Nauczyciele bez sił. Coraz młodsi wiekiem i stażem mają syndrom wypalenia zawodowego. Starsi bronią się cynizmem

Tomasz Chudzyński
Tomasz Chudzyński
Coraz młodsi wiekiem i stażem pracy nauczyciele mają pełnoobjawowy syndrom wypalenia zawodowego. - Nauczycielom towarzyszy coraz większe poczucie krzywdy, coraz większy stres, z którym nic nie mogą zrobić – mówi dr Patrycja Stawiarska, psycholog Uniwersytetu SWPS, specjalizująca się m.in. w badaniach nad syndromem wypalenia zawodowego. - Kadra nam się sypie bardzo szybko – potwierdza Marek Pleśniar z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty.

Rozmawiamy z dr Patrycją Stawiarską, psycholog Uniwersytetu SWPS, specjalizującą się m.in. w badaniach nad syndromem wypalenia zawodowego.

Tomasz Chudzyński: Jest taka teza, że coraz więcej nauczycieli idzie na tzw. urlop dla poratowania zdrowia z powodu syndromu wypalenia zawodowego.

Dr Patrycja Stawiarska: Wypalenie zawodowe dotyczy wielu zawodów tzw. wysokiego ryzyka. Nauczyciele się w tej grupie mieszczą, ponieważ są narażeni w pracy na intensywne kontakty, angażujące emocjonalnie relacje z innymi ludźmi.

Wykonując taki zawód bardzo trudno jest zamknąć za sobą drzwi domu i nie pamiętać o tym, co się wydarzyło w pracy. To dotyczy także lekarzy, pielęgniarek, strażaków, policjantów, psychologów.

Inna teza głosi, że kiedyś wypalenia zawodowego wśród nauczycieli nie było, nikt nie marudził. A może wypalenie nie było jeszcze po prostu zdefiniowane, a nauczyciele stawali się z czasem bardziej oschli, cyniczni.

To nie tak, że wypalenia nie było. To pojęcie pojawiło się pod koniec lat 70. XX w. Na gruncie naukowym stwierdzono i opisano ten syndrom jako mający identyfikowalne właściwości. Możemy je dziś zdefiniować i powiedzieć, że wypalenie jest doświadczeniem jednostki, odczuwającej wyczerpanie psychofizyczne, które skutkuje m.in. cynizmem w stosunku do osób, z którymi pozostajemy w zawodowych relacjach, czyli w przypadku, o którym rozmawiamy: nauczyciel wobec ucznia. Odczuwamy także obniżone poczucie własnych dokonań. Myślę, że wypalenie zawodowe istniało, tylko dziś po prostu wiemy co to jest. Być może określano je cynizmem, co objawiało się depersonalizacją, przedmiotowym traktowaniem, czy to uczniów, czy pacjentów. Był to po prostu mechanizm obronny - nauczyciele, lekarze nieświadomie się chronili. Natomiast jestem w stanie zgodzić się z tym, że kiedyś wypalenia zawodowego było znacznie mniej.

Szkoła Podstawowa nr 21 w Gdańsku. Rozpoczęcie roku 1.09.2020

Tak wyglądał pierwszy dzwonek w szkołach! Rozpoczęcie roku s...

Czyli to prawda, że szczególnie młodzi nauczyciele cierpią dziś na syndrom wypalenia zawodowego?

Trend jest taki, że w zawodach wysokiego ryzyka, u nauczycieli, lekarzy itd. obserwujemy wypalanie się u osób coraz młodszych wiekiem i z coraz krótszym stażem pracy. Nauczyciel po roku, półtora pracy, jest wypalony, lekarz na poziomie rezydentury ma pełnoobjawowy syndrom.

Kiedyś ludzie byli twardsi, odporniejsi?

To się wiąże ze specyfiką rzeczywistości, w której żyjemy. Wymagania wobec każdej z tych grup zawodowych stale rosną - to się już nie zmieni, musimy się z tym pogodzić. Wobec nauczycieli wymagania wyśrubowały się już tak wysoko, że właściwie oni gubią się w tym, co powinni robić. Jednocześnie, zdezawuował się ten zawód w percepcji społecznej.

Już nie cenimy nauczycieli (dotyczy to też lekarzy), jak kiedyś. Za to mamy dużo pretensji i chcielibyśmy jednocześnie od nich jak najwięcej. Kolejna rzecz - kiedyś nauczyciel miał uczyć. Dziś społeczeństwo oczekuje, że będzie pełnił kilka ról na raz - nie tylko realizował funkcję informacyjno-kształcącą. Ono chce, by pełnił rolę społeczno-wychowawczą. Był, jak to określa psychologia, facylitatorem, czyli zarządzał procesem społecznym, grupowym w szkole, ogarniał emocje, miał wielowymiarowe kompetencje - radził sobie nie tylko jako ktoś kto przekazuje wiedzę, ale jeszcze potrafi funkcjonować w grupie.

Dziś nauczyciel ma dużo lęku w sobie - badania to pokazują. Boi się np. kuratorium, bo nie wie, czy dobrze się zachował. Do tego dochodzą społeczna roszczeniowość, połączona z coraz większą podmiotowością - rodzice mają wobec nauczyciela wymagania. Rzeczywistość się zmienia, zatem i dzieci się zmieniają. Sprostać temu wszystkiemu jest trudno. W dodatku wobec tej dzisiejszej rzeczywistości i wymagań jakie są nauczycielom stawiane, ograniczono im możliwości działania. Każdy z nich ma z tyłu głowy, że nie może pewnych granic przekroczyć, w dodatku dochodzących do absurdów.

Po słynnym przypadku włożenia nauczycielowi kosza na śmieci na głowę?

Komuś może wydawać się to trywialne, ale potencjalne zachowania uczniów są jednym z czynników stresogennych, które wymieniają nauczyciele. Oni się boją tego, co uczniowie mogą zrobić. Jakie możliwości reakcji mają nauczyciele na zachowanie uczniów, które pan przypomniał czy inne, które znamy z mediów? Mogą się od ucznia… odsunąć. To jeden z absurdów tej sytuacji.

Nauczyciele idący dziś na urlop dla poratowania zdrowia, lub wręcz odchodzący z zawodu wskazują, że jedną z przyczyn jest pandemia.

Zgadza się. Proszę zwrócić uwagę - w marcu przyszła edukacja zdalna, z dnia na dzień. Nikt nie zapytał nauczycielki, która ma 60 lat, czy ona potrafi obsługiwać sprzęt, platformy zdalnej komunikacji. Nikt jej tego nie nauczył - ona musiała to po prostu robić. I znowu pojawiła się ocena społeczna - dlaczego edukacja zdalna ograniczyła się do wysyłania dzieciom pytań w Wordzie, z prośbą o zwrotną odpowiedź? Mieliśmy ewidentny podział na nauczycieli młodych, którzy znają i obsługują sferę nowoczesnej technologii i tych starszej daty, którzy tego nie potrafią. Pytał pan wcześniej o odporność.

To, co jest fascynujące, to fakt, że starsi nauczyciele, z wieloletnim stażem pracy, na dzień dzisiejszy wykazują mniej cech wypalenia zawodowego. Proszę zobaczyć: jest nowa technologia, młodzież się zmieniła, są znacznie wyższe wymagania, a oni jednak lepiej sobie radzą niż nauczyciele z rocznym, dwuletnim stażem pracy.

Dlaczego tak się dzieje?

Mam swoją koncepcję. To, wydaje się, kwestia edukacji, przygotowywania nauczycieli do kształcenia. Mam wrażenie, że na kierunkach nauczycielskich na studiach, a miałam na nich zajęcia, niemal nie przykłada się wagi do tego, że w kontakcie z grupą uczniów jest potrzebna już nie tylko zdolność do realizowania roli informacyjnej – np. znam historię, wiem kiedy były wojny i ci to opowiem. Kompetencje edukacyjne powinny być szersze - nauczyciel musi umieć wejść w interakcję z grupą, zaciekawić, zainteresować, zrobić swego rodzaju show edukacyjne, żeby uczniowie wiedzę chłonęli. To nie jest łatwe, a nauczyciele nie dostają w czasie swojej edukacji takich umiejętności. Gdy myślę o wypaleniu zawodowym nauczycieli, jak chronić człowieka z rocznym stażem pracy, który już nie ma siły, to myślę, że ten proces musi zacząć się wcześniej. Zdefiniujmy czynniki ryzyka pracy nauczyciela w dzisiejszych realiach, obciążenia jakie mu towarzyszą i zdecydujmy jakie, wobec dzisiejszych wymagań społeczno-edukacyjnych, kompetencje nauczycieli rozwijać. By oni mogli bez lęku swoje bardzo trudne zadania realizować.

Może selekcja kandydatów na nauczycieli powinna wyglądać inaczej?

Nie bronię tej grupy zawodowej - jedni nauczyciele są lepsi, inni gorsi. Wydaje mi się jednak, że oni są wrzuceni w rzeczywistość, w której nie dają sobie rady, bo narzędzia, którymi dysponują, są co najmniej niezadowalające. Jeśli chcemy, by nauczyciel panował nad procesem grupowym, wchodził w relacje z uczniami, reagował na trudności w klasie, to on musi się gdzieś tego wszystkiego najpierw nauczyć. Na to bym postawiła. W tym miejscu system niedomaga.

Ale tych starszych nauczycieli, którzy uczą w dzisiejszych realiach, też przecież tego nie uczono, chyba że sami pogłębiali wiedzę i umiejętności.

Ci nauczyciele z długim stażem wypracowali pewne metody, które w ich przypadku są skuteczne, których oni się trzymają. Niezależnie od tego, że rodzice się buntują, bo się im nie podoba, że sześćdziesięciokilkuletnia nauczycielka uczy "niepotrzebnych" rzeczy, ma metody "starej daty". Ci nauczyciele są niejako na takie wpływy odporni, uczą po swojemu, czy to się komuś podoba, czy nie. Przynajmniej tak to sobie tłumaczymy, bo do końca nie potrafimy zdefiniować większej odporności na wypalenie zawodowe starszych nauczycieli. Tymczasem młoda dziewczyna, młody chłopak, kandydaci na nauczycieli, wychodzą ze studiów już z lękiem o miejsce pracy, bo wiedzą, że na ich miejsce jest wielu chętnych. Daje im się od razu odczuć, że nie są bezcenni. A gdy już zaczynają uczyć, to pojawiają się wielkie oczekiwania, a za nimi wielki stres, który spala błyskawicznie całe ich bogactwo, zasoby, które mają.

Chodzi o pasję, dobre chęci?

Właśnie. Trzeba jednak też zauważyć, że wypalenie zawodowe ma swój tzw. kontekst egzystencjalny. On dotyczy osób, które postawiły sobie bardzo wysokie wymagania dotyczące swojego zawodu, pojmując go niejako jako misję - przekazywania wiedzy z ową pasją, zaangażowaniem. Tymczasem okazuje się, że w grupie uczniów jest tylko kilku, którzy są zainteresowani lekcją, inni nie są w ogóle, a jeszcze inni sprawiają problemy.

Do tego rodzic nakrzyczy i pensja nie bardzo się zgadza. Brutalne zderzenie idealisty ze ścianą. I to z żelbetonu.

Podstawowe stresory w grupie zawodowej nauczycieli to przeciążenie jakościowe i ilościowe.

Ale jest jeszcze jeden element obciążający nauczycieli, generujący wypalenie zawodowe - nie ma mechanizmu tzw. odpowiedniości pomiędzy tym, jak nauczyciel postrzega swój zawód a tym, jak pracę nauczyciela widzi społeczeństwo. A widzi tak: nauczyciele mało pracują i mają wolne wakacje. W dodatku mają pretensje. A perspektywa nauczycieli? Godziny po pracy w szkole spędzone nad dziennikami elektronicznymi, przygotowaniach do lekcji, sprawdzianów. Tego nikt nie dostrzega. Nauczyciele mają wielkie poczucie krzywdy.

Taka rozbieżność jest bardzo dotkliwa.

Mówiła pani wcześniej o lepszym przygotowaniu i ochronie ludzi, którzy mają do zrobienia ciężką robotę – muszą kształcić młodych obywateli tego kraju. Jak to zrobić?

Pewnych aspektów zawodowego stresu nie jesteśmy się w stanie pozbyć, to doświadczenie będzie z nami zawsze. Poza tym on sam w sobie nie jest problemem. Stres staje się prostą drogą do wyczerpania, cynizmu, gdy nic nie jesteśmy w stanie z nim zrobić. Czynnikiem chroniącym nauczycieli byłoby wsparcie społeczne na poziomie zawodowym.

Tymczasem wśród nauczycieli reakcje wsparciowe są na poziomie znikomym. Prawie ich nie ma. Także na linii z przełożonymi. Tam jest dość duża rywalizacja, lęk, czy ktoś nie wypadnie lepiej ode mnie, czy nie nastąpi rotacja na stanowisku dyrektorskim. Nauczyciele mają potrzebę uznania, a czują, że nie są społecznie szanowani, lub nie tak jak kiedyś. To też efekt zmieniającego się świata, zmieniających się społeczeństw.

Gdy sobie przypomnę jak było w szkole, gdy chodziłam do liceum, a jak jest dziś... Z drugiej strony chcemy wszyscy, żeby nauczyciel potrafił, chciał uczniów lekcją zaciekawić, np. pokazać inscenizacyjnie Antygonę, bo dzięki temu dzieci, młodzież lepiej zapamiętają treść, niż gdyby sami czytali tę lekturę. Tych nowoczesnych technik nauczania jest sporo, ale nie można młodych nauczycieli, którzy dopiero co weszli do szkoły w swojej nowej roli, zostawiać z tym wszystkim samych. Badania wskazują np., że nauczyciel czuje się skuteczny w swojej pracy, jeśli udaje mu się dobrze zarządzać klasą. Dziś młodzież dyskutuje, jest odważna, musi być przekonana do nawiązania relacji z nauczycielem. Zatem postawmy na tę kompetencję, dajmy nauczycielowi takie narzędzia, by on mógł tymi uczniami zarządzać. Nie tylko przysłowiowe wojny i daty. Nauczyciele o tym mówią, tylko nikt ich nie chce słuchać. Nie rozumiem, dlaczego nic się z tym nie robi. Skoro to wypalenie zawodowe przebiega tak skrajnie szybko, to może warto zadać pytanie, dlaczego tak się dzieje. Dziś młody, polski nauczyciel nie jest przygotowany do mierzenia się z tak dynamicznie zmieniającą się rzeczywistością.

Rozmawiamy z Markiem Pleśniarem z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty.

Tomasz Chudzyński: Nauczyciele wykorzystują coraz liczniej urlop dla poratowania zdrowia – wskazują m.in. dane ZNP. Czy w szkołach to widać?

Marek Pleśniar: Sprawa jest poważna. My ją widzimy. Sami dyrektorzy sygnalizują nauczycielom kontakt z lekarzem, terapeutą, by spróbowali na urlop dla poratowania zdrowia pójść.

Zarządzający placówkami oświatowymi wolą mieć pracowników, którzy przejdą taki kompleksowy urlop zdrowotny, wrócą do bardzo dobrej dyspozycji, ale także, by najzwyczajniej w świecie odciążyć pracę szkoły i poszukać zastępstwa. Bo co z tego, że nauczyciel wypalony zawodowo będzie w pracy, skoro i tak co dwa tygodnie będzie dostarczał zwolnienie? Przecież stan psychiczny przenosi się na kondycję fizyczną, wszystkie choroby, na które się cierpiało wcześniej, wracają.

To, że nauczyciele będą odczuwać trudy swojego zawodu jest poniekąd wiadome, dlatego w prawie oświatowym uwzględnione zostały urlopy dla poratowania zdrowia. One są właśnie po to. Nauczyciel musi co jakiś czas przejść "remont".

Ktoś mógłby powiedzieć, że „remont” musi przejść co jakiś czas przedstawiciel każdego innego zawodu…

Odrzucam martyrologię, litość, podkreślanie, że nauczyciele mają gorzej. Prawdą jednak jest, że zawód nauczyciela jest kluczowy dla państwa, niezbędny do tego, by pomóc młodym ludziom wejść w życie. Dla dobrostanu zdrowia psychicznego uczniów, dzieci, nastolatków kontakt z nauczycielem jest kluczowy. Dlatego tak ważny jest stan psychiczny i fizyczny nauczycieli, bo my skutki przemęczenia, wypalenia zawodowego przenosimy wprost do głów swoich uczniów. To o nich chodzi, gdy mówimy o tym, że musimy mieć nauczycieli w dobrej kondycji.

Skoro jednak coraz większą liczbę wypalonych zawodowo nauczycieli trzeba wysłać na zdrowotny urlop, to ci, którzy zostaną, będą pracować dwa razy więcej - przemęczenie to jedna z wyraźnych ścieżek do wypalenia.

Nauczyciele są wykończeni, odczuwają trudy pracy i urlopów dla poratowania zdrowia będzie coraz więcej. Faktycznie, kadra sypie nam się bardzo poważnie. Póki jeszcze nauczyciele w ogóle chcą przychodzić do szkoły, można kogoś zatrudnić z zewnątrz. Z zastępstwami mogą być problemy, szczególnie w placówkach przedszkolnych. Jeśli zjawisko stanie się jeszcze bardziej przytłaczające, to zabraknie też kadry nawet na zastępstwa. To zresztą powoli się już dzieje, np w momencie gdy nauczyciele są na kwarantannie. Nie znam skali zjawiska, ale słyszę coraz częściej o przypadkach, gdy nauczyciele są proszeni np. o opiekę nad klasą na zasadzie wolontariatu.


Nauczycielski etos.

Jeśli się okaże, że różnego rodzaju sytuacje wyjątkowe staną się normą, to etos zamieni się w zwykłe rzemiosło.

Czy polityczne przytyki, niskie płace i spadający szacunek do nauczycieli mają wpływ na wypalenie zawodowe?

Kwestia spadającego prestiżu zawodu nauczyciela w Polsce nabrzmiewa od dawna.

Nauczyciele, na tle innych grup zawodowych zarabiają coraz mniej, traktowani są coraz gorzej, być może są coraz mniej lubiani. Proszę się nie dziwić, że w tej sytuacji nie czują się specjalnie mobilizowani, nie ma dla nich motywacji pozytywnej.

Sądzę, że wkrótce może być tak negatywna selekcja do zawodu, jaką obserwowaliśmy w latach 80. X wieku. Pamiętam, że najlepszym nauczycielom trudno było utrzymać rodzinę z pensji, więc odchodzili z zawodu. Wszyscy dostawaliśmy propozycje pracy z innych branż. Zawód jest cały czas pod presją. Do tego doszła jeszcze sprawa pandemii - męczący był zdalny tryb nauczania, wręcz frustrujące okoliczności jego wprowadzenia. Grzeszki się zbierają. Jak zachowuje się wobec nauczycieli własny rząd? Np. były już Minister Edukacji Narodowej kilka razy mówił o nauczycielach w bardzo... niewłaściwy sposób. Środowisko komentowało to, że chyba zapomniał, że z zawodu jest nauczycielem... Tak się ze swoją kadrą nie pracuje, w każdej porządnej korporacji w taki sposób o pracownikach by nie mówiono.

Młodych, pełnych pasji nauczycieli frustrują programy nauczania, podstawa programowa...

Z nimi można się nie zgadzać, a jeśli komuś zależy, to nawet trzeba. Tylko trzeba umieć o tym rozmawiać. Podkreślę jedną rzecz - obok tych wszystkich populistycznych wątków w podstawie programowej, o których się dziś tyle mówi, to cały czas mamy tzw. orkę na treściach polonistycznych, czy matematycznych. Cenię dyskusje o postępie metodologii nauczania, ale trzeba pamiętać, że na końcu pewnego etapu edukacji jest matura. Krytykując nauczycieli, że "tego nie powinni uczyć" należy wziąć pod uwagę fakt, że oni mają pewne zadanie do wykonania - przygotować uczniów do tego, co może pojawić się na maturze. To poniekąd siłowo narzucone rozwiązanie. Jego "ofiarami" są nie tylko uczniowie, ale i sami nauczyciele.

Tokio Raport - rozmowa z Lucyną Kornobys

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie