Nie żyje Marian Zacharewicz, wybitny trójmiejski artysta muzyk. Był współtwórcą piosenek Ireny Jarockiej

Grażyna Antoniewicz
archiwum prywatne
Zmarł Marian Zacharewicz, wybitny kompozytor, piosenkarz animator życia muzycznego w Trójmieście. W muzycznym dorobku miał m.in. przebój "Kocha się raz ", który nagrał w duecie z Ireną Jarocką.

Marian Zacharewicz uchodził za "ojca sukcesu" Jarockiej, ponieważ skomponował dla niej wiele piosenek, w tym jeden z jej pierwszych hitów, czyli "Wymyśliłam Cię", za który odebrała nagrodę na Interwizji 1974 w Sopocie oraz wyróżnienie na festiwalu w Palma de Mallorca. Napisał dla artystki także kilka innych utwór, w tym "Te same noce i dni" oraz "Jeszcze wszystko przed nami". Irena Jarocka nie była jedyną wykonawczynią piosenek, które muzyk skomponował. Stworzył też parę piosenek dla Kapeli Gdańskiej.

- Z Marianem znaliśmy się ponad trzydzieści lat - mówi dziennikarz Tomasz Gawiński. - To był cudowny, ciepły, dobry człowiek o dużej wrażliwości, absolutny autorytet w show biznesie. Pracował w telewizji, był dyrektorem BART-u, potem prowadził przez lata własną agencję. Był też prezesem radia ESKA NORD. Ale był przede wszystkim był kompozytorem. Życie skorygowało jego plany, sprawiło, że musiał się bardziej zajmować biznesem. Kiedykolwiek składaliśmy sobie życzenia, życzyłem mu, żeby wrócił do komponowania, wrócił do fortepianu, bo przecież piosenki, które pisał dla swojej wielkiej muzy i miłości, Ireny Jarockiej do dzisiaj są w kanonie polskiej muzyki.

- Marian był niezwykle uzdolniony, o wielkiej kulturze, zawsze przyjacielski, uśmiechnięty i optymistycznie nastawiony do świata, do ludzi. Nie znałem nikogo, kto by na niego narzekał. W każdej sytuacji potrafił się uśmiechnąć. Na Mariana można było zawsze liczyć. Niestety, w ostatnich latach chorował. Miał dwa udary. Po pierwszym wszystko było dobrze. Marian tak kochał muzykę, że nawet rehabilitacja odbywała się w ten sposób, że siadał do fortepianu, próbował grać, i w pewnym momencie wołał, "Mam, przypomniałem sobie" - opowiadała mi o tym jego żona Hania.

- Zapamiętałem jedno z naszych ostatnich spotkań, kiedy jechałem z córką na festiwal piosenki w Sopocie, zatelefonował Marian, a był już po pierwszym udarze i spytał czy go nie zabiorę ze sobą. - Oczywiście, nie ma problemu, odpowiedziałem. W Operze Leśnej trudno żebyśmy się trzymali za ręce, więc Maryś mówi: Pójdę połazić i poszedł. Nie niepokoiłem się, bo przecież wszyscy go tam znali. W przerwie okazało się, że Marysia nie ma i nie odbiera komórki. Zaczęliśmy się z córką niepokoić. Okazało się, że poszedł na przystanek, wsiadł w trolejbus i wrócił do domu, bo coś mu się nie spodobało na festiwalu - opowiada Tomasz Gawiński.

- Był człowiekiem bardzo zasłużonym i dla Gdyni, i dla Sopotu - dodaje. - W Gdyni mieszkał, w Sopocie pracował. W którymś z tych miast powinien powstać albo skwer, ulica albo miejsce, które jest miejscem rozrywki, bo Marian lubił rozrywkę. Jeździł po całej Polsce z artystami, organizował różne imprezy. Był bardzo związany z Trójmiastem, kochał to miejsce, mimo że pracował też w różnych miastach, kiedyś w Warszawie w telewizji. Ale jednak od początku był w Gdyni.
Marian Zacharewicz zmarł w wieku 76 lat.

Znane osoby na muralach w Trójmieście! Jarosław Kaczyński, P...

Kryzys wieku średniego. Skąd się bierze i czy dotyka wszystkich?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie