18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Paulina Bosak z "Ratuj Maluchy". Serce matki kazało mi walczyć

Anna Mizera-Nowicka
Paulina Bosak jest mamą 5,5-letniego Franka i 2-miesięcznej Jagienki. Jak twierdzi, to dla swoich pociech walczy o to, by pomorskie szkoły wyglądały coraz lepiej
Paulina Bosak jest mamą 5,5-letniego Franka i 2-miesięcznej Jagienki. Jak twierdzi, to dla swoich pociech walczy o to, by pomorskie szkoły wyglądały coraz lepiej Archiwum rodzinne
Paulina Bosak z Gdańska przez kilka miesięcy angażowała się w akcję "Ratuj Maluchy". Musiała pokonać wiele trudności. Choć sukcesu nie odniosła, nie żałuje podjętego wysiłku.

- Nie chcę, by eksperymentowano na moim dziecku. Nie jestem uparta. Jeśli ktoś wytłumaczyłby mi tak na logikę reformę obniżającą wiek szkolny, to by mnie przekonał. Problem w tym, że ja tej logiki nie widzę - mówi Paulina Bosak, gdańszczanka, która przez blisko pół roku razem ze stowarzyszeniem "Ratuj Maluchy" zbierała podpisy za referendum edukacyjnym w sprawie obowiązku szkolnego dla sześciolatków. Podkreśla, że wymagało to od niej ogromnej odwagi i przełamania się.

Nie jestem przebojowa

Pani Paulina jest mamą 5,5-letniego Franka i 2-miesięcznej Jagienki. Jak sama o sobie mówi, nie należy do osób przebojowych.

- Wiedziałam, że jeśli się za to nie wezmę, inni mogą zrobić tak samo, a mój syn zostanie skrzywdzony i uprzedzony do szkoły. Czułam, że muszę się przyłączyć do akcji - mówi - bo szkoły nie były gotowe. Nauczyciele też. Bałam się, że moje dziecko trafi do klasy z dziećmi dwa lata starszymi. Franek jest z końca października 2008 roku, a do klasy miał pójść z rocznikiem 2007. Dzieci ze stycznia tego roku byłyby więc na zupełnie innym etapie rozwojowym.

- Pierwsze 20-30 tysięcy podpisów to była droga przez mękę. Miałam wrażenie, że nigdy nam się nie uda - przyznaje Paulina Bosak. - Póki zbierałam je wśród znajomych, jakoś szło. Już wcześniej angażowałam ich na przykład w zbiórkę darów dla kombatantów z Kresów. Ale wyjść do obcych ludzi? Tłumaczyć, o co chodzi w naszej akcji? Długo przekonywać? Musiałam się przełamać.

Punktem zwrotnym był dla pani Pauliny moment, gdy dużą liczbę podpisów przyniósł do domu jej mąż. To ją zmobilizowało. Wkrótce formularze dotyczące referendum zabierała ze sobą nawet na koncerty rockowe. Tam rozchodziły się jak świeże bułeczki.

O rodzicach z "Ratuj Maluchy" zrobiło się głośno. Wtedy Paulina Bosak zaczęła odbierać wiele telefonów. - Ktoś w słuchawce powiedział "Dzień dobry, tu Polsat News. Czy możemy do Pani dziś przyjechać?" (...) I o rodzicach z naszego stowarzyszenia zaczęto mówić, że to przewrażliwieni frustraci, celebryci, bogatsza część społeczeństwa. Brakowało tylko zarzutu chuligaństwa. To były kompletne bzdury. Oglądałam, słuchałam i się denerwowałam, bo przecież wiedziałam, że to nieprawda.

Oświecała posłów

Sporo nerwów kosztowała też panią Paulinę akcja "Oświeć posła", podczas której rodzice dzwonili do polityków, umawiali się z nimi na spotkania, przekazywali materiały informacyjne oraz pytali, jak parlamentarzyści zagłosują w Sejmie.

- Pracuję w biurze. Na co dzień nie dzwonię do posłów, do niczego ich nie przekonuję. Było to więc dla mnie trudne zadanie - opowiada. - Pod koniec walki o referendum edukacyjne musiałam już trochę odpuścić, szczególnie że miałem pewne problemy podczas ciąży. Siedziałam za to przy komputerze i telefonie. To było chyba jeszcze bardziej stresujące.
Gdy wybiła godzina zero, posłowie zaczęli głosowanie, gdańszczanka nie ruszała się sprzed telewizora. Nie mogła uwierzyć w to, co się stało. - Zebraliśmy prawie milion podpisów, a politycy i tak zagłosowali inaczej. Poczułam ogromny smutek. Pokazano nam, gdzie politycy mają naszą obywatelskość - mówi.

Serce matki walczy

Choć rodzice nie odnieśli sukcesu, pani Paulina nie żałuje godzin poświęconych na akcję "Ratuj Maluchy". Przekonuje, że dzięki niej na podstawówki przekazano kolejne pieniądze.

- Dziś szkoły wyglądają trochę lepiej niż w 2008 roku. W ogóle w Gdańsku nie jest źle, pomijając problem nauki dzieci na zmiany. Ale ja wciąż powtarzam, że nie można nie patrzeć dalej niż czubek własnego nosa. W niektórych gminach, szczególnie w małych miejscowościach, wciąż jest bardzo źle - podkreśla. - Są w Polsce szkoły, w których jedyne ubikacje to sławojki. 247 placówek nie jest podłączonych do wodociągów, około 4 tysięcy szkół nie jest podłączonych do kanalizacji.

Przeczytaj więcej kupując e-wydanie gazety

a.mizera@prasa.gda.pl

Treści, za które warto zapłacić!
REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI


Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

Flesz: Wegańskie ubrania. Made in Poland

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

!

Dodaj ogłoszenie