Pisarze kaszubscy na celowniku komunistycznej bezpieki

Marek Adamkowicz
Rozmowa ze Sławomirem Formellą, starszym archiwistą Oddziałowego Biura Udostępniania i Archiwizacji Dokumentów Instytutu Pamięci Narodowej w Gdańsku

W Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej odbędzie się dziś konferencja „Literatura kaszubska a polityka. Wstępne rozpoznania”, na której będzie Pan miał wystąpienie.
Zgadza się. Opowiem o stosunku peerelowskiej Służby Bezpieczeństwa do literatury kaszubsko-pomorskiej i jej twórców w pierwszej połowie lat 70. XX wieku.

Jest Pan jedną z pierwszych osób, które zajęły się działaniem aparatu bezpieczeństwa względem tej części społeczeństwa.
Temat rzeczywiście jest dość słabo rozpoznany, choć badania trwają i mamy już nawet publikacje na ten temat.

Powiedzmy zatem, kto był w kręgu zainteresowań bezpieki?
Pisarzy, czy patrząc szerzej: działaczy regionalnych, rozpracowywanych przez służby było wielu. Już w latach 50. bezpieka interesowała się zrzeszeńcami, a więc osobami, które w latach międzywojennych prowadziły działalność na niwie kaszubskiej. Byli to na przykład Jan Trepczyk, Aleksander Labuda i Jan Rompski. Interesowano się też Wojciechem Kiedrowskim oraz Izabellą Trojanowską i Lechem Bądkowskim. W przypadku dwojga ostatnich chodzi oczywiście o osoby nie mające pochodzenia kaszubskiego, ale udzielające się w ruchu regionalnym oraz w życiu literackim i dziennikarskim.

Dlaczego wspomniane osoby wzbudziły zainteresowanie służb specjalnych?
Powody były różne, ale jedną z głównych przyczyn były podejrzenia o „separatyzm kaszubski”. W powojennych realiach, gdzie dążono do unifikacji kraju i kontroli społeczeństwa, wszelkie głosy o odmienności regionalnej Kaszub i Kaszubów były na cenzurowanym. W grę wchodziły też obawy przed niemieckim rewizjonizmem, podobnie zresztą jak współpraca z przedstawicielami świata Zachodu, nawet jeśli miała ona wymiar kulturalny czy naukowy. Symptomatyczne jest, że na celowniku znalazł się Ferdinand Neureiter, austriacki językoznawca, który w latach 70. opublikował „Historię literatury kaszubskiej”. Bezpieka próbowała kontrolować jego kontakty z działaczami Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego.

Nie jest tajemnicą, że archiwa peerelowskich służb bezpieczeństwa są mocno przetrzebione. Domyślam się więc, że są również problemy z odtworzeniem działalności bezpieki względem kaszubskiego środowiska literackiego.
Rzeczywiście, jest z tym problem, ale nawet na podstawie szczątkowych danych możemy wiele ustalić. Są też sprawy, po których zachowało się dość sporo materiałów. Przykładem może być prowadzona w latach 1971-1976 przez Wydział III KWMO w Gdańsku sprawa obiektowa o kryptonimie „Saga”, której „figurantem” było ZKP. Zainteresowanie SB wzbudziły wówczas m.in. tzw. spotkania wdzydzkie. Organizowane były one od początku lat 70. i pierwotnie poświęcone były literaturze, a potem szerzej kulturze kaszubsko-pomorskiej. W spotkaniach tych udział brali czołowi regionaliści. Inwigilując te spotkania funkcjonariusze SB korzystali z tzw. osobowych źródeł informacji. Wiadomo, że oprócz ZKP organizatorem tychże spotkań było Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Kościerzynie, a oprócz tego kontrolę „po linii partyjnej” sprawował m.in. kościerski Komitet Powiatowy PZPR. Warto wspomnieć, że właśnie pracownik PPRN i sekretarz organizacyjny KP PZPR wykorzystywani byli przez SB jako tzw. kontakty służbowe i dostarczyli jej dużo informacji na temat I Zjazdu Twórców Literatury Kaszubsko-Pomorskiej.

Jaki obraz kaszubskiego środowiska literacko-wydawniczego wyłania się z materiałów bezpieki? Jak władze patrzyły na ruch regionalny?
Na pewno możemy powiedzieć, że był on traktowany instrumentalnie. Widać, że z jednej strony starano się ograniczać działalność kulturalną, w tym wydawniczą, z drugiej - jeśli to było opłacalne propagandowo - zezwalano na publikowanie tekstów w „gwarze kaszubskiej”, jak wówczas było to określane. W aktach natknąłem się np. na relację ze służbowej rozmowy funkcjonariusza SB z cenzorem, gdzie skonstatowano, że nie powinno się wydawać książek zgłoszonych do kontroli cenzorskiej przez Wojciecha Kiedrowskiego. Stwierdzono wprawdzie, że mają one charakter neutralny, bo były to legendy i opisy zwyczajów kaszubskich, lecz mimo to wydano opinię negatywną. Co ciekawe, ostatecznie książki te się ukazały, gdyż uznano, że będzie to argument przeciwko Ferdinandowi Neureiterowi, z którego strony obawiano się krytyki poczynań władz PRL wobec ludności kaszubskiej. Zgoda na publikację wspomnianych książek miała mu „wytrącić oręż z rąk”.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie