Lokatora komunalnego gdański MOPR wysłał do kontenera. 67-letni pan Ryszard nie mógł wrócić do domu. Drzwi w mieszkaniu zostały wymienione

Jacek Wierciński
Jacek Wierciński

Wideo

Zobacz galerię (6 zdjęć)
67-letni lokator komunalny zastał wymienione drzwi z nowym zamkiem, gdy wrócił do swojego mieszkania w gdańskim Śródmieściu. Choć nie został eksmitowany, to – jak tłumaczą urzędnicy – na własną prośbę, trafił do kontenerów do kwarantanny po drodze do schroniska dla bezdomnych. Mężczyzna twierdzi, że było inaczej, a po naszej interwencji, magistrat zgłosił sprawę do prokuratury.

- Powiedziała mi, że tego samego dnia, najpóźniej do godziny 15.00, mam się zgłosić do ośrodka do kontenera, bo mam stary piec na węgiel, a obowiązuje zakaz używania paliw stałych do ogrzewania. Nie dostałem żadnej decyzji na papierze – tak wizytę pracownicy Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie relacjonuje pan Ryszard z Gdańska, który kolejne kilkanaście dni spędził w kontenerze do kwarantanny dla osób bezdomnych, skąd trafić miał do schroniska dla mężczyzn przy ulicy Równej.

Zupełnie inaczej sytuację przedstawia Urząd Miejski w Gdańsku. Według relacji tej instytucji, chodziło o tymczasowe udzielenie „wsparcia w trudnym czasie epidemii i okresie jesienno-zimowym” mężczyźnie „ze względu na zły stan zdrowia seniora, trudności z chodzeniem, złe warunki panujące w lokalu i w trosce o życiowe bezpieczeństwo”.

- Podkreślam, że pan podjął decyzję o udaniu się do tej placówki sam. Jeszcze będąc tam [w kontenerze], poinformował pracownika socjalnego, że jest zadowolony z pobytu i docelowo chce iść do schroniska – zastrzega Joanna Bieganowska z Referatu Prasowego Biura Prezydenta Gdańska.

Pan Ryszard zaprzecza tym twierdzeniom. Jednak, niezależnie od faktycznego przebiegu zdarzeń, prawdą pozostaje, że 67-latek, który w niedzielę opuścił kwarantannę, nie mógł wejść do swego mieszkania, gdzie w międzyczasie, bez jego zgody, wymieniono okna i drzwi, montując nowy zamek. Gdyby nie reakcja działaczy społecznych wylądowałby na ulicy lub w schronisku.

Sam urząd miejski zdecydował się skierować do organów ścigania zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa w tej sprawie.

Dlaczego 67-letniego lokatora komunalnego MOPR wysłał do kontenera?

Na kwarantannę do kontenerów przeznaczonych dla osób bezdomnych, mających później zostać skierowanych do schronisk, trafił pan Ryszard z Gdańska. Podobny los w czasie pandemii spotkał wcześniej dziesiątki lub setki osób, pozostających bez dachu nad głową. Jednak 67-latek miał mieszkanie komunalne, z którego do tego „izolatorium”, wysłał go Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie. W magistracie usłyszeliśmy, że mężczyzna w każdej chwili mógł wyjść do domu i to on sam poprosił MOPR o skierowanie do kontenera, a po naszej interwencji przestraszył się, że zostanie stamtąd usunięty.

Ale to dopiero początek historii, która ostatecznie trafiła do prokuratury zgłoszona przez sam magistrat.

Osiedle kontenerów przy Zielonogórskiej zwane "Nibylandią"

„Cztery domki i dziesięć kontenerów mieszkalno-użytkowych ma zapewnić wsparcie na czas epidemii dla osób w kryzysie bezdomności, które czekają na przyjęcie do schroniska, noclegowni lub domu samotnej matki w Gdańsku. W dwóch z kontenerów znajduje się ambulatorium oraz miejsce dekontaminacji, czyli rodzaj łaźni, gdzie można odkazić powierzchnię ciała i przedmiotów” - czytamy o wydzielonej strefie na terenie Gdańskiego Ośrodka Sportu przy ul. Zielonogórskiej na portalu Gdansk.pl, prezentującym informacje o mieście z perspektywy jego władz.

Mniej oficjalnie, pracownicy socjalni w swoim żargonie, małe kontenerowe osiedle nazywają Nibylandią.

Koronawirus. W Gdańsku stawiają kontenery dla bezdomnych obj...

Z siatki wysokiej około 2 metry zrobiona jest zagroda o wymiarach mniej więcej 12 na 9 metrów. Wewnątrz, zbudowany z kontenerów, tymczasowy biały pawilon z płaskim dachem, niewielkim oknem od frontu i dwoma drzwiami, przy których na kartkach przyklejono oznaczenia „domek 1A” i „domek 1B”. Dalej 3 podobne budyneczki w szeregu, w równych odstępach i w podobnych zagrodach. Na końcu jakiś rodzaj dyżurki czy pomieszczenia socjalnego. W drugim rzędzie z tyłu pomieszczenia higieniczne i służące obsłudze mieszkańców, którzy na piętrowych pryczach spędzają tu po 10 dni.

Droga pana Ryszarda do „Nibylandii”

W czwartek 5 listopada 2020 r., z domku 1A, tak jak zapowiedział przez telefon, wychodzi pan Ryszard w kurtce i klapkach. Podchodzi do płotu. Zachowuje społeczny dystans.

- We czterech mieszkamy. Trochę nudno, ale telewizor jest, książki są. Z kolegami? Dobrze. Bardzo dobre jedzenie – chwali 67-latek, gestem ręki pokazując, że porcje uczciwe, a dopytywany, czy zdarzają się odwiedziny bliskich odpowiada, powoli licząc na palcach: - Kolega raz, dwa, trzy razy był. W ciągu 2 tygodni, to wcale nie tak źle. W środku - ciepło. Tylko papierosów brakuje. Za mało ich jest, a wyjść nie można. Nie jest tu źle, nawet sympatycznie, mimo tego zamknięcia. Tylko nie rozumiem, czemu tu jestem. Jak mnie wypuszczą? To chcę wrócić do mieszkania.

O (względne) szczegóły jego drogi do kontenera dopytujemy po kilka razy, telefonicznie. Twierdzi, że właśnie kończy kwarantannę w domku, postawionym na trawniku z wydeptaną ścieżką niewielkiego spacerniaka za Biskupią Górką.

- Mieszkam przy ulicy [dokładny adres w gdańskim Śródmieściu]. To mieszkanie komunalne, a ja mam wyrok eksmisyjny. Nie pamiętam, kiedy zapadł, ale już dawno. Nie wiem też, czy mam prawo do lokalu socjalnego, a dokumenty zostały w domu – jeszcze wolniej, opowiada pan Ryszard. - Nie płaciłem czynszu, tylko czasem wpłacałem drobne kwoty po 100 czy 200 złotych.

W piątek 23 października 2020 r. przyszła do mnie pani z Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie, z którą wcześniej miałem kontakt. Nie pamiętam jak się ta pani nazywa. Powiedziała mi, że tego samego dnia, najpóźniej do godziny 15.00, mam się zgłosić do ośrodka do kontenera, bo mam stary piec na węgiel, a obowiązuje zakaz używania paliw stałych do ogrzewania. Nie dostałem żadnej decyzji na papierze. Wydawało mi się to trochę dziwne, ale rzeczywiście o 14.45 zgłosiłem się do dyżurki ośrodka, gdzie zostałem przyjęty i wciąż przebywam. Mieszkanie zostawiłem zamknięte. Trwa teraz remont kamienicy, a robotnicy mnie kojarzą, więc chyba nie pozwoliliby nikomu wynieść moich rzeczy czy zająć mieszkania. Z ośrodka, z tego co wiem, zostanę zwolniony w niedzielę 8 listopada. Chcę wtedy wrócić na [adres] – deklaruje pan Ryszard.

Rzeczywiście, samodzielne wejście do jego lokalu jest zagrodzone rusztowaniami ekipy budowlanej, tymczasową siatką ogrodzenia i taśmą ostrzegawczą.

Droga pana Ryszarda do kontenerów, według urzędników

Również w czwartek 5 listopada, około południa, pytania w tej sprawie, razem z relacją 67-latka i prośbą o pisemne odniesienie się do sytuacji, przesyłamy do Urzędu Miejskiego w Gdańsku. Pytamy m.in. o to:

  • W jakim trybie Pan Ryszard został skierowany do kontenerów, które przeznaczone miały być dla osób w kryzysie bezdomności?
  • Kiedy zakończy się kwarantanna Pana Ryszarda i czy po jej zakończeniu będzie mógł on wrócić do mieszkania?
  • Czy do kontenerów, oprócz Pana Ryszarda, kierowane były inne osoby z mieszkań komunalnych lub socjalnych, a jeśli tak to z jakich powodów oraz czy po zakończeniu kwarantanny osoby te mogły wrócić do swoich lokali?

W piątek po południu, telefonicznie - z zastrzeżeniem, że to rozmowa nie do publikacji - urzędnicy przedstawiają nam swoją relację. Wynika z niej, że to pan Ryszard zadzwonił do pracownika MOPR z prośbą aby ten pracownik przyszedł i wypisał dla niego specjalne skierowanie na kwarantannę do kontenerowego ośrodka. Miał tłumaczyć, że jest mu to teraz – w okresie jesiennym - potrzebne ze względu na trudne warunki mieszkaniowe. Wcześniej mężczyzna rzekomo wielokrotnie odrzucał propozycje remontu.

Natomiast już po naszej interwencji, zapytany przez pracowników obsługujących kontenery, pan Ryszard miał zaprzeczyć, by kiedykolwiek kontaktował się z „Dziennikiem Bałtyckim” i rozmawiał z reporterem. Według magistratu, 67-latek w każdej chwili może wrócić do mieszkania w kamienicy, a teraz wystraszył się, że zostanie wyrzucony z kontenerów. Jak słyszymy - co jest zgodne z prawdą - nie ma żadnych przepisów, które wiązałyby potencjalną eksmisję z piecem węglowym, a obowiązujące w okresie pandemii prawo zakazuje eksmisji.

Ze względu na tak znaczne rozbieżności i niejasną sytuację oraz brak dokumentów w piątek wstrzymaliśmy publikację tego materiału. W dobrej wierze, zaufaliśmy uspokajającym słowom pracowników magistratu, którzy wskazywali na nieporozumienie. Nie naciskaliśmy również na pisemne, autoryzowane stanowisko Urzędu Miejskiego w Gdańsku.

By nie powodować dodatkowego stresu u, ponoć przestraszonego całą sytuacją, a do tego schorowanego i wiekowego, pana Ryszarda zdecydowaliśmy się też – na tym etapie - nie niepokoić go kolejnymi telefonami. Mężczyzna, choć znał nasz numer kontaktowy, również nie dzwonił.

Porozmawialiśmy z pracownikiem na co dzień zajmującym się w mieście osobami bezdomnymi, który nie krył zdziwienia opisywaną sprawą.

- Zdarza się, że osoby w kryzysie bezdomności, chętne by trafić do schroniska, czekają po kilka dni na umieszczenie w kontenerach do kwarantanny bo nie ma dla nich miejsc. Pan Ryszard jest lokatorem komunalnym i ma gdzie mieszkać, więc nie kwalifikował się do ulokowania tam. To wszystko brzmi absurdalnie i nie wiem w jakim trybie, czy na jakiej podstawie, zapadła decyzja o skierowaniu go do ośrodka przy Zielonogórskiej – usłyszeliśmy.

Nowe drzwi w mieszkaniu, schronisko czeka

Rankiem, w niedzielę 8 listopada 2020 r., pan Ryszard rzeczywiście opuszcza kwarantannę. Przywieziony samochodem, przez przyjaciół, w swoim mieszkaniu zastaje wymienione okna i drzwi. Jego klucz nie pasuje do nowego zamka. Stare drzwi, do których klucz pasuje, leżą na ziemi kilka metrów od rusztowania obok worków z gruzem. Na miejscu pojawiają się lokalni działacze Ruchu Sprawiedliwości Społecznej i gdańskiej inicjatywy Jedzenie Zamiast Bomb.

- Nikt mnie o nic nie pytał – odpowiada pan Ryszard, siedząc przed kamienicą otulony kocem, gdy pojawia się wątek jego rozmowy z pracownikami ośrodka z kontenerami, o której opowiadali urzędnicy. Później, kiedy przedstawiamy mu usłyszaną od pracowników magistratu relację zdarzeń, powtarza jeszcze kilka razy: - To nieprawda.

- Od kierowniczki dostali zlecenie, żeby go przyjąć - mówi aktywista z grupy Jedzenie Zamiast Bomb, który twierdzi zaś, że przed chwilą dzwonił do Schroniska św. Brata Alberta dla bezdomnych mężczyzn przy ulicy Równej w Gdańsku, gdzie usłyszał, że czekają na pana Ryszarda, który miał się do nich zgłosić.

Około godziny 15 przyjeżdża, wezwany patrol policji, który sporządza notatkę. Pan Ryszard nie ma przy sobie żadnych dokumentów, które dowodziłyby, jego możliwości powrotu do lokalu. Tłumaczy, że wszystkie zostały wewnątrz. Telefony działaczy do ślusarzy dyżurujących w niedzielę, nie przynoszą skutku. Fachowcy tłumaczą, że nie są przekonani, co do legalności wymiany zamków, która ma oznaczać przewidziane w prawie „przywrócenie posiadania” niezwłocznie po jego samowolnym naruszeniu.

„Schronisko dla bezdomnych mężczyzn”, czyli „placówka opieki”

Dopiero przed godziną 20 udaje się wymienić zamki, a 67-latek przynosi ze środka grubą teczkę dokumentów, które zawierają jego nazwisko, jako adresata wielu pism wysyłanych na adres mieszkania w Śródmieściu.

Na miejscu pojawia się mężczyzna, który przedstawia się jako pracownik MOPR dobrze orientujący się w sytuacji pana Ryszarda.

- Gdyby pan znał tę sprawę gwarantuję panu, że miałby pan na ten temat inne zdanie – próbuje przekonać jednego z aktywistów i tłumaczy, że o zdarzeniach dowiedział się z forum na portalu społecznościowym (sprawdziliśmy - wpisy na temat pana Ryszarda, rzeczywiście wcześniej tego dnia pojawiły się w internecie).

A w innym momencie wyjaśnia:

- Myśmy chcieli panu, żyjącemu w takich warunkach, na szybko zapewnić ciepło i opiekę, a ten pan tego chciał...

- Jak rozmawialiśmy z tym panem to on był zupełnie zdezorientowany. Nie wiedział co się z nim stanie. Kompletnie nie miał świadomości, że zrzekł się swojego mieszkania – mówi z kolei jeden z działaczy.

- Ale moment. Jakie „zrzekł się mieszkania”? - pyta pracownik socjalny.

- Słucham?

- Przecież tu nikt nie mówi o zrzeczeniu się mieszkania! - kontynuuje.

- To, co się stało?

- To było doraźne zabezpieczenie, tej – trudnej dla niego sytuacji. Zresztą, na jego prośbę. Nie można tak patrzeć, że: jak pan chce trafić do izolatorium – to źle, a jak chce wrócić: to dobrze. Nam mówił, że chce być tam i, wtedy, tam dostał miejsce.

- Ale proszę pana, pan Ryszard tu stoi obok. Chce go pan teraz zapytać?

- Nie. Nie. Pan mnie nie rozumie, pan Ryszard może zmienić zdanie…

Dyskusja trwa bardzo długo.

Warto zaznaczyć, że pracownik MOPR wyraźnie zastrzega, że to nie jego ośrodek odpowiada za remont prowadzony w kamienicy, a tym samym wymianę drzwi i zamka, która dla 67-latka oznaczać mogą bezdomność albo „schronisko dla bezdomnych” - jak mówią aktywiści czy „placówkę opiekuńczą” - jak mówi urzędnik, który dopytuje:

- Byliście w środku? - wskazując bardzo zapuszczone wnętrze mieszkania pozbawionego prądu. - Wdzieliście jakie tam są warunki? Jak długo znacie tego pana i ile wiecie o jego sytuacji?

- To nie dałoby się temu panu pomóc tutaj na miejscu?

W wymianie zdań uczestniczy również Joanna Sobańska z Ruchu Sprawiedliwości Społecznej, która przekonuje:

- Naprawdę trudno nam w to uwierzyć, a wiele już w Gdańsku widziałam, że najprawdopodobniej odbywa się tu nielegalna urzędnicza eksmisja. Dobroduszny staruszek zawierzył autorytetowi urzędniczemu i zastosował się do poleceń MOPR. Fortelem chciano go uczynić osobą bezdomną, umieścić w ośrodku. Będziemy pomagać panu Ryszardowi teraz, i w kolejnych tygodniach: w sprawach życiowych oraz w komunikacji z urzędami. Trzeba go przywrócić społeczeństwu!

Tymczasowe rozwiązanie i prokurator

- Pracownik socjalny zaproponował starszemu panu tymczasowe rozwiązanie, w postaci schronienia w placówce dla osób bezdomnych, poprzedzone 10-dniową izolacją w placówce do tego przystosowanej. Kierował się wrażliwością i troską o seniora – zaznacza Joanna Bieganowska z Referatu Prasowego Biura Prezydenta Gdańska, która tłumaczy, propozycja została przekazana panu Ryszardowi w trakcie wizyty w mieszkaniu 22 października, „ze względu na jego zły stan zdrowia seniora, trudności z chodzeniem, złe warunki panujące w lokalu i w trosce o życiowe bezpieczeństwo podopiecznego”.

I dodaje:

- Chodziło o udzielenie mu wsparcia w trudnym czasie epidemii i okresie jesienno-zimowym. Pan zgodził się na to rozwiązanie na piśmie. Złożył też oświadczenie, że sam się uda do placówki izolacyjnej. Ma ona dobry standard, było w niej wolne miejsce, więc można było udzielić tego wsparcia. Przyznał, że to dobre, czasowe rozwiązanie. Dostał też informację, że może wrócić do domu, jeśli się rozmyśli. To jest wyłącznie jego decyzja i jego wybór.

Jak zaznaczają urzędnicy, ustawa o pomocy społecznej w ekstremalnych, trudnych życiowo, bytowo, mieszkaniowo sytuacjach przewiduje takie rozwiązanie i zdarzało się także wcześniej, że osoby z meldunkiem schronienie otrzymały w placówce dla osób bezdomnych. Według magistratu, kwarantanna polegająca na izolacji w kontenerowej placówce (której zakup wynikał z zaleceń wojewody pomorskiego i odpowiedniego ministerstwa) wynika z obostrzeń epidemiczno-sanitarnych i obowiązujących w tym zakresie przepisów.

- Podkreślam, że pan podjął decyzję o udaniu się do tej placówki sam. Jeszcze będąc tam, poinformował pracownika socjalnego, że jest zadowolony z pobytu i docelowo chce iść do schroniska – zastrzega Joanna Bieganowska.

Zwraca także uwagę, że, choć wobec Pana Ryszarda sąd w marcu 2018 r. orzekł wyrok opróżnienia i opuszczenia lokalu bez prawa do lokalu socjalnego, to ostatnie zdarzenia nie miały związku z tamtym orzeczeniem.

- Odnosząc się do kwestii wymiany stolarki okiennej i drzwiowej to przeprowadzenie tych prac we wskazanym lokalu, będącym własnością Gminy Miasta Gdańska, nastąpiło bez zgody właściciela i stanowiło działanie nieuprawnione, wypełniające znamiona przestępstwa określonego w art. 193 kodeksu karnego [naruszenie miru domowego]. Gdańskie Nieruchomości postanowiły skierować w tej sprawie zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, w celu wyjaśnienia zaistniałej sytuacji – słyszymy.

Lokatora komunalnego gdański MOPR wysłał do kontenera. 67-le...

Według naszych ustaleń, gruntowną modernizację kamienicy pana Ryszarda, na zlecenie wspólnoty mieszkaniowej, prowadzi prywatna firma. Prace są elementem realizacji projektu „Rewitalizacja Biskupiej Górki i Starego Chełmu w Gdańsku” współfinansowanego z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego. Zaś członkiem wspólnoty, która złożyła zamówienie na roboty budowlane – w tym m.in. wymianę stolarki - w budynku są zarządzające dla magistratu wszystkimi lokalami komunalnymi w mieście Gdańskie Nieruchomości, do których należy też mieszkanie 67-latka.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie