Miastko. Z budżetu oświatowego zniknęło pół miliona złotych. Pieniędzy szukały audytorki, ale ich nie znalazły

Maria SowisłoZaktualizowano 
Na co szkoły wydały prawie pół miliona złotych? Odpowiedzi szuka m.in. skarbnik Miastka Bronisława Nielipiuk (na zdjęciu pierwsza z lewej). Obok wiceburmistrz Miastka Longina Jankowska
Na co szkoły wydały prawie pół miliona złotych? Odpowiedzi szuka m.in. skarbnik Miastka Bronisława Nielipiuk (na zdjęciu pierwsza z lewej). Obok wiceburmistrz Miastka Longina Jankowska Maria Sowisło
Nauczyciele zarabiają powyżej średniej krajowej, dyrektorzy nie zawsze racjonalnie wydają pieniądze, a wzrost zatrudnienia w szkołach pracowników obsługi nie jest proporcjonalny do zmniejszenia liczby uczniów. To najważniejsze wnioski z audytu oświatowego, jaki otrzymali właśnie radni. Zginęło też prawie 0,5 mln zł!

To najważniejsze wnioski z audytu oświatowego, jaki otrzymali właśnie radni Miastka. Zginęło też prawie 0,5 mln zł!

Audyt został przygotowany za 20 tys. zł przez Katarzynę Zychowicz i Aleksandrę Kuźniak na zlecenie Urzędu Miejskiego w Miastku.

Wszystko dlatego, że według wyliczeń, samorząd w przyszłym roku musi znaleźć w swoim budżecie około 10 mln zł. Rozgorzała więc dyskusja o szkołach i ich kosztach. Pojawiały się nawet sugestie, że należy jedną placówkę wiejską zamknąć. Okazało się jednak, że to nie małe szkoły generują największe koszty rzeczowe, a trzy miejskie. Aż o 4,8 razy większe niż szkoły na wsiach. Spośród nich największe – Szkoła Podstawowa nr 3 w Miastku.

W 2017 i 2018 roku był to wzrost wydatków rzeczowych o 300 tys. zł. Zapytany o to przez audytorki dyrektor Paweł Biernacki, odpowiedział że stanowisko objął w 2017 roku i budżet miał już zatwierdzony. Dopiero rok później samodzielnie przygotował dokument i zredukował koszty z 80 do 67 proc. poprzez wprowadzenie języka mniejszości. Dzięki temu subwencja oświatowa na jednego ucznia wzrosła do 150 proc.

Co ciekawe, do tej szkoły w 2018 roku trafiła subwencja w wysokości ponad 5,1 mln zł, a gmina dopłaciła (tylko do zadań subwencjonowanych) ponad 1,8 mln zł. Z kolei do Szkoły Podstawowej nr 1 z budżetu gminy wypłynęło ponad 1,1 mln zł przy 4,5-milionowej subwencji placówki. Najmniej samorząd w tym samym roku dopłacał do zadań subwencjonowanych w Szkole Podstawowej w Piaszczynie – 139 tys. zł.

Tutaj należy wyjaśnić, że gmina nie otrzymuje zwrotu kosztów utrzymania przedszkoli, dowozu uczniów do szkół czy zakupu wyposażenia. Pozostałe koszty związane z organizacją szkół powinna pokrywać subwencja. Niestety, nawet na to nie wystarcza pieniędzy. W ciągu dwóch lat w każdej z siedmiu szkół w mieście i gminie Miastko, wzrosły dopłaty samorządu do zadań subwencjonowanych.

Najwięcej pieniędzy z budżetu gminy w porównaniu roku 2017 do 2018 wypłynęło do SP 3 o 305 tys. zł więcej. O ponad połowę mniej, bo 121 tys. zł, do subwencjonowanych zadań samorząd dopłacił w SP 2, o 212 tys. zł więcej do SP 1, o 118 tys. zł do SP w Dretyniu, o 98 tys. zł więcej do SP w Świerznie, o 96 tys. zł do SP w Słosinku i o 56 tys. zł więcej do SP w Piaszczynie.

W sumie w ciągu roku wydatki na oświatę w mieście i gminie Miastko wzrosły o ponad 1 mln zł. I co ciekawe, przygotowującym analizę nie udało się wyjaśnić gdzie podziały się dokładnie 493 tys. zł!

Audytorki zauważyły także, że gmina Miastko do wszystkich szkół dopłaca 50 proc. subwencji. Jeśli więc ministerstwo przekazuje kwotę prawie 19 mln zł, to samorząd dopłaca połowę tej kwoty. W Polsce jest to średnio od 32 do 38 proc. „(…) Koszty reformy oświaty co prawda nie są uwzględnione w subwencji, ale są znacznie wyższe niż w innych samorządach. Trudno sobie wyobrazić, na co idą te pieniądze (...)” - czytamy w audycie oświatową gminy Miastko.

Na taką sytuację mogą mieć wpływ wynagrodzenia dla nauczycieli. Jak napisały audytorki, wydatki na wynagrodzenia dla nauczycieli kontraktowych i dyplomowanych są zatrważająco wysokie. Ich zdaniem, jest nadpłata w stosunku do kwot wynikających z Karty Nauczyciela. To z kolei sprawiło, że samorząd wypłacił w 2017 roku o 625 622 zł więcej, a rok później o 760 951 zł. - To wynika z tego, że nie chcemy mieć problemu z wypłacaniem nauczycielom wyrównań – stara się wyjaśnić Agnieszka Ringwelska, naczelnik Wydziału Oświaty i Rozwoju Społecznego w miasteckim Urzędzie Miejskim.

I tutaj należą się kolejne wyjaśnienia. Nauczyciele wywalczyli sobie bowiem tak zwaną 14 pensję. Wypłacana jest jednorazowo, ale tylko tym nauczycielom, którzy w ciągu roku nie otrzymali tyle pieniędzy, ile średnio ich koledzy i koleżanki na tych samych stanowiskach w całej Polsce. To jest właśnie to wyrównanie, zwane 14 pensją.

To nie koniec rewelacji z audytu oświatowego w gminie Miastko. Okazało się także, że pomimo zmniejszenia liczby uczniów, wzrastała w ciągu dwóch lat liczba zatrudnionych osób w szkołach. Nie nauczycieli, a w tak zwanej obsłudze. To etaty w sekretariatach szkół, kuchniach. W tej kategorii są też konserwatorzy i pomoc dla nauczyciela.

Audytorki przeliczyły więc ile uczniów przypada na jeden etat pracownika obsługi. Najgorzej wypada SP w Piaszczynie, bo tutaj jest to 10,18 uczniów na etat. Najlepiej z kolei sytuacja wygląda w SP 1 – 19,44 uczniów na jeden etat. W SP 2 – 17,07, w SP 3 – 15,27, w SP w Dretyniu – 14, w SP w Świerznie – 13,79, a w SP w Słosinku – 12,44.

Podobnie sytuacja wygląda ze świetlicami. Pomimo zmniejszenia liczby uczniów, przeorganizowania dowozu uczniów, liczba godzin nie uległa zmianie. W roku szkolnym 2017/2018 godzin w świetlicy było w siedmiu szkołach 344, a rok później 343.

Choć utrzymanie oddziałów przedszkolnych leży w gestii samorządu, tutaj także audytorki zauważyły dziwna prawidłowość. Pomimo zmniejszenia liczby dzieci, liczba oddziałów nie jest optymalna. Radzą zlikwidować po jednym czyli w sumie w całej gminie nie byłoby trzech.

Sprawdziły także, ile godzin na realizację podstawy programowej poświęcają nauczyciele w oddziałach przedszkolnych. I tak w SP 3 jest to 46,33 godzin, a w SP w Piaszczynie 27,98 godzin. Tutaj po raz kolejny należą się wyjaśnienia. Dyrektorzy szkół z opieką w świetlicach radzą sobie w dwojaki sposób. Jedni zatrudniają nowe osoby, a inni starają się godziny wypełnić swoją kadrą. I stąd ta różnica.

Audytorki zaproponowały również, by zamiast wysyłać nauczycieli na doszkalanie się, za co częściowo koszty także pokrywają szkoły, należałoby wysłać dyrektorów placówek na kursy… marketingu.

Teraz największe zadanie czekać będzie radnych. Muszą się zastanowić, co zrobić żeby zmniejszyć wydatki na funkcjonowanie szkół. Audytorki podpowiedziały.

- Musze przyznać, że byłem na urlopie i nie przeanalizowałem dokładnie audytu. Przejrzałem go pobieżnie. Na pierwszy rzut oka, fajerwerków w nim nie ma. Niektórzy spodziewali się, że w szkołach wiejskich jest tragedia i trzeba natychmiast podjąć działania. Okazuje się, że działania trzeba podjąć, ale w szkołach miejskich, bo tam głównie są główne źródła oszczędności – mówi Tomasz Borowski, przewodniczący Rady Miejskiej Miastka i dodaje, że także zauważył te 493 tys. zł po stronie wydatków na oświatę, które nie wiadomo gdzie się podziały.

Audytorki nie znalazły ich.

– To jest intrygujące. Czekamy na odpowiedź gdzie się podziały. Trzeba będzie poszukać. Nie ma wyjścia. Jak coś zginęło, trzeba to znaleźć – dodaje Borowski.

POLECAMY w SERWISIE DZIENNIKBALTYCKI.PL:

polecane: Flesz: Ukraińcy chcą więcej zarabiać

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

j
jo

sukienki sobie pokupuja

Dodaj ogłoszenie