O winie starców, mędrców, ludzi, którzy posiedli najważniejszą życiową wiedzę - pogodę ducha

Gabriela Pewińska
Gabriela Pewińska
123F
Béla Hamvas pisał, że podstawą każdej mądrości, której nauczył się Węgier z węgierskiego wina i kultury, jest to, że należy żyć i ignorować sąd świata. Wszystko inne jest marnością. I tego się trzymajmy w tych niespokojnych czasach - mówi Wiktor Zastróżny, znawca win.

Kiedyś wyznał pan, że jest wino, o którym pan marzy. Udało się wreszcie je spróbować?
To Château Grillet z Północnego Rodanu. Robi się tylko dziesięć tysięcy butelek. Mała apelacja, zaledwie 4 ha, jeden właściciel. Podobno jest niezwykłe! Niestety, jeszcze nie spełnił się mój sen. Mam wrażenie, że w obecnych czasach przybywa nam coraz więcej znakomitych win, że te klasyczne, historyczne wręcz wina przestają już tak bardzo ekscytować. Ale na to, i kilka innych, przyjdzie jeszcze czas.

Przyjdzie czas?
W końcu marca mieliśmy z żoną być w Bordeaux na degustacji grand cru z 2019. Niestety, imprezę odwołano z powodu koronawirusa.

Gdyby pan spróbował hâteau Grillet z Północnego Rodanu coś zmieniłoby się w pana życiu? Byli tacy, co winu przypisywali niezwykłą moc.
Podobno królom i cesarzom, na łożu śmierci, podawano esencję tokajską, oczekując od niej czegoś, co było niemożliwe.

Wino będzie właśnie tym, co pozwoli kiedyś Włochom odzyskać radość życia?
To może nie wystarczyć. Włosi to naród niezwykle rozmowny, a nawet gadatliwy. Zamknięcie ich w czterech ścianach podczas epidemii z pewnością jest dla nich bardzo stresujące.

10 mitów na temat wina, które wszyscy powtarzamy

Radość czerpią ponoć także z wina. Włoskie wina mają taką siłę?
Od czasów antycznych wino zawsze było obecne w ich życiu, w ich kulturze. We Włoszech nawet słabsze wina smakują lepiej.

Wielki węgierski pisarz Sándor Marái pisał: „Na starość muszę mieć własną piwnicę na wino. (...) Niczego więcej od życia nie będę wtedy pożądał. Upatrzyłem już sobie nawet miejsce na tę piwniczkę. Niedaleko domu, tak, abym mógł tam spokojnie dojść. (...) Jeśli ślepy los będzie mi sprzyjał, to po siedemdziesiątce przyzwoici ludzie uznają mnie za równie przyzwoitego, za swojego winiarza, a więc kogoś, kto wie, gdzie trzeba umierać. Bo nie ma piękniejszej śmierci niż przy swoim winie. Siądę sobie wtedy na ławie pod rozłożystym orzechem rosnącym przed wejściem do mojej piwniczki. Będzie tam stół, na którym postawi się butelki i szklanki. Tam będę czekał na śmierć, bo naprawdę nie masz nic piękniejszego niż umrzeć przy winku. Tym najlepszym oczywiście, z omszałej butelczyny odłożonej na specjalną okazję. I powinno to nastąpić po winobraniu, kiedy młode wino już się uładziło, ale jeszcze nieco burzy się, pracuje. Wokół orzechy strącone z drzewa przez wiatr, jesienne słońce świeci, przygrzewa. Z nie większą jednak mocą niż miłość starego człowieka. Więc siedzę sobie przed swoją piwniczką, piję dobre wino, pięcioletnie, wytrawne, białe z tej cudownej wulkanicznej góry Somló, opodal Balatonu. I tak czekam na zgon...”.
Ironia losu! Życie obeszło się z nim okrutnie, mimo że dożył prawie dziewięćdziesiątki. Niestety, nie umarł tak, jak sobie wymarzył…

O winie z Somló pisał też Béla Hamvas, autor „Filozofii wina”: „Oszałamiające wino z Somló pozwoliło mi być jak najbliżej owej wielkiej pogody ducha, mądrości oraz stanu niezwykłego odurzenia, dzięki któremu powstał ten świat”. Co to wino ma w sobie?
Sława win z Somló rywalizowała z Tokajem. Wino stamtąd uważane było za lekarstwo, umieszczano je w starych węgierskich farmakopeach, urzędowych spisach leków. Piła je królowa Wiktoria. Rządzący Habsburgowie podobno preferowali wina z Somló, a zwłaszcza Maria Teresa i Józef II (brat Marii Antoniny). Zamawiali je na wesela rodzinne, wierząc, że ta „mineralność” zapewni im męskich spadkobierców. Ta wiara, że picie wina z Somló zwiększa prawdopodobieństwo poczęcia dzieci płci męskiej, spowodowała, że nazywano je także winem nocy weselnych! Inni używali go do leczenia problemów żołądkowych, wrzodów i cholery... Wszystkie poważniejsze wina górskie, pisał Hamvas, odpowiadają raczej dojrzałym mężczyznom po czterdziestce, a nie płochej młodzieży. To z Somló jest po prostu winem starców, mędrców, ludzi, którzy posiedli najważniejszą życiową wiedzę - pogodę ducha!

Hamvas, jak Marái, wbrew życiowym klęskom, napisał książkę o radości życia...
Ale „Filozofia wina” to też rzecz o jego stosunku do komunistów, którzy drażnili go, że nie jedli, tylko konsumowali, nie pracowali, a produkowali, nie pili wina, lecz alkohol.

Jak pijemy alkohol: 12.02.2020 r. Pół litra, trzy piwa czy dwie szkockie? W piciu alkoholu stawiamy na jakość, nie na ilość [GALERIA, VIDEO]

A wino, co już kiedyś udało nam się ustalić, to nie alkohol. Wino to wino.
Somló jest mozaiką małych winnic o powierzchni 832 ha, położonych na zboczach wygasłego wulkanu wyrastającego na wysokość 431 metrów na Nizinie Panońskiej. Są własnością ponad 1200 indywidualnych producentów wina! Większość z nich to weekendowi winiarze, a zaledwie 40 zajmuje się komercją. W grupie tej jest tylko dwóch większych producentów - Tornai (21 ha) i Kreinbacher (50 ha). Ciekawe, że większość piszących o winach węgierskich, szczególnie z Somló, wpada w ton Hamvasa i Marái. Pani to się chyba też udzieliło.

Nie może być inaczej...
To szczególne wino wytwarza się z charakterystycznej odmiany o nazwie Juhfark, a Somló jest jedynym miejscem, w którym to białe winogrono - nazwane tak podobno od kształtu liści podobnego do owczego zadu - się uprawia. Odmiana jest podatna na choroby, trudna w uprawie, niektórzy winiarze twierdzą , że Juhfark wymaga czterokrotnie więcej pracy niż inne odmiany, ale jest niezwykle marketingowe, ze względu na wyimaginowane lub prawdziwe walory. Juhfark z Somló było ulubionym winem właśnie Sandora Marái. Uprawiają tę winorośl tylko najwytrwalsi winiarze.

Jak smakuje?
Cechuje je charakterystyczna słona mineralność, wysoka (często przeszywająca) kwasowość i duża zdolność do starzenia się. Na ogół jest dość surowe w młodości i potrzebuje kilku lat, aby warto było je otworzyć. Z czasem przekształca się w złożone wino o stalowym kręgosłupie, dymnych, kamiennych smakach, czasem wyczuć można mineralny niuans aromatyczny przypominający naftę, podobny do spotykanych w dojrzałych niemieckich rieslingach. Zwykle dojrzewa w starym dębie, często na osadzie. W efekcie otrzymuje się wino obfite, kremowe, pełne ciała. W Somló uprawia się także furmint, o zachwycającym pikantnym, ziołowym, mineralnym charakterze, olaszrizling, hárslevelű oraz traminer.

Ponoć ludzie piją teraz więcej wina. Można je zamówić przez telefon. Jak pizzę, ale też jak książkę.
Dziś wszystko można kupić przez internet, a ten sposób kupowania wina raczej wynika z braku innych możliwości. Nic nie zastąpi kontaktu z rzędami etykiet w sklepie winiarskim.

U Maráia wino nie służy upijaniu się. Pisał: „Brzydzę się pijanym co najmniej tak samo jak skarżącymi się na żołądek osobnikami, którzy mieszają wino z wodą mineralną. Jak długo i po co chcesz tak ostrożnie żyć - mój zasmucony przyjacielu?”.
Jego wino ma nieco inny wymiar. Antyczne spostrzeżenie, że szalony gość, który martwi się marnością świata, nie winien brać wina do ust, miało swoje uzasadnienie. Topienie smutku w alkoholu nie prowadzi do niczego dobrego, ale pozwala zapomnieć... Mówimy o winie, bo w antyku nie było jeszcze wódki!

Hamvas pisał - napij się wina, przestaniesz się martwić. Choć jego życie było jednym pasmem zmartwień, potrafił się cieszyć.
Ten znany traktat o winie, który pisał w 1945 roku, w panującej powszechnie biedzie, zamieszaniu politycznym, był dla niego ucieczką. Doświadczył wiele złego, dwóch wojen, wysiedlenia, utraty domu, prześladowań, wyrzucenia z pracy, wygnania, zakazu publikacji swoich dzieł. Odsunięty od pracy naukowej, pracował jako robotnik rolny, magazynier, żył w ubóstwie jak wszyscy wtedy, ale nieustannie czytał i robił przekłady dzieł Pitagorasa, Platona… Był filozofem, erudytą, człowiekiem renesansu i nadzwyczajnym eseistą. Potrafił pisać o tym, co piękne.

Ostatecznie, rzecze Hamvas, pozostaną dwie istoty: Bóg i wino. To wciąż aktualne?
Bóg jest wieczny. Hamvas pisał, że podstawą każdej mądrości, której nauczył się Węgier z węgierskiego wina i kultury, jest to, że należy żyć i ignorować sąd świata. Wszystko inne jest marnością. I tego się trzymajmy w tych niespokojnych czasach.

Wtórował mu rodak Marai: „Całą mądrość, jaką Węgier nabył z wina i swego wykształcenia, sprowadza się w końcu do jednego: trzeba kochać życie i nie przejmować się wyrokami losu”. Marai marzył o pięknej biesiadzie na łonie natury w winem w roli głównej, które wraz z gośćmi pić będzie drobnymi łykami, strącając z pierwszej szklanki, pradawnym zwyczajem, kilka kropel na ziemię.
To antyczny, grecki zwyczaj. Wino we wszystkich kulturach, w których się pojawiało, było święte. W Grecji miało własnego boga - Dionizosa, patrona upojenia i religijnej ekstazy. Na sympozjonach - takich antycznych balangach - podczas pierwszego toastu, pierwszy kielich wina wlewano do ognia, dla Dionizosa, była to libacja. Najpierw był kielich, potem oszczędni Grecy zadowalali się kilkoma kroplami... Dzisiaj jedno i drugie określenie nieco zmieniło swoje pierwotne znaczenie.

Istnieje duch wina, twierdzi Hamvas.
„Filozofia wina”, według mnie, była efektem zgotowanego mu przez komunę odosobnienia. W latach 1951-1964 ten wielki erudyta i eseista pracował jako robotnik w elektrowniach w Tiszapalkonya, Inocie i Bokod, w trudnych warunkach, chociaż ilekroć miał czas wolny, tłumaczył z sanskrytu, hebrajskiego i greki, pisał o kabale, zen i sufizmie… Węgierski dziennikarz, poeta i polityk Géza Szőcs pisał: „W 1955 r. na Węgrzech mieszkała tylko jedna osoba, która mogła nie tylko rozmawiać, ale faktycznie wymieniać poglądy z Heraklitem, Buddą, Lao Tsy i Szekspirem, i to w języku ojczystym każdego z nich. Gdyby ci czterej prorocy ludzkiego ducha wysiedli z samolotu w Tiszapalkonyi i jeśli zwróciliby się do pierwszego robotnika, którym byłby akurat sam Béla Hamvas, po rozmowach przez trzy noce z rzędu - w ciągu dnia Hamvas musiał nosić zaprawę - co mogliby pomyśleć? Jeśli w tym kraju niewykwalifikowani robotnicy są tacy jak on, to jacy są ich uczeni? Ale gdyby rozejrzeli się po kraju, zrozumieliby wszystko”...

Zna pan wielu winiarzy. Byli wśród nich i mędrcy, filozofowie?
Mędrzec to słowo już dzisiaj nieco archaiczne. Powinna Pani szukać ich nie wśród winiarzy, lecz konsumentów wina. Z pewnością byli wśród nich erudyci, tacy jak Hamvas i Márai. Im, być może, wino pomagało godzić się z okrutną rzeczywistością, w czasach, w których przyszło im żyć. Innym w tych czasach było równie ciężko. Chociaż, bądźmy obiektywni, i wtedy, i dziś są ludzie, którym jest ciężko. A my zajmujemy się tylko filozofią wina Hamvasa...

Wina nie można pić byle gdzie i byle jak. Obowiązuje ceremonia, rytuał, który tworzy pewnego rodzaju misterium, z tego - harmonia.
Wszystko, czego oczekuję od wina, to aby się nim cieszyć, mówił Ernest Hemingway. Misterium to lekka przesada, nie pijamy wina raz do roku. Z pewnością powinniśmy pić z odpowiednich kieliszków, z zachowaniem odpowiedniej temperatury. Zbyt niska temperatura win czerwonych podkreśla ich gorzkość, zbyt wysoka czyni je płaskimi, cienkimi, eksponując surowy, przykry alkohol. Białe wina nie mają zbyt wielu tanin, serwuje się je w niższej temperaturze. Dobrze jest podawać wina, jeśli jest ich więcej, najpierw lżejsze, potem mocniejsze i bogatsze w smaku. Unikniemy wtedy tzw. efektu kontrastu, ponieważ wino lżejsze będzie wydawać nam się słabsze niż jest w rzeczywistości. Jeśli mamy znakomite, znaczące wino, wtedy przygotowujemy potrawę odpowiednią dla tego wina.

Tak u Maraia, jak i Hamvasa, często pada określenie „mądre wino”. W Słowniku Winiarskim pana autorstwa nie znalazłam tego określenia. Ale termin „radosne wino”, owszem.
Może po „mądrym” winie, jeśli oczywiście nie przesadzimy, lepiej się myśli, może stajemy się odważniejsi w swoich sądach?

Hamvas pisze, że są wina, które należy pić tylko w tak uroczystych chwilach jak pięknie zastawiony stół z bukietem świeżych kwiatów. Pijąc, należy mieć w ręku tom wierszy Dantego lub Pindara.
Pięknego wina nie powinno się pić samemu, to byłby czysty egoizm. Najlepsze do takiej degustacji jest grono sprawdzonych przyjaciół, by móc dzielić się z nimi wrażeniami. Chociaż sam na sam z Dantem i znakomitym grantoskanem też byłoby na miejscu.

Aż dziw, że wino, to połączenie piękna, natury, sztuki, nie doczekało się swojej muzy...
Ale można by sobie przyswoić jedną z muz, np. Euterpe. Przedstawiano ją z aulosem, instrumentem zbliżonym do współczesnego oboju. Muzyka aulosu m.in. towarzyszyła obrzędom kultu Dionizosa, zazwyczaj grały na nim panie reprezentujące najstarszy zawód świata, a flecistki (aulētries) świadczyły także usługi seksualne podczas prywatnych sympozjonów.

Pasuje jak ulał...
(śmiech)

Nauki płynące z filozofii Hamvasa to naprawdę coś! Jeśli ktoś przez całe życie mądrze popijał, to na starość dzięki winu właśnie jest wyzwolony z konwenansów, jest swobodny. Jest szczęśliwy?
Mądrze popijał! Większość chyba jest zdania, że z konwenansów wyzwala ich właśnie niezbyt mądre popijanie, wtedy wydaje im się, że są szczęśliwi. Żartuję, oczywiście! Ja bym jednak winu nie przypisywał aż takiego znaczenia, to byłoby zbyt proste.

Ostatnia „modlitwa” Hamvasa: „Upojenie winem a upicie się to dwie różne sprawy. Upojenie budzi w człowieku właściwe spojrzenie na wszystko, co w życiu piękne, wzniosłe, ważne”.
Upojenie to beztroska, błogostan, ukojenie, ekstaza, wewnętrzna radość, wewnętrzny spokój, euforia, entuzjazm, można by pewnie przytoczyć więcej synonimów. A pijaństwo kojarzy się z chorobą alkoholową, opilstwem, balangą, hulanką, libacją, nie mylić z antycznym pojęciem tego słowa, ceremonialnym wylewaniem do ognia wina ku czci bogów...

„Zamiast gazet zacznijcie czytać wiersze” - to jeszcze dziś aktualne?
Wciąż czytamy za mało. Laptopy, tablice multimedialne, tablety, projektory, audiobooki... Szelest stron zastąpił głos lektora. Tomik wierszy? To brzmi dla większości dziwnie... Oglądając TV, słuchając radia, czytając prasę (poza „Dziennikiem Bałtyckim”, oczywiście!), mam wrażenie, że niewiele znajdziemy tam czegoś pobudzającego wyobraźnię, czegoś pięknego, ulotnego, wrażliwego, uczącego otwartości, kultury - poezji właśnie. Jeśli prawdę mówił Robert Louis Stevenson, to wino jest poezją w butelkach. I tego się trzymajmy.

Pewien pisarz rzecze: „Talerz zupy, pomarańcza, kieliszek wina, na zakończenie kawa. Więcej nie potrzebuje człowiek prowadzący siedzący tryb życia”...
José Saramago, noblista, bo o nim mowa, to Portugalczyk, stąd pomarańcza, my możemy zjeść nasze soczyste, polskie jabłko. Reszta się zgadza.

Wykorzystane cytaty z „Filozofii wina” w przekładzie Tadeusza Olszańskiego.

Jak sposób parzenia kawy wpływa na jej właściwości?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie