Płot na Kamiennej Górze zdewastowany. Władze miasta zaskoczone postępowaniem właściciela działki. Czy miasto ją wykupi?

szad, łukZaktualizowano 
Płot na Kamiennej Górze zniszczony. Co z punktem widokowym? Łukasz Kamasz
Betonowy płot, zasłaniający efektowny widok z Kamiennej Góry, postawiony kilka dni temu przez prywatnego właściciela działki, został zdewastowany. Wandale, prawdopodobnie pod osłoną nocy, wyłamali jeden z jego elementów.

Zasłonięcie jednego z najbardziej efektownych widoków z Kamiennej Góry, w miejscu tłumnie odwiedzanym przez mieszkańców i turystów, zbulwersowało kilka dni temu opinię publiczną. Zaskoczeni byli przedstawiciele gdyńskiego Ratusza, utrzymując, że betonowy płot wybudowano nielegalnie, bez konsultacji z konserwatorem ochrony zabytków na obszarze wpisanym do rejestru. Innego zdania są właściciele działki, którzy dziewięć miesięcy temu odzyskali ją na podstawie wyroku sądu od gminy. Podkreślają oni, że konsultowali się w tym temacie z prawnikami.

- Mur stoi na prywatnej nieruchomości i odgradza ją od publicznej drogi - mówi Zbigniew Wołowicz, mąż współwłaścicielki działki.

Dodaje on, że nie potrzebował pozwolenia konserwatora zabytków na postawienie ogrodzenia. Według właścicieli mur wybudowany został, aby uchronić ich przed ewentualnymi roszczeniami ze strony osób, które na ich prywatnym gruncie doznałyby wypadku. Tuż za nieruchomością znajduje się stroma skarpa. Tymczasem miejsce to w słoneczne dni odwiedzały setki osób.

- Gdyby coś się stało, to my jako właściciele odpowiadamy za to prawnie i finansowo - mówi Zbigniew Wołowicz.

Jego zdaniem płot wybudowano na podstawie przepisów, zatwierdzonych przez Radę Miasta Gdyni i konserwatora zabytków już w 2005 roku.

Płot na Kamiennej Górze zdewastowany. Władze miasta zaskoczo...

- Nie rozumiem więc problemu - dodaje Zbigniew Wołowicz. - Urzędnicy miejscy nie znają przepisów, jakie obowiązują, które sami wydali, zatwierdzili i podpisali.

Przedstawiciele Ratusza upierają się jednak, że płot postawiono nielegalnie.

- Teren, na którym stanęło ogrodzenie na Kamiennej Górze, jest chroniony opieką konserwatorską - mówi Agata Grzegorczyk, rzecznik Urzędu Miasta Gdyni. - Każda budowla, łącznie z ogrodzeniem, powinna być uzgodniona z miejskim konserwatorem zabytków. To ogrodzenie nie zostało uzgodnione z konserwatorem. W związku z tym jest samowolą budowlaną. Dlatego też zgłosiliśmy ten fakt do powiatowego inspektora nadzoru budowlanego, kory ma kompetencje, aby nakazać rozbiórkę tego ogrodzenia oraz ukarać sprawcę grzywną.

Teren na Kamiennej Górze odebrany został właścicielom w latach 50. ubiegłego wieku na podstawie dekretu Bieruta. W styczniu 2018 roku sąd nakazał zwrócić go spadkobiercom dawnych posiadaczy i wypłacić odszkodowanie. Urzędnicy miejscy odwołali się od tego wyroku, jednak ich apelacja w styczniu tego roku została odrzucona. Wyrok stał się prawomocny. Co ciekawe, gmina musiała też wypłacić odszkodowanie sąsiadowi tej działki, właścicielowi znanej firmy deweloperskiej, gdyż wcześniej sprzedała mu część zwracanej nieruchomości pod budowę garażu.

Urzędnicy tłumaczą, że postawieniem płotu są zaskoczeni. Właściciel działki nie zgłosił się do nich wcześniej z propozycją negocjacji, dotyczących wykupu terenu.

Turyści i mieszkańcy, których spotkaliśmy na Kamiennej Górze, komentują temat w różny sposób.

- Nie dziwię się, że ogrodził tą działkę - mówi pan Bronisław. - Odzyskał taką nieruchomość dziewięć miesięcy temu, a do dziś nie została wykupiona przez miasto? To właściciel ma chodzić i prosić urzędników, aby łaskawie zechcieli przystąpić do negocjacji na temat wykupu? Chyba powinno być odwrotnie. To przedstawicielom gminy powinno zależeć, aby nieruchomość o takich walorach widokowych i turystycznych pozostała w zasobach miasta.

- Przykro, że zasłonięto taki widok - stwierdziła z kolei pani Adrianna. - Właściciel mógł zabezpieczyć działkę jakimś przezroczystym płotem, zamiast betonowym murem.

Marek Łucyk, wiceprezydent Gdyni, zapowiedział, że gmina jest zainteresowana negocjacjami na temat odkupienia nieruchomości. Urzędnicy nie mają w tej sprawie zbyt wielkiego pola manewru, gdyż postępowanie rozbiórkowe przed powiatowym inspektorem nadzoru budowlanego ciągnąć może się latami.

Warto tylko przypomnieć, że według opublikowanego 9 września tego roku raportu Najwyższej Izby Kontroli, zdaniem reprezentantów NIK nadzór budowlany jest bezsilny wobec samowoli budowlanych. Wynika to m.in. ze złej sytuacji finansowej tych organów i dużej rotacji kadr.

POLECAMY w SERWISIE DZIENNIKBALTYCKI.PL:

polecane: FLESZ: Zmiany w logowaniu na konto. Uwaga na oszustów

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 2

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

A czy Pan Zb. Wołowicz to prezes Pierwszego Bałtyckiego Funduszu Inwestycyjnego ?

s
siemanko

I tak właśnie prywatna własność (decyzja sądu jest jaka jest i koniec dyskusji) jest niszczona przez bezkarnych (oby nie) bandytów prowokowanych przez sygnały płynące z magistratu. Bangladesz pełną gębą

Dodaj ogłoszenie