Nie tylko "Inka" i "Zagończyk". Setki ofiar komunizmu w Polsce

Marek Adamkowicz
Na pojawienie się w Gdańsku ekipy prof. Krzysztofa Szwagrzyka czekano od dawna
Na pojawienie się w Gdańsku ekipy prof. Krzysztofa Szwagrzyka czekano od dawna Marek Adamkowicz
Przez ponad tydzień na cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku poszukiwano grobów ofiar komunizmu. Znaleziono kilkanaście szkieletów. W Polsce odkryto ich setki.

Najprościej byłoby uznać, że stalinizm to rozdział zamknięty. Taki, do którego nie ma potrzeby wracać. Często przecież można usłyszeć, że szukanie grobów ofiar komunizmu to robienie niepotrzebnego zamieszania albo wydawanie pieniędzy, które lepiej przysłużyłyby się żywym. Profesor Krzysztof Szwagrzyk, pełnomocnik prezesa IPN ds. poszukiwań miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego, widzi sprawę inaczej.

- Tym, którzy walczyli o wolną Polskę, należy się nasza wdzięczność i pamięć. Należy się im również godny pochówek. Z honorami - podkreśla. - Poza tym, a właściwie przede wszystkim, na wyniki naszych prac czekają rodziny ofiar. Żyją przecież dzieci, niekiedy jeszcze wdowy czy rodzeństwo zamordowanych.
To, że od śmierci ich bliskich minęło pięćdziesiąt, sześćdziesiąt czy nawet siedemdziesiąt lat, nie ma znaczenia. Czas nie zmniejszył żalu i tęsknoty, najważniejsze jednak, żeby wreszcie można było pożegnać zmarłych. Tak po ludzku. Pomodlić się, zapalić świeczkę, złożyć na grobie wieniec czy wiązankę.

Przestrzelone czaszki
Na Pomorzu bodaj największe emocje towarzyszą poszukiwaniom grobów Danuty Siedzikówny "Inki" i Feliksa Selmanowicza "Zagończyka". Oboje byli podkomendnymi słynnego majora Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki". Aresztowani latem 1946 r., zostali skazani na karę śmierci i straceni 28 sierpnia 1946 r. Ich tragedia nie poszła w zapomnienie. Przez lata, na przekór cenzurze i Służbie Bezpieczeństwa, pamięć o "Ince" i "Zagończyku" podtrzymywali kombatanci. W wolnej już Polsce legenda młodej, niespełna 18-letniej sanitariuszki, która w obliczu śmierci "zachowała się jak należy", wybrzmiewa z nową mocą. Stąd do udziału w poszukiwaniach jej grobu zgłosiło się wielu wolontariuszy z najdalszych zakątków kraju. Wierzą oni zresztą, że trud ich pracy został nagrodzony. Jest bowiem wielce prawdopodobne, że badaczom z IPN udało się odnaleźć zarówno "Inkę", jak i "Zagończyka", choć na oficjalne potwierdzenie trzeba jeszcze poczekać. Pewne jest tylko, że na terenie kwatery nr 14 cmentarza Garnizonowego w Gdańsku natrafiono na kilka pochówków. Znajdowały się one płytko, na głębokości 40-50 cm. Ustalono, że są to szczątki trzech mężczyzn i młodej kobiety; jej czaszka została przestrzelona. Ślady po kuli odnaleziono również w szczątkach mężczyzny, który był pochowany obok.

Profesor Szwagrzyk przyznaje, że w wytypowaniu miejsca poszukiwań nieoceniona okazała się pomoc Waldemara Kowalskiego z Muzeum II Wojny Światowej. Badał on historię gdańskiego więzienia przy ul. Kurkowej, w którym wykonywano wyroki śmierci. Dzięki temu mógł udzielić ważnych wskazówek.
- Były dwie przesłanki, żeby rozpocząć poszukiwania w kwaterze 14 cmentarza Garnizonowego - przyznaje prof. Szwagrzyk. - Pierwsza to pismo do żony Feliksa Selmanowicza, w którym zawarta jest informacja, że "Zagończyk" został pochowany na cmentarzu przy ulicy Giełguda, a numer tabliczki na jego grobie to 137. Druga przesłanka to numer 167, określający pochówek porucznika Adama Dedia, który także został stracony w gdańskim więzieniu.

