Nie lubimy być traktowani jak naiwni [ROZMOWA]

Łukasz Kłos
Kilka tysięcy osób zebrało się w niedzielę na gdańskim Plac Solidarności uczestnicząc w wiecu „Obywatele dla demokracji” zorganizowanym przez regionalny Komitet Ochrony Demokracji. Karolina Misztal
- Jeśli działania PiS i ich styl nie zmienią się, to należy spodziewać się, że doraźne akcje przekształcą się w stałą - tę czy inną - formułę kontestacji, a może wręcz obywatelskiego oporu - mówi psycholog społeczny dr Konrad Maj z Uniwersytetu SWSP.

Kilkadziesiąt tysięcy ludzi maszerujących ulicami stolicy „w obronie demokracji” czy kilka tysięcy zgromadzonych w samym Gdańsku - to dużo czy mało?
To bardzo dużo, a powodów takiej oceny jest co najmniej kilka. Pierwszy i zasadniczy to krótki czas organizacji. Pamiętajmy, że sobotni przemarsz nie był akcją organizowaną od miesięcy, jak niektóre inne inicjatywy masowe w rodzaju Marszu Niepodległości.

Czytaj więcej na temat wiecu KOD "Obywatele dla demokracji" na placu Solidarności w Gdańsku [ZDJĘCIA, WIDEO]

Część polityków prawicy dezawuowała zdarzenie, twierdząc, że to właśnie niewiele wobec rzeszy uczestników Marszu Niepodległości.
Tyle że Marsz Niepodległości jest cyklicznym, zaplanowanym wydarzeniem, a organizacja kolejnego zaczyna się właściwie dzień po przemaszerowaniu uczestników marszu w roku bieżącym. Tymczasem „skrzyknięcie” się kilkudziesięciu tysięcy ludzi - w zasadzie ad hoc - oznacza, że dzieje się coś, co ich bardzo niepokoi. Proszę pamiętać, i to jest kolejny powód, dla którego uważam sobotnią frekwencję za wysoką, że mamy okres przedświąteczny, ludzie zajęci są przygotowaniami, a i jego atmosfera nie sprzyja zaangażowaniu w spory polityczne. Jednocześnie jakby nie patrzeć jest też coraz zimniej.

Pogoda ma w takich sprawach znaczenie?
Oczywiście, bo generalna i niezbyt odkrywcza zasada jest taka, że im zimniej, tym ludziom mniej chce się wychodzić. Zresztą dla wielu ludzi warunki pogodowe są istotne w podejmowaniu decyzji o uczestnictwie w ogóle. Osoby starsze czy słabego zdrowia będą unikać tłumów czy wychodzenia na zewnątrz. A jeżeli już wezmą udział w proteście, to znaczy, że traktują go jako sprawę życiową.

Ile jest w manifestacjach Komitetu Obrony Demokracji społecznej spontaniczności, a ile mobilizacji ze strony partii dziś opozycyjnych?
Trudno w tym momencie podać jakiekolwiek konkretne dane. Jednak to, co rzuca się w oczy, to duże zaangażowanie osób, które ciężko zakwalifikować jako działaczy partyjnych. Znaczący jest też pełen przekrój pokoleniowy, który wskazywałby, że problem, którego manifestacje dotyczą, ma charakter szeroki, społeczny.

Licznie mobilizują się także zwolennicy PiS. Czyżby politykom prawicy udało się to, co nikomu dotąd - wskrzeszenie społeczeństwa obywatelskiego?
To swoisty paradoks, że Jarosław Kaczyński, kontestując znaczenie protestów, daje impuls dla zaangażowania obywatelskiego. Minął niewiele ponad miesiąc od faktycznego przejęcia władzy, a wielu Polaków z różnych grup społecznych już zdążył postawić na nogi. Ciekawym przejawem obywatelskiego zaangażowania jest „oddolna” publikacja wyroku Trybunału Konstytucyjnego. Podobnymi działaniami ludzie chcą przypomnieć władzy, że to oni tworzą państwo, a od władzy wymagają spełniania zobowiązań, choćby ustrojowych. Swoją drogą mobilizacja, którą widzieliśmy w weekend na ulicach stolicy i innych miast, podszyta jest też jednym z bodajże najsilniejszych lęków narodowych - utratą wolności.

Na ile to jest trwały zryw?

To będzie zależało od reakcji ze strony samego PiS. Jeśli działania i ich styl nie zmienią się, to należy spodziewać się, że doraźne akcje przekształcą się w stałą - tę czy inną - formułę kontestacji, a może wręcz obywatelskiego oporu. Inna rzecz, że styl, w jakim PiS prowadzi dziś politykę, radykalnie różni się od prezentowanego w czasie kampanii wyborczej, co wśród wielu budzić może wrażenie oszukania. Naturalną reakcją na oszustwo jest zaś podejrzliwość i czujność, która może z powodować, że w przyszłości nawet relatywnie niewielkie „wybryki” PiS będą spotykały się ze wzmożoną, negatywną odpowiedzią społeczną.

PO w sprawie Trybunału Konstytucyjnego nie jest bez winy, ale w czerwcu ludzie nie wyszli na ulice. Skąd ta różnica?

Odpowiedź jest stosunkowo prosta: z różnicy stylów, w jakich obie partie sprawują politykę. Społeczeństwo tamtej władzy się nie bało. Co by o Platformie nie powiedzieć, to nigdy nie zdradzała zakusów autorytarnych. W przypadku PiS dysonans, jaki wywołują wśród wielu działania tej partii, prowadzi do napięcia. Ludzie nie lubią, gdy uważa się ich za tak naiwnych, że nie są nawet w stanie odczytać intencji polityków, np. stojących za forsowanymi zmianami w Trybunale Konstytucyjnym. A nastroje dodatkowo podgrzewa nieustanne wmawianie, by wyborcy w całości zdali się na partię i jej reformatorski plan. W budowie wiarygodności nie pomaga też nieustanne sprowadzanie zaufania społecznego do aktu wyborczego - szczególnie w sytuacjach rodzących wątpliwości.

Jakie jest przełożenie podobnych protestów ulicznych na działania władzy?
Cóż, trudno powiedzieć, by jakakolwiek manifestacja, bez względu na skalę, była w stanie wzbudzić refleksję u osoby, która określa ich uczestników mianem „najgorszego sortu Polaków”. Jarosław Kaczyński takimi sformułowaniami daje znać, że prędzej zaneguje znaczenie zjawiska, niż się z nim skonfrontuje. Dziś manifestacje sprzeciwu wobec PiS paradoksalnie największy wpływ mogą mieć nie na polityków partii Jarosława Kaczyńskiego, ale na postawę Pawła Kukiza, ale też jego wyborców. Kukiz sam siebie niejednokrotnie stawiał w roli swoistego trybuna ludowego, kontestatora sceny politycznej. To zaś kłóci się z jego obecnym wizerunkiem: posła w krawacie, idącego ramię w ramię z politykami rządu. Niemniej protesty uliczne to dla każdej władzy bezpośredni feedback, barometr nastrojów społecznych.

Feedback jest też po drugiej stronie, w licznej manifestacji zwolenników rządu PiS.
To z pewnością daje energię politykom władzy i pozwala im zbagatelizować inicjatywę KOD. Podejrzewam, że to dopiero początek serii rozmaitych manifestacji. Zapewne kolejne marsze i po jednej, i po drugiej stronie skupią coraz więcej zwolenników. Niestety polityka zeszła na ulicę, a to nie służy stabilności społeczeństwa i państwa.

lukasz.klos@polskapress.pl

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

j
jola

Albo literówka, albo słowo, którego nie znam.
Widzę jedno: manipulację. Co z tego jeśli będzie rządzić inna niż dotychczas partia?
Wcześniej takie ustawy wychodziły kuriozalne: o gender, pochylanie się ciągle nad panami wolącymi panów i na odwrót. Panowie z partnerami mają się dobrze, naprawdę, mają obaj pracę, stać ich na wakacje za granicą i sąsiedzi ich lubią- więc znam takie pary (żeńskie pary również znam i te także mają się świetnie). Natomiast to zwyczajne rodziny z dziećmi mają zawsze pod górkę i jeszcze osoby niepełnosprawne. Tak to właśnie te osoby mają nieciekawie i są często dyskryminowane. A krzyczenie, pokrzykiwanie jak to trzeba ,,genderyzm" i inne ,,super" różności wprowadzać to tylko zakrzykiwanie ważnych problemów. Dlatego dobrze jest, gdy dla odmiany chociaż rządzi inna partia.

X
XYZ

Dla pana demokracja jest wtedy gdy większość w parlamencie ma PO +PSL i gdy te partie robią co im się rzewnie podoba ( to już przestało się podobać wyborcom ) natomiast demokracji nie ma gdy wyborcy zdecydowali przekazać władzę w inne ręce - w ręce PiS + koalicjanta. Pan Maj zdaje się akceptować haniebne zachowania obecnej opozycji takie jak sabotowanie posiedzeń sejmu ( bicie w pulpity, wychodzenie z sali obrad itp ) organizowanie manifestacji ulicznych i innych. Krótko mówiąc pańska wypowiedź po prostu dyskwalifikuje pana jako pracownika szkoły wyższej, który powinien zachować pewien dystans w stosunku do tego co się dzieje na ulicach.

81 razy

TZW. Peło, w czasie ośmiu lat rządzenia , aż 81 razy nie dostosowało się do orzeczeń TK. Tyle razy złamali konstytucję!Z drugiej strony, ową konstytucję
napisał żyd, choć , w referendum, większość Polaków ją zaaprobowała!

P
Polihistor

i do ludzi, którzy - niezależnie od pozycji, zajmowanej w naukowej hierarchii - dmą w jedną tylko dudkę.
Kiedy zrozumieją, że są wpuszczani w maliny, i - dla własnego dobra - powinni unikać zaszufladkowania?
Nie wiem, ale z ciekawością poobserwuję to zjawisko.
To nie ja będę wszak ponosić jego koszty. :-)

Dodaj ogłoszenie