Oglądaliśmy Żuławy ze szczytu wiatraka. Niesamowite widoki [ZDJĘCIA, WIDEO]

Tomasz Chudzyński
Nowy Dwór Gdański. Funkcjonowanie rozpoczęła pierwsza w powiecie nowodworskim farma wiatrowa. Udało nam się wejść na dach gondoli jednej z siłowni zbudowanej pod Nowym Dworem Gdańskim.

Widok z 95 metrów na Żuławy, bo na tej wysokości znajduje się dach gondoli wiatraka, robi wrażenie. Dość szczegółowo widać Nowy Dwór Gdański, trasę nr 7, okolice Elbląga, lokalne rzeki, Zalew Wiślany, morze i nadmorskie lasy.
W sumie w okolicach Nowego Dworu Gdańskiego powstało 20 wiatraków. Budowa trwała od końca roku 2012 i właśnie się kończy. Pierwszy prąd z farmy wiatrowej popłynął 1 stycznia 2015.

Na ,,wyprawę" umawiamy się z Tomaszem Lachowiczem z Nowotnej Farmy Wiatrowej niemal dwa tygodnie. Może nie do końca wyprawę, bo przecież to tylko kilka kilometrów od Nowego Dworu Gdańskiego, ale z drugiej strony - weszliśmy na 100 metrów. Momentami bolały mięśnie i oczy, a gdyby nie ochronne kaski, pewnie i głowy byłyby rozbite.
Farma wiatrowa powstaje pod Nowym Dworem Gdańskim od blisko trzech lat. Najpierw zrobiono wykopy pod dwadzieścia turbin, przyłącza energetyczne w okolicach miasta. Od wiosny ubiegłego roku pojawiły się pierwsze ,,piętra" wiatrakowych kolumn. Wczesną jesienią 2014 r. za oknami nowodworzan pojawił się las wiatraków. - Dokładnie pierwszego stycznia pierwszy wiatrak rozpoczął produkować prąd - mówi Tomek Lachowicz.

Kiedy pierwszy raz pojechałem obejrzeć z bliska pracujące wiatraki, na wjeździe na farmę zatrzymał mnie strażnik. - Bez przepustki nie da rady. Nie wpuszczę nikogo, nawet prezesa firmy. Jeszcze bez kasku pan jest... - mówi ochroniarz.
Pokierował mnie do siedziby firmy. Rozmawiam z Krzysztofem, inżynierem kontraktu. Pytam, czy może mnie zaprowadzić na plac budowy i wpuścić do środka wiatraka (będąc na placu budowy, widziałem schodki, które prowadziły do wnętrza maszyny).

- Trudna sprawa, to instalacja energetyczna, bez uprawnień. Przekażę twoją prośbę komu trzeba - słyszę. Telefon dostaję gdzieś po tygodniu. - Musimy się spieszyć, niedługo wszystkie turbiny zaczną pracę i wtedy nie da rady - mówi Lachowicz. - Co nie da rady? - pytam.

- Wjechać na górę i zrobić zdjęć - słyszę w odpowiedzi.

By nasza wycieczka na szczyt wiatraka się udała, trzeba przede wszystkim pogody. Nie może być niskich chmur, deszczu.

- Zrobimy zdjęcia w słońcu, będę sprawdzał pogodę. Umawiamy się, ale nadciąga mgła i chmury, nic nie będzie widać. Potem mamy piękne słońce, ale jest zbyt wietrznie - nie wpuszczą nas na górę.

W końcu mamy ,,okno" pogodowe, dwie godziny przed zachodem słońca, bez chmur. Co prawda wieje, ale może się uda.
Ale najpierw... szkolenie z zasad bezpieczeństwa na farmie wiatrowej. - Mam tu prezentację, proszę jej wysłuchać, to 15-20 minut - mówi Lidia. Lista zagrożeń jest spora, trzeba się wsłuchać, napięcie trochę rośnie. Miało być łatwo, szybko, z godzinkę i już. A tu jak na wojnę.

Po prezentacji Lidia wręcza nam nowiusieńkie zestawy... do wspinaczki. - Bez tego nie wejdziecie - mówi.
Farma jest spora, do wiatraka nr 12 (to do niego mamy wejść) jedziemy kilka dobrych minut, najpierw drogą z Nowego Dworu Gdańskiego na mierzeję, a potem zjeżdżamy w pola i poruszamy się labiryntem polnych dróg. Strażnikowi, który nawet prezesa firmy bez kasku nie wpuści, pokazujemy identyfikatory. Mamy kaski, więc szlaban się podnosi.

Pod wiatrakiem

Wysiadamy pod turbiną. Wiatrak jest ogromny, ma 95 m wysokości, łopata śmigła ma 57 m długości. Cała konstrukcja waży 307 ton, łopaty po 8 ton każda. W środku jest mnóstwo kabli, instalacji, wąziutka drabinka wiodąca na szczyt oraz... winda. Czekają na nas serwisanci z Vestasa. Opiekują się wiatrakami, konstrukcję znają jak mało kto.

- W środku będzie ciasno, wszyscy kaski na głowy, no i nakładać uprzęże - mówią. - Ja uprawiam wspinaczkę, chciałbym iść po drabinie - mówi Tomek Lachowicz.

Idę za nim, a Michał, zanim wyruszyłem w górę, pokazuje mi, jak korzystać z tzw. sznajdera, specjalnego zacisku zainstalowanego do drabinki. - Jakbyś odpadł, to sznajder cię utrzyma - mówi. - Pamiętaj, by przed wypięciem sznajdera (np. przy przejściu między pokładami wiatraka) wpiąć tę dużą żółtą klamrę w drabinę. Ani przez chwilę nie możesz być bez asekuracji! - Dobra, idę - mówię i robię jeszcze kilka fot. Tomka nie dogonię, bo on już wysoko, niezłe tempo. Jednak im wyżej jestem, tym trudniej z orientacją. Co jakiś czas słychać mocne, metaliczne dźwięki, a stalowe wnętrze niesie głośne echo. Ręce zaczynają odczuwać wysiłek. Pewnie będą się trzęsły, a mam jeszcze dziś trochę do napisania - myślę. Na kolejnym podeście podjeżdża winda. - Wsiadaj - mówi Michał i chyba odgaduje moje myśli. - Ale kto wprawiony, to wejdzie szybciej niż winda (ta jedzie około 5 minut).

W gondoli

Na szczycie wieży wiatraka umieszczona jest gondola, w niej mieści się serce wiatraka, elementy turbiny, części energetyczne i wał, na którym opierają się śmigła. Jest ciasno i dość ciepło. Wszystkie elementy pachną nowością. Do samej gondoli wchodzi się przez wąski luk, między maszynami trzeba przejść na czworakach. Kask co chwilę obija się o metalowe elementy.
Tomek jest już do połowy wychylony przez górny luk gondoli. Widać tylko jego nogi, ale słychać głos. - Piękny widok, idealne oświetlenie - mówi. Ledwo się mijamy w wąskim przejściu, wchodzę na wielką, metalową obudowę. - Tylko uważaj na ten czerwony przycisk przy twojej nodze - mówi Michał. - To awaryjna blokada turbiny, nie wciśnij jej.

Wychylam się przez ,,dach" wiatraka. Przede mną ogromne łopaty, na wyciągnięcie ręki. Obracają się, bardzo powoli. W dole Żuławy, widać panoramę Nowego Dworu Gdańskiego, prowadzącą do Gdańska trasę S7, rzekę Linawa. Odwracam się ostrożnie, bo strasznie wieje, no i pamiętam, żeby nie wcisnąć czerwonego przycisku pod nogami. Widać wieś Nowotna, Zalew Wiślany, fragment Elbląga, lasy Mierzei Wiślanej. Płasko po horyzont, w końcu to płaskie Żuławy. Sąsiednie wiatraki farmy wydają się na wyciągnięcie ręki, a są kilkaset metrów od nas. Poniżej stada ptaków. Niziutkie wydają się potężne przecież słupy energetyczne wysokiego napięcia koło Nowego Dworu Gd. Żuławskie pola jeszcze się nie zielenią, większość ma brązowo-szary kolor. - Pora roku trochę nie ta, wiosną będzie wszystko zielone, widoki będą pewnie znacznie ładniejsze - mówi Tomek Lachowicz.

Ustępuję miejsca w luku innym, a Krzysztof, drugi z serwisantów Vestasa mówi tajemniczo: - Coś ci pokażę. Przypina wielką klamrę mojej uprzęży do haka i... otwiera klapę w podłodze gondoli wiatraka. Pod stopami mam przepaść, prawie 100 metrów w dół, nasze samochody małe jak zabawki. - Fajnie, nie? - pyta, a ja jestem w stanie tylko pokiwać głową.
Kiedy ponownie wychylam się przez ,,dach" wiatraka, słońce powoli zachodzi, oświetla panoramę Żuław ciepłym światłem. Zaraz się ściemni, musimy zjeżdżać na dół.

Winda, metalicznie klekocząc, zjeżdża na dół, zabiera naraz tylko dwie osoby. Kiedy wszyscy są już na dole, technicy włączają turbinę. Szum maszyn nad nami narasta (przypomina trochę dźwięk odkurzacza), ale możemy swobodnie rozmawiać.

- Żuławy mają bardzo dobrą wietrzność, to dla produkcji energii z wiatru bardzo dobry region - mówi Tomek Lachowicz. - Niewiele jest takich miejsc w Polsce. W dodatku naprawdę pięknie wyglądają z góry, ze szczytu wiatraka.

Treści, za które warto zapłacić! REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI

Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

g
gość

Na żuławach zawsze były wiatraki, żeby osuszać teren. Kiedyś drewniane, teraz metalowe.

G
Gość

!

Dodaj ogłoszenie