„Kto się boi Virginii Woolf?” w Teatrze Wybrzeże [RECENZJA, ZDJĘCIA]

Grażyna Antoniewicz
"Kto się boi Virginii Woolf?” w Teatrze Wybrzeże Przemek Świderski
Po premierze „Kto się boi Virginii Woolf?” Edwarda Albeego w Teatrze Wybrzeże. Powstał spektakl znakomity. Brawa zwłaszcza dla aktorów!

Sztuka Edwarda Albeego „Kto się boi Virginii Woolf?” od daty słynnej prapremiery w Teatrze Wybrzeże, a był to rok 1965 - grana jest w całej Polsce. Nic dziwnego, w tym trzyaktowym dramacie (nieco rozgadanym), mamy znakomite role dla czwórki aktorów i świetne, błyskotliwe dialogi. Reżyser Grzegorz Wiśniewski postanowił zmierzyć się z kultowym dla gdańskiej sceny tekstem i... powstał spektakl znakomity. Gasną światła na widowni, na ekranie kreskówka, potem do ciemnego pokoju wchodzi Marta (Dorota Kolak), nucąc „Kto się boi Virginii Woolf”. Widząc męża George’a (Mirosław Baka), mówi: Ale nora.

„Kto się boi Virginii Woolf?” w Teatrze Wybrzeże. Rozmowa z Mirosławem Baką [ZDJĘCIA]

Te błahe słowa stają się pretekstem do złośliwej wymiany zdań, sprzeczki. Panie na widowni doskonale wiedzą, że każdy pretekst jest dobry. George wykłada historię na prowincjonalnej uczelni, której rektorem jest ojciec Marty. To główni bohaterowie tej sztuki.

Jest druga w nocy, za chwilę zjawią się goście - nowy wykładowca na wydziale biologii Nick (Piotr Biedroń) z żoną Honey (Katarzyna Dałek).

George nie ma ochoty na wizytę o tej porze, ale Marta informuje go, że: „Tatuś chciał, żebyśmy byli dla nich mili”, a skoro tatuś chciał... więc zaczyna się przewrotna, piekielnie inteligentna gra - walka, w której nie obowiązują żadne reguły, jest tylko jedna zasada - dokopać przeciwnikowi.

Reżyser Grzegorz Wiśniewski wyeksponował postać Georga, skupił na nim wszystkie światła, ale do końca nie wiemy, czy jest to bezwolny karierowicz, a może dręczony przez nadużywającą alkoholu żonę nieszczęśliwy naukowiec? Wydaje się łagodnym intelektualistą, ale za chwilę staje się cyniczny, bezwzględny i okrutny. Bez skrupułów wykorzystuje brak doświadczenia Nicka, czy głupotę Honey, aby okazać im swoją pogardę. Nasza sympatia raz jest po stronie Marty, raz po stronie George’a. Z zaciekawieniem śledzimy to, co dzieje się na scenie i nagle znika „czwarta ściana”, lądujemy w środku piekielnego kotła, gdzie aż kipi od emocji.

Nie ma w tym przedstawieniu krzyku, agresja czy złość wyrażona jest oszczędnymi środkami wyrazu, intonacją, gestem. Dorota Kolak jako Marta stworzyła wyjątkowo interesującą postać kobiety rozczarowanej - mąż nie zrobił kariery, nie mają dzieci. Jej słabością jest alkohol i młodzi mężczyźni. Poniżanie męża, drwina to pewien rytuał. W pewnym momencie pyta: - Co się z tobą dzieje, George? Poddajesz się, George? On odpowiada: Nie... nie, po prostu muszę wymyślić inne sposoby walki z tobą.

Za tą okrutną grą - walką kryje się chyba jednak miłość, a może jedynie wspomnienie o niej. Świetnie zagrali Katarzyna Dałek i Piotr Biedroń. Barbara Hanicka jako scenograf zrobiła maksimum, by całą uwagę skupić na aktorach. Jednocześnie precyzyjnie zaznaczyła miejsce akcji. Podobały mi się kostiumy, zwłaszcza Honey „á la Myszka Minnie”.

Zgrzytem jest golizna aktorek na scenie. Nie razi mnie, raczej nudzi zbyt często stosowana.

Kończy się spektakl, noc pełna wzajemnych oskarżeń, gierek, rozwianych złudzeń dobiega końca. Czy coś się zmieni w życiu Marty i George’a? Warto zobaczyć ten spektakl, przede wszystkim dla znakomitej gry aktorów.

grazyna.antoniewicz@polskapress.pl

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie