na pełen raport tureckiej policji na temat przyczyn wypadku. Oczywiście ubolewamy nad tą sytuacją.

Grecki hotelarz wyrzuca Polaków

Dziś dotarła do nas informacja, że z hotelu Sunday w miejscowości Agia Pelagia na Krecie wyrzucono 30 Polaków, wypoczywających tam z Triadą.
Właściciel hotelu miał najpierw odłączyć prąd w pokojach, a potem zawiadomoć turystów, że polskie biuro nie płaci mu od półtora miesiąca. Dyrektor Jacek Dąbrowski z Triady twierdzi, że wszyscy Polacy zostali już przeniesieni do czterogwiazdkowego holetu Stella Mare.

- Jest koniec sezonu, postanowiliśmy nie przedłużać na przyszły rok umowy z tym kontrahentem - twierdzi dyr. Dąbrowski. - Według nas, chce on więcej pieniędzy niż gwarantuje mu umowa. No i Grek pokazał temperament. Turyści natychmiast otrzymali pokoje w lepszym hotelu.
W ubiegłym roku identyczną przygodę przeżyli klienci Triady na wyspie Rodos.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

i
ikka52

Byłam w lipcu na podobnej wycieczce z Triadą i my też jechaliśmy prawie 3000 km starym autobusem , gdzie klimatyzacja działała dopiero wtedy , kiedy kierowca przycisnął gaz do dechy. Mam też wrażenie , że kierowca przysypiał ( oczywiście był tylko jeden) , a wstaje się faktycznie ok. 3-4 -tej rano codziennie. W ogóle Triada tnie koszty , gdzie się da i nie bardzo zgadzały mi się ceny biletów , które zapłaciliśmy z tymi , które widziałam w kasach( ale nie mam dowodów).

Dodaj ogłoszenie