Nowa gdańska powieść Stefana Chwina - "Panna Ferbelin"

Jarosław Zalesiński
- Jestem pisarzem teologicznym - niezmiennie od paru lat odpowiada Stefan Chwin
- Jestem pisarzem teologicznym - niezmiennie od paru lat odpowiada Stefan Chwin Grzegorz Mehring
Po eseistycznej książce o samobójcach i samobójstwie Stefan Chwin powraca do powieści. I wraca do Gdańska. Wydarzenia opisane w jego najnowszej książce, zatytułowanej po prostu "Panna Ferbelin", rozgrywają się - kiedy właściwie? Na pozór w pruskim Gdańsku, w ileś lat przed wybuchem I wojny.

Stefan Chwin, znany z pieczołowitości, z jaką odtwarza dawne czasy i dawne miejsca Gdańska, pedantycznie rekonstruuje klimat epoki. Panie chodzą w sukniach z szeleszczącej grenadyny i połyskliwej organdyny, robotnicy w stoczni Schichaua wbijają ciężkimi młotami rozgrzane nity w blachy, z których powstają kadłuby statków, w budynku, w którym dziś funkcjonuje Opera Bałtycka, mieści się maneż, a do portu na Wyspie Spichrzów zawijają statki z portów całej Europy.

Czym dłużej jednak czyta się powieść, tym mniej zaczyna się nam to wszystko zgadzać. Dlaczego na przykład, gdy panna Ferbelin zdobywa zamówienie rządowe dla warsztatu stolarskiego swego ojca, dokument sygnowany jest datą 1949? Wokół sensacyjnych wydarzeń powieści kręcą się reporterzy "Danziger Beobachter", ale ta gazeta zaczęła być wydawana bodaj dopiero w latach 30. dwudziestego stulecia. Całkiem już zgłupiałem, przeczytawszy historyjkę ośmiornicy imieniem Helga, która trzymana w wielkim akwarium na terenach hipodromu w Zopott doradzała, jakie obstawiać konie w kolejnych gonitwach. Protoplastka mundia- lowego Paula? Napisy na murach Free City, działająca pod Gdańskiem Armia Wyzwolenia Kaszub, czy nazwisko gdańskiego arcybiskupa: Slavoy Gertz..., rozwiało ostatnie wątpliwości. Stefan Chwin w kostiumie z epoki umieszcza historię, która równie dobrze mogłaby wydarzyć się dzisiaj, jak i przed dwoma tysiącami lat. "Panna Ferbelin" niby dzieje się w pruskim Gdańsku, w porze zmierzchu pewnej epoki, ale tak naprawdę rozgrywa się w jakimś wiecznym teraz.

Osobliwej fabuły nie ma co streszczać, żeby nie zepsuć smaku lektury przyszłym czytelnikom. Dość powiedzieć, że obraca się wokół postaci Mistrza z Neustadt, który na Bastionie Świętej Gertrudy głosi nauki streszczające ewangeliczne Kazanie na Górze. - Jestem pisarzem teologicznym - niezmiennie odpowiada od iluś już lat Stefan Chwin tym wszystkim, którzy wciąż chcieliby go trzymać w szufladce z etykietą "gdański pisarz". "Panna Ferbelin" jest wręcz ostentacyjnym potwierdzeniem tych aspiracji pisarza. Historia Mistrza z Neustadt coraz wyraźniej, trudno nawet nie dodać: zbyt wyraźnie, układa się w trakcie lektury w tę samą historię, która rozegrała się dwa tysiące lat temu w Jerozolimie za rządów prokuratora Piłata.

Od tamtego czasu żyjemy w poczuciu, że sprawy dobra i zła zostały ostatecznie uporządkowane i dobrze dziś wiadomo, co jest prawą, a co lewą stroną.

- Wcale nie wiadomo - odpowiada na to Stefan Chwin. - Ani nie odpowiedzieliśmy sobie na pytanie o sens ludzkiego życia, ani o to, jak mają się do siebie dobro i zło. Może niebezpieczni są ludzie wiary, rozbudzający niepotrzebne nadzieje, a nie ci, którzy pilnują porządku? - filozofują bohaterowie Chwina. Może sprawiedliwość łączy się zawsze z przemocą?

Powieść "Panna Ferbelin" do końca tego roku powinna trafić do księgarń.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie