Lewy spirytus przed sądem

    Lewy spirytus przed sądem

    Marcin Kamiński

    Dziennik Bałtycki

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    Przed Sądem Okręgowym w Słupsku rozpoczął się proces grupy przestępczej, która zajmowała się nielegalnym oczyszczaniem przemysłowego alkoholu i przerabianiem go na spożywczy spirytus. Według prokuratury oskarżeni mieli przerobić 166 tysięcy litrów alkoholu o wartości ponad 13 mln zł. Skarb Państwa na tej operacji miał stracić ponad 7 mln z tytułu niezapłaconego podatku akcyzowego.
    Według aktu oskarżenia, zorganizowaną grupę przestępczą tworzyły cztery osoby: elektromechanik Janusz B., kierowca Łukasz K., mechanik Michał K. i sprzedawczyni Małgorzata P., która kiedyś prowadziła działalność gospodarczą. Pomagała im w tym matka Małgorzaty, Jolanta P. Jej pomoc polegać miała na użyczeniu dostawczego mercedesa, którym dowożono rozcieńczalnik do rozlewni, znajdującej się w miejscu dawnej lisiej fermy w podsłupskim Zajączkowie.

    Oskarżeni odpowiadają z wolnej stopy. Wczoraj żaden z nich nie przyznał się do zarzucanych czynów. Odmówili też składania wyjaśnień i odpowiedzi na pytania prokuratora. Wczoraj można było się jedynie dowiedzieć z postępowania prokuratorskiego, że dwaj z oskarżonych w ramach dorywczych prac świadczyli usługi na rzecz jednej ze słupskich firm, sprowadzającej rozcieńczalnik.

    - Ograniczały się one jedynie do przelewania rozcieńczalnika z dużych pojemników do mniejszych lub przywożenia go podstawianym mercedesem - wyjaśniali Janusz B. i Łukasz K.

    - Do Zajączkowa trafiłem przypadkiem, bo szef baru, w którym pracowałem, pozwolił mi wziąć drewno do palenia w piecu. Kiedy tam przyjechałem, zatrzymała mnie policja - tłumaczył z kolei Michał K.
    Jolanta P. nie złożyła żadnych wyjaśnień. Stwierdziła jedynie przed sądem, że mercedesa kupionego na kredyt wynajmowała na umowę.

    - Odprowadzałam od tego podatki - dodała.

    Jej córka, Małgorzata, stwierdziła w śledztwie, że miała firmę, która sprowadzała rozcieńczalnik w celu dalszej sprzedaży.

    Za udział w zorganizowanej grupie przestępczej grozi do 5 lat więzienia. Zarzuty z kodeksu karno-skarbowego są zagrożone karą do 3 lat więzienia i grzywną. Za czyny ścigane z ustawy o wyrobie alkoholu etylowego oraz wytwarzaniu wyrobów tytoniowych grozi do 2 lat więzienia i grzywna.

    Do środy, mimo wysłania do sądu aktu oskarżenia przeciwko pięciu osobom, nie udało się ostatecznie zamknąć sprawy rozlewni w Zajączkowie. Ciągle poszukiwany jest listem gończym Włodzimierz P., który był mózgiem całego przedsięwzięcia. Aby proces mógł ruszyć, jego sprawę wyłączono do odrębnego postępowania. Wczoraj przerwany proces będzie kontynuowany w październiku, sąd zacznie wówczas przesłuchiwać świadków.

    To nie jedyny proces dotyczący oczyszczania alkoholu. Prawdopodobnie niedługo rozpocznie się kolejny. Tym razem na ławie oskarżonych zasiądzie trzech słupszczan zajmujących się tym procederem: 39-letni Marek P., 32-letni Wojciech O. oraz 27-letni Adam J. Wszyscy oczyszczali spirytus techniczny i rozlewali go do plastikowych pojemników oraz butelek. Grozi im do 3 lat więzienia.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo