Mobbing w Urzędzie Miasta w Gdyni? Niejednoznaczne wyniki kontroli

Szymon Szadurski
Szymon Szadurski
Tomasz Bołt
W Urzędzie Miasta w Gdyni zakończyła pracę komisja ds. mobbingu. Lustrowano styl pracy geodety miejskiego. Wnioski są niejednoznaczne...

Jerzy Zając, dyrektor Urzędu Miasta Gdyni, jeden z członków komisji badającej sprawę ewentualnego mobbingu w Wydziale Geodezji uważa, że do mobbingu nie doszło. Nie ma więc potrzeby zawiadamiania o problemie inspekcji pracy ani też innych, państwowych instytucji. Takie jest też stanowisko większości członków komisji, w której oprócz dyrektora ratusza pracowali m.in. społeczny inspektor pracy, radca prawny, specjalista z referatu kadr, przedstawiciel związków zawodowych.

- Ze wszystkich tych osób tylko jedna postanowiła wnieść odrębne uwagi do protokołu, zaznaczając, że jej zdaniem doszło do elementów mobbingu - mówi Jerzy Zając. - Pozostali tego nie zrobili, co nie oznacza, że problemu nie ma. Okazało się, że w Wydziale Geodezji, gdzie zatrudnionych jest 42 urzędników, atmosfera pracy jest fatalna. Coś z tym bez wątpienia trzeba zrobić. Albo będzie lepiej, albo będą musiały zajść zmiany personalne.

Komisja ds. wyjaśnienia przypadków mobbingu, pierwsza taka w historii gdyńskiego Urzędu Miasta, pracowała od maja. Przesłuchano kilkanaście osób, aktualnych i byłych pracowników. Wśród nich był mężczyzna, kierownik jednego z referatów Wydziału Geodezji, który na skutek działań naczelnik złożył wypowiedzenie. Wcześniej zawiadomił związki zawodowe, iż geodeta miejski miała go znieważyć słownie.

Podczas prac komisji niepochlebnie o stylu współpracy z naczelnik wypowiadało się też kilku innych pracowników.
- Z ich wypowiedzi wynikało, iż przychodząc do pracy w Urzędzie Miasta, czują się niekomfortowo - przyznaje Jerzy Zając.
Jak opowiadali nam anonimowo pracownicy wydziału, naczelnik miała m.in. nakładać na nich zbyt wiele obowiązków, z którymi nie sposób było uporać się w ramach zwykłego etatu.
- Zdarzało się, iż przy innych osobach podważała kompetencje niektórych urzędników - zdradza współpracownik geodety miejskiego. - Doskonale rozumiem, iż szef może mieć uwagi do pracy podwładnego, takie jest jego prawo. Rozmowy dyscyplinujące powinien jednak przeprowadzać w cztery oczy i w kulturalny sposób.

Jerzy Zając podkreśla jednak, iż nie wszyscy pracownicy Wydziału Geodezji, przesłuchiwani przez komisję, skarżyli się na działania przełożonej. Raport z prac komisji trafił już na biurko wiceprezydenta Gdyni Bogusława Stasiaka, nadzorującego pracę Wydziału Geodezji. Stasiak najwcześniej, jak tylko to możliwe, chce się widzieć z naczelnik, oskarżaną przez współpracowników o mobbing. - Temat ten będzie kontynuowany w poniedziałek - zapowiada. - Na razie nie mogłem niestety przekazać treści raportu pani naczelnik, bowiem przebywa na urlopie.

Całą treść artykułu można przeczytać w sobotnio-niedzielnym (21-22.06) wydaniu "Dziennika Bałtyckiego" i na stronie prasa24.pl.

s.szadurski@prasa.gda.pl

Treści, za które warto zapłacić! REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI

Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

Ogródki działkowe znów na topie

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
Pracownik

U nas mobbing stosowany przez G.Kamińskiego trwa od lat. Najbardziej cierpią kobiety, doszło do takiej eskalacji ze jedna z kobiet jest w szpitalu psychiatrycznym. Dyrektor Kopczynski wie o mobbingu stosowanym przez Kamińskiego, przełożony wojewoda również. I NIC MOBBER MA SIĘ DOBRZE

P
Petent

Urzędnicy tam pracujący starają się być mili, jednak przełożeni bardzo potrafią im uprzykrzyć życie i niestety praca staje się horrorem. Mobbing to jedno, znajomości drugie- ale gdzie ich teraz nie ma ;) Matka wcisnęła do jednego referatu synka i się panoszą... Ale nie żeby ktoś coś powiedział bo sam wyleci.... Można składać tysiąc podań a i tak odrzucą jeśli się nie ma znajomych na stanowisku w tym urzędzie. Na miejsce o które się starałem dostała się córka jednego z naczelników wydziałów. Ale co tam. Mam nadzieję, że kiedyś się coś tam zmieni. Obsługa klienta działa dobrze, chociaż Pani starsza w podawczym to traktuje każdego jak zło konieczne. Co tam jestem to ma zły humor. Może ja tak na nią działam ;) Jednak nie zmienia to faktu, że panuje tam bardzo chora atmosfera.

Dodaj ogłoszenie