Dedia, żołnierza Września, Armii Krajowej, a po wojnie konspiracyjnego Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, rozstrzelano w kwietniu 1947 r. Jego rodzina wykazała niezwykłą determinację, by dowiedzieć się, w którym miejscu zakopano zwłoki. Kiedy już je poznała, oznaczyła mogiłę. Tak ustalono, że - o ile wierzyć dokumentom - między grobem por. Dedia a grobem "Inki" i "Zagończyka" powinno być ok. 30 numerów różnicy. To pozwoliło określić zasięg poszukiwań.
- Mieliśmy szczęście, bo akurat w tym miejscu nie było późniejszych pochówków - wskazuje prof. Szwagrzyk. - Gdybyśmy rozpoczęli prace, powiedzmy, za kilka miesięcy, być może odsłonięte przez nas jamy grobowe byłyby już zniszczone lub niedostępne ze względu na nowe nagrobki.

W trakcie trwających ponad tydzień prac ziemnych udało się odnaleźć szczątki 15 osób. W przypadku dwóch osób istnieje prawdopodobieństwo, że nie były więźniami - są to szczątki znacznie starsze. W pozostałych 13 przypadkach podjęto w całości tylko szkielety sześciu osób, reszta była dostępna tylko częściowo. W ich wydobyciu przeszkadzały drzewa lub postawione współcześnie pomniki. Dlatego nie można z całą pewnością powiedzieć, czy noszą one ślady po kulach, co mogłoby wyjaśnić okoliczności śmierci tych osób.
Profesor Szwagrzyk zapowiada, że badania na cmentarzu Garnizonowym będą kontynuowane w przyszłym roku. Być może ujawnione zostaną kolejne szczątki ofiar powojennego aparatu zbrodni. Wstępny termin poszukiwań to cztery tygodnie w okresie kwiecień-czerwiec.

DNA prawdę nam powie
Poszukiwanie grobów "Inki" i "Zagończyka" to zaledwie cząstka wielkiej operacji, której celem jest znalezienie miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego. Do tej pory przyniosła ona wiele spektakularnych sukcesów, choć może bardziej stosowne byłoby powiedzieć, że poznaliśmy przerażającą prawdę o działającej na przełomie lat 40. i 50. machinie śmierci. Wystarczy tylko spojrzeć na statystyki. W Warszawie w kwaterze Ł cmentarza Wojskowego na Powązkach odnaleziono do tej pory szczątki niemal 200 osób. Wśród nich mjr. "Łupaszki", kmdr. Stanisława Mieszkowskiego i mjr. Hieronima Dekutowskiego "Zapory". Na cmentarzu Osobowickim we Wrocławiu ekshumowano 299 grobów. Na terenie aresztu śledczego w Białymstoku odnaleziono szczątki około 250 osób, w tym kobiet i dzieci. I tak dalej, i tym podobne...

Nierzadko pojawia się pytanie, dlaczego tak późno państwo polskie zajęło się poszukiwaniem grobów ofiar komunizmu. Można było przecież zainteresować się tym już w latach 90., wkrótce po obaleniu poprzedniego systemu. Prof. Szwagrzyk do sprawy podchodzi spokojnie. Jak mówi, nawet w trudnej sytuacji stara się znaleźć coś optymistycznego.

- Owszem, można było rozpocząć poszukiwania wcześniej, ale teraz jest na to jeszcze lepszy czas - ocenia. - Dwadzieścia lat temu badania genetyczne nie były aż tak rozwinięte, natomiast dzisiaj jesteśmy w stanie określić tożsamość osób z niemal stuprocentową pewnością.

Na wyniki badań szczątków znalezionych na cmentarzu Garnizonowym trzeba będzie poczekać kilka tygodni, może miesięcy. Pewne jest, że ich wynik zostanie ogłoszony oficjalnie - w specjalnym komunikacie lub na konferencji prasowej.

- Wszelkie medialne informacje, które ewentualnie pojawią się wcześniej, będą tylko spekulacjami - zaznacza historyk. - W naszej pracy przyjęliśmy żelazną zasadę, że o wynikach badań najpierw informujemy rodziny, dopiero potem społeczeństwo.
Prowadzący poszukiwania naukowcy apelują do krewnych ofiar terroru komunistycznego o kontakt i udostępnienie materiału genetycznego do badań porównawczych. Zostanie on umieszczony w Polskiej Bazie Genetycznej Ofiar Totalitaryzmów.
Informacje w tej sprawie można uzyskać pod nr. tel. +48 91 48 49 873, +48 91 46 61 857
lub mailowo: [email protected]

ZOBACZ NASZ SERWIS SPECJALNY

WYBORY SAMORZĄDOWE 2014 NA POMORZU

Kandydaci, komitety wyborcze, zasady głosowania, okręgi wyborcze

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie