Kiedy dziecko jest gotowe na przedszkole? Jak wybrać najlepszą placówkę? Podpowiada Mikołaj Marcela, propagator nowoczesnej edukacji

Monika Jankowska
Monika Jankowska
Mikołaj Marcela
Mikołaj Marcela fot. nadesłane
Marzec to zwyczajowy czas rekrutacji do przedszkoli. Czy przedszkole będzie dobrym rozwiązaniem dla każdego dziecka? Jakie przedszkole możemy wybrać zamiast tradycyjnej placówki? I jak pobudzać rozwój dziecka, jeżeli jednak wolimy, by zostało ona z nami w domu. Na pytania odpowiada Mikołaj Marcela - pisarz, nauczyciel akademicki, promotor innowacyjnych metod nauczania. