Plusy i minusy pracy lekarza rodzinnego. Nowoczesna...

    Plusy i minusy pracy lekarza rodzinnego. Nowoczesna Podstawowa Opieka Zdrowotna

    Materiał Partnera

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Plusy i minusy pracy lekarza rodzinnego. Nowoczesna Podstawowa Opieka Zdrowotna

    ©Andrey Popov/iStock

    Czy to praca rutynowa, czy ciekawa? Co w niej jest najciekawsze, a co najbardziej denerwujące? Opowiada o tym specjalistka medycyny rodzinnej z 10-letnim doświadczeniem praktykująca w Ursusie, dr Anna Popowska.
    Plusy i minusy pracy lekarza rodzinnego. Nowoczesna Podstawowa Opieka Zdrowotna

    ©Andrey Popov/iStock

    Co najbardziej ceni sobie Pani w pracy lekarza POZ?


    Przede wszystkim to, że szybko widzę skutki mojej pracy. Mam możliwość weryfikacji, czy podejmowane przeze mnie decyzje terapeutyczne przynoszą efekty. I praktycznie wszystko zależy ode mnie. Kieruję pacjenta na badania diagnostyczne, stawiam rozpoznanie, dobieram terapię, kontroluję przebieg leczenia. Pracuję już od dziesięciu lat. Mam pod opieką całe rodziny: dzieci, rodziców i dziadków.
    Dzięki temu zajmuję się nimi kompleksowo.
    Widzę każdego pacjenta holistycznie. Nie skupiam się tylko na jednostce chorobowej, z którą właśnie do mnie przyszedł. Widzę go w szerszym kontekście, gdyż znam go od lat i dysponuję dość obszerną wiedzą o stanie jego zdrowia. Zdobywam ją przez całe lata. Uwzględniam przeszłość zdrowotną pacjenta, jego sytuację rodzinną i materialną, różne uwarunkowania. To pozwala mi podejmować trafniejsze decyzje.
    Odpowiada mi to, że jestem lekarzem „na pierwszej linii frontu” i ode mnie zależy dalszy przebieg leczenia. Cenię sobie to poczucie samodzielności w opiece nad pacjentem. Kiedy mam do czynienia z przypadkiem skomplikowanym i potrzebuję pogłębionej diagnostyki, konsultacji specjalistycznej czy leczenia szpitalnego, wysyłam pacjenta do odpowiedniej placówki. Ale potem wraca on do mnie: z wynikami badań, z rozpoznaniem od specjalisty lub po leczeniu szpitalnym. I znów mogę zweryfikować słuszność mojego postępowania. Jako lekarz medycyny rodzinnej mam wyjątkowe warunki do praktycznego uczenia się i doskonalenia się w zawodzie.

    Czy nie ma Pani poczucia, że leczy Pani katary i biegunki, a poważnymi terapiami zajmują się inni specjaliści?


    Wcale tak nie jest. Stykam się z różnymi jednostkami chorobowymi – bardziej banalnymi, ale i poważnymi. Nie z każdą wysypką pacjent musi iść do dermatologa, bo jestem mu w stanie pomóc. Nie każdy ból brzucha czy kręgosłupa wymaga konsultacji gastrologa lub ortopedy. Cukrzyca typu 2 niekoniecznie musi być leczona przez diabetologa i nie wszyscy chorzy na nadciśnienie tętnicze muszą pozostawać pod opieką kardiologa.
    Ja leczę tych chorych. Nie zajmuję się wyłącznie pospolitymi infekcjami oraz wypisywaniem recept. Mam pod opieką wielu pacjentów chorych przewlekle i opiekuję się nimi od wielu lat.

    A co z edukacją prozdrowotną i profilaktyką? To też są zadania lekarza POZ.


    Ponieważ opiekuję się całymi rodzinami, mam wiele okazji do edukowania i prowadzenia profilaktyki. Lubię tę część mojej pracy. To bardzo wdzięczne zadanie lekarza medycyny rodzinnej. Ubolewam tylko na tym, że nie zawsze podczas wizyty wystarcza mi czasu na dzielenie się wiedzą. Pacjenci, z którymi znam się długo, mają do mnie zaufanie i śmiało zadają mi różne pytania. Zdarza się, że moi podopieczni zapisują się do mnie na wizytę wcale nie dlatego, że potrzebują recepty lub zwolnienia lekarskiego.
    Przychodzą specjalnie w tym celu, by przedyskutować ze mną zalecenia otrzymane od lekarza specjalisty lub poznać moją opinię o wyszperanych w internecie zaleceniach doktora Google dotyczących ich choroby i możliwych sposobów leczenia. Uważam, że w dziedzinie edukacji zdrowotnej mam większe pole do działania niż specjalista spotykający się z daną osobą raz w życiu. Na przykład kiedy stwierdzam, że kilku członków rodziny ma nadwagę, rozmawiam z dorosłymi o jej negatywnych zdrowotnych skutkach, o podwyższonym ryzyku zapadnięcia na poważne choroby przewlekłe, o zasadach zdrowego odżywiania.
    Wielu moich podopiecznych to rodziny z małymi dziećmi. Przekazując młodym rodzicom wiedzę o zdrowym trybie życia i profilaktyce, mam wkład w lepszą przyszłość ich dzieci. Teraz tematem numer jeden są szczepienia ochronne. Uważam, że moim obowiązkiem jest rozwiewać wątpliwości rodziców i dementować bzdurne tezy ruchów antyszczepionkowych. Znam małych pacjentów od urodzenia, więc wiem dużo o każdym z nich, np. w jaki sposób dane dziecko przechodzi infekcje, czy szybko schodzi ona do oskrzeli i czy należy spieszyć się z włączeniem silniejszego leczenia, czy można poczekać. To ważne dla powodzenia terapii.

    A co Pani jako lekarzowi przynosi największą satysfakcję?


    Wcześniej wymieniłam już wiele pozytywnych aspektów mojej pracy: samodzielność, możliwość stałego uczenia się, obserwowanie efektów moich decyzji, zaufanie pacjentów, możliwość nawiązywania z nimi bliskich i trwałych relacji, kompleksowego spojrzenia na ich problemy zdrowotne. Przez lata mojej pracy w POZ zmieniałam miejsca pracy i wtedy wielu moich pacjentów przenosiło się do innej przychodni za mną. Czasem nowa placówka znajdowała się dalej od ich domu, ale decydowali się na to, żebym nadal leczyła ich rodziny. To wyjątkowa satysfakcja dla lekarza.

    Jak udaje się Pani godzić pracę zawodową z życiem prywatnym?


    Mam męża i dwie córki w szkole podstawowej. Wybrałam taką, a nie inną specjalizację między innymi dlatego, by mieć czas dla rodziny i być z dziećmi wtedy, gdy mnie potrzebują, porozmawiać z nimi, pobawić się, pomóc w odrabianiu lekcji, móc wyjechać razem na wakacje. Mam wielu pacjentów, ale także czas dla rodziny. Lubię moją pracę, moich pacjentów i uważam, że dokonałam dobrego wyboru specjalizacji.

    KOMENTARZ SPECJALISTY
    Choć z pasją pracowałem w swoim życiu w renomowanej klinice i... skromnym szpitalu powiatowym, w ogólnopolskiej sieci przychodni i… prywatnym centrum medycznym, to zawsze najchętniej jako lekarz rodzinny wracałem do przychodni opieki podstawowej.
    Wszechstronność, efektywność, konkret, praktyka, samodzielność, ciekawość, uniwersalność. Ocean satysfakcji dla lekarza. I radość. Ich radość. Pacjentów. Przyjaciół. I razem smutek, gdy nie możemy już pomóc. I walka. Walka o to, by dobra medycyna rodzinna wyparła to, co złe, tu na dole, złe nawyki, złe praktyki.
    I walka. I walka o to, by Oni zmieniali swoje życie, by żyli zdrowo. I nauka. Bo uczyć musimy się całe życie. My lekarze i… my Pacjenci. Przychodnia obok. Nasza. Bliska. Przyjazna. Medycyna rodzinna, tak właśnie rodzinna, to wielka część życia Każdej i Każdego z nas.




    Michał Sutkowski
    Specjalista Medycyny Rodzinnej i Chorób Wewnętrznych
    Prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych
    Rzecznik Prasowy KLRwP

    Cykl powstał we współpracy z Ministerstwem Zdrowia

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Zapytaj lekarza

    1 3 4 5 ... 28 »
    28 stycznia

    Światowy Dzień Trędowatych

    zobacz więcej »