Kobiety nie powinny prosić o cięcie cesarskie [ROZMOWA]

rozm. Jolanta Gromadzka-Anzelewicz
Prof. dr hab. med. Krzysztof Preis
Prof. dr hab. med. Krzysztof Preis Archiwum
Z prof. dr. hab. med. Krzysztofem Preisem, kierownikiem Kliniki Położnictwa w Szpitalu Kliniczna, rozmawia Jolanta Gromadzka-Anzelewicz.

Wskaźnik umieralności okołoporodowej noworodków plasuje Pomorze na ostatnim miejscu w kraju...
To prawda. Od pewnego czasu mamy wskaźnik umieralności okołoporodowej noworodków najwyższy w Polsce. Trzeba jednak wiedzieć, że na ten wskaźnik składa się umieralność przed- i poporodowa, a nawet śródporodowa, czyli w trakcie porodu, za którą odpowiadają położnicy. Ta ostatnia jest wyjątkowo niska, ponieważ znaczna większość porodów, z pewnymi wyjątkami, odbywa się w szpitalach, a więc w warunkach najbardziej bezpiecznych. Czym innym jest umieralność przedporodowa i ona przede wszystkim zawyża ten wskaźnik.

Wskaźnik ten oznacza, że zwiększa się liczba noworodków, które rodzą się martwe. Dlaczego?
Ma to związek z jakością opieki przedporodowej - tym, czy ciąża jest prowadzona poprawnie, czy są zlecane wszystkie potrzebne badania, czy USG jest wykonywane prawidłowo itp. Paradoksalnie - im lepsza jest opieka przedporodowa, tym większa umieralność poporodowa. Bo jeżeli ciążę diagnozuje się poprawnie i nie dopuszcza się do obumarcia wewnątrzmacicznego płodu, to automatycznie część noworodków udaje się uratować, ale część ginie, głównie z powodu wcześniactwa. Bo jeżeli szybko wykrywamy zagrożenie i potem wcześnie kończymy ciążę, by „wyjąć” dziecko żywe, to nie zawsze się udaje utrzymać je przy życiu.

Co źle działa w tej opiece nad kobietą w ciąży?
Kiedyś, gdy funkcjonowały tak zwane zespoły opieki zdrowotnej, ordynator oddziału położniczo-ginekologicznego w szpitalu sprawował nadzór merytoryczny nad poradniami tej specjalności w swoim rejonie. Teraz rejonów nie ma. Do ordynatora nie wraca więc informacja, jak ta opieka ambulatoryjna działa, czy trzeba w niej coś poprawić. Kobiety w ciąży są prowadzone przez ginekologów w poradniach podstawowej opieki zdrowotnej, w gabinetach prywatnych. Rozporządzenie ministra zdrowia z 2012 roku wyraźnie określa, jakie badania powinny być wykonane na każdym etapie ciąży, ale to generuje koszty, a wiadomo, że w opiece ambulatoryjnej nikt nie jest zainteresowany, by wydać więcej, niż się na pacjencie zarobi. Tak więc pacjentki nie są kierowane na przykład na badania ultrasonograficzne dopplerowskie, które z dużym wyprzedzeniem identyfikują zagrożenie patologią, a nawet śmiercią płodu. Nie mamy natomiast wpływu na infekcje, głównie wirusowe, na przykład w lutym mieliśmy z tego powodu wręcz falę ciąż obumarłych.

Statystyki wskazują też, że mamy wręcz epidemię cięć cesarskich. W szpitalu w Człuchowie na 334 porody - 167 odbyło się na drodze cesarskiego cięcia.
Człuchów nie pobił jeszcze rekordu Szpitala Swissmed (nie prowadzi już oddziału położniczego), w którym ponad 60 procent ciąż rozwiązywano za pomocą cięcia cesarskiego, co jest niedopuszczalne na oddziale położniczo-ginekologicznym tak zwanego I poziomu referencyjnego, gdzie powinny się odbywać tylko porody fizjologiczne. Bardziej skomplikowane przypadki powinny być przekazywane do szpitali, gdzie funkcjonują oddziały II i III poziomu referencyjnego, dysponujące odpowiednim wyposażeniem i kadrą. Co do wywołanego tu oddziału w Człuchowie - to przy liczbie porodów poniżej 500 rocznie, zgodnie z wytycznymi Nadzoru Krajowego jego istnienie jest nieuzasadnione. Gdyby trzymać się tych reguł, powinien on zostać zamknięty, oczywiście w części położniczej, bo ginekologia nadal może tam istnieć. Niestety, w ciągu ostatnich dwóch lat nie było na Pomorzu woli weryfikacji funkcjonowania systemu trójstopniowej opieki, stąd takie przypadki. Daleki jestem od przypisywania jakichś nadużyć oddziałowi, ale sytuacja, w której wskaźnik cięć jest tak wysoki, wymaga kontroli konsultanta wojewódzkiego. Dane mówiące o tak wysokim odsetku cięć wskazują, które oddziały pracują niepoprawnie. Jest ich na Pomorzu więcej. Ale szczęśliwie, są to tylko wyspy.

To znaczy?
Na szczęście - poza miejscami dotkniętymi tą epidemią, województwo pomorskie ma najniższy odsetek cięć cesarskich w Polsce, wynoszący 32,8 procent. Oznacza to, że inne szpitale rzetelnie kwalifikują pacjentki do porodu drogami natury i cięcia cesarskiego i tym samym niwelują wspomnianą patologię z nawiązką.

Dlaczego tak krytycznie podchodzi się do cięcia cesarskiego?
To jest właśnie bardzo ciekawy paradoks. Wbrew temu, co się dziś coraz częściej uważa, poród drogami natury jest najzdrowszy zarówno dla matki, jak i dla noworodka. Podczas przechodzenia przez kanał rodny dziecko doznaje bowiem pewnego stresu, ale mieszczącego się w granicach fizjologii, pod wpływem którego dochodzi do wyrzutu substancji powodujących ostateczne dojrzewanie płodu.

Obiegowa opinia mówi, że przechodząc przez ten kanał, dziecko się bardzo męczy...
I bardzo dobrze, musi się męczyć. Dziecko, które nie przejdzie tego stresu, ma mniej dojrzałe płuca, nie dozna tego fizjologicznego niedotlenienia, które temu towarzyszy, rodząc się, nie wie, że czas już oddychać. Bo oddech rusza, gdy się zwiększa stężenie dwutlenku węgla. Jeżeli dziecko zostaje podczas cięcia cesarskiego wyjęte, musi podlegać czasem resuscytacji, ląduje w inkubatorze, choć jest duże i urodziło się o czasie. Tłumaczę więc pacjentkom, że to, że noworodek rodzi się siny i zmaltretowany, jest fizjologią. Oczywiście, w pewnych w granicach, których przekroczyć nie wolno. Dlatego ostatnia faza porodu jest ściśle monitorowana. Tak więc to kobiety powinny się starać urodzić naturalnie, a nie prosić lekarzy o cięcie cesarskie.

Kobiety o tym nie wiedzą, za to boją się bólu...
Rzeczywiście, strach przed bólem jest częstym powodem żądania przez kobietę cięcia cesarskiego. A trzeba pamiętać, że jest to operacja obarczona ryzykiem powikłań po znieczuleniu i po cięciu chirurgicznym, na przykład zespołu popunkcyjnego, infekcji narządu rodnego. Fakt, że w Polsce umiera po porodzie tak mało kobiet, wynika z tego, że rodzą one w szpitalach, ale zgony, które się zdarzają, mają związek właśnie z cięciami cesarskimi.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

l
lek

Położnicy są producentami uszkodzonych noworodków, ponieważ obłudnie czekają na poród siłami natury a zwlekają z cięciem cesarskim w oczekiwaniu na łapówkę. W efekcie dzieci przychodzą na świat głęboko niedotlenione z tzw zamartwicą. Co dalej to już wiemy.

g
gdanszczanin

Niestety Klniczna to najgorszy szpital położniczy a lekarzy podejście do pierworódek woła o pomstę . Kiedy moja córka miła rodzić zobaczywszy i usłyszawszy teksty medyków nie pozostało nic innego jak płatny rodzinny poród by warunki i podejście były jak należy, no i proszę za kasę było naprawdę okej.

Dodaj ogłoszenie