MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Lechia przegrała w Łodzi i puchary mocno oddaliły się od gdańszczan

Redakcja
Piotr Grzelczak (z prawej) raz uciekł defensorom Lechii i w efekcie gdańszczanie wrócili z Łodzi bez punktów
Piotr Grzelczak (z prawej) raz uciekł defensorom Lechii i w efekcie gdańszczanie wrócili z Łodzi bez punktów
Lechia wróciła z Łodzi bez punktów. Biało-zieloni przegrali z Widzewem 0:1 i szanse na grę w europejskich pucharach mają znikome. Gdańszczanie musieliby wygrać w ostatniej kolejce u siebie z Zagłębiem Lubin i jednocześnie liczyć na porażkę Jagiellonii Białystok u siebie z Ruchem Chorzów albo Śląska Wrocław z Arką Gdynia. Gdyby tak się stało, to na pewno byłaby to spora niespodzianka.

Mecz w Łodzi miał duże znaczenie dla obu zespołów. Lechia mogła już zapewnić sobie miejsce w europejskich pucharach. Musiała jednak pokonać Widzew i liczyć na to, że Śląsk Wrocław przegra w Chorzowie z Ruchem, a Górnik Zabrze nie wygra w Kielcach z zespołem Korony. Jednak nawet gdyby tak się nie stało, to zwycięstwo biało-zielonych powzoliłoby im utrzymać trzecie miejsce w tabeli i nadal wszystko mieliby w swoich rękach.

Jednak i łodzianie mieli o co walczyć, bo wygrywając z Lechią, też mogli włączyć się do rywalizacji o europejskie puchary, a gdyby zwyciężyli 2:0, to nawet wyprzedziliby gdańszczan w ligowej tabeli.
- Przede wszystkim jesteśmy na etapie budowania zespołu. Te puchary wcale nie są nam aż tak bardzo potrzebne, bo trzeba wcześniej rozpocząć przygotowania do sezonu, krótsze urlopy dla piłkarzy, a do tego pierwszy mecz pucharowy już pod koniec czerwca. Wszystkie kwestie organizacyjne trzeba byłoby szybko poukładać. Każdy chciałby mieć taki problem i my także, więc jeśli pojawi się szansa, to postaramy się ją wykorzystać - zapewniał Czesław Michniewicz, szkoleniowiec Widzewa.

W gdańskim zespole za żółte kartki nie mógł zagrać Deleu. W miejsce Brazylijczyka na prawej obronie wystąpił Marcin Pietrowski, a z kolei jego miejsce w środku pola zajął Lewon Hajrapetjan.
Widzew nie zamierzał rezygnować z walki o czołowe miejsca w lidze i od początku spotkania szukał okazji do strzelenia gola. W czterech ostatnich meczach podopieczni trenera Michniewicza zdobyli aż dziesięć punktów i chcieli kontynuować dobrą passę. Już jedna z pierwszych akcji gospodarzy przyniosła im gola. W 4 minucie podawał Riku Riski, błąd popełnił Krzysztof Bąk, który nie przejął piłki, a w sytuacji sam na sam z Pawłem Kapsą futbolówkę do siatki skierował Piotr Grzelczak. Odpowiedź biało-zielonych mogła być natychmiastowa. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego strzelał Luka Vućko, ale trafił w poprzeczkę. Piłkarze Lechii cały czas szukali okazji do wyrównania i ich ataki były coraz groźniejsze. Bartosz Kaniecki kilka razy pokazał, że faktycznie jest utalentowanym bramkarzem. W ogóle mecz rozgrywany był w dobrym tempie i mógł się podobać. Widzew był groźny w ofensywie, ale w obronie się gubił. Gdańszczanie czekali na błędy gospodarzy, ale kiedy już dochodzili do sytuacji strzeleckich, to nie potrafili ich wykorzystać. Na bramkę łodzian strzelali Ivans Lukjanovs i Paweł Nowak, ale bez efektu. Z kolei tuż przed przerwą gospodarze mogli podwyższyć wynik. Po podaniu Grzelczaka już pustą bramkę miał Krzysztof Ostrowski, ale w ostatnim momencie z interwencją zdążył Vytautas Andriuskevicius. '

W drugiej połowie piłkarze Lechii przystąpili do zdecydowanych ataków. Gdańszczanie znacznie dłużej utrzymywali się przy piłce i momentami zamykali gospodarzy na ich połowie boiska. Tego dnia jednak skuteczność była największym mankamentem biało-zielonych. Widzew nie tylko się bronił, ale szukał okazji do kontry i takie wypady w wykonaniu miejscowych piłkarzy były bardzo niebezpieczne. Gospodarze domagali się karnego, kiedy ich zdaniem Bąk zagrał piłkę ręką. Sędzia kazał grać dalej. Z drugiej strony, w 65 minucie, gola strzelił Marko Bajić, ale arbiter odgwizdał spalonego. Jeśli był to minimalny. Lechia nie miała szczęścia do końca spotkania, bowiem po strzale Vućko łódzką drużyną uratował słupek, a tuż przed końcem Abdou Razack Traore posłał futbolówkę w poprzeczkę. Z drugiej strony boiska, już w doliczonym czasie gry, sam na sam z Kapsą znalazł się Sebastian Radzio, ale przegrał pojedynek z bramkarzem biało-zielonych.

- Mecz mógł się podobać. Było dużo sytuacji, ale żadnej nie wykorzystaliśmy. I dlatego przegraliśmy - powiedział Tomasz Kafarski, trener Lechii.
- Wygraliśmy z dobrym zespołem. Tym razem szczęście nam dopisało. Lechia miała więcej sytuacji, ale to my wygraliśmy. Została jedna kolejka, w której wiele się może zdarzyć - uważa Michniewicz.

Widzew Łódź - Lechia Gdańsk 1:0 (1:0)
Bramki: 1:0 Piotr Grzelczak (4)
Widzew: Kaniecki - Budka, Szymanek, Zalepa, Dudu - Ostrowski (46 Ben Radhia), Broź, Panka, Riski (46 Sernas) - Dzalamidze I (78 Radzio I), Grzelczak
Lechia: Kapsa - Pietrowski, Bąk, Vućko, Andriuskevicius - Bajić (67 Buval), Surma, Hajrapetjan (77 Sazankow) - Nowak, Lukjanovs, Traore
Sędziował: Szymon Marciniak (Płock)
Widzów: 7500

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na dziennikbaltycki.pl Dziennik Bałtycki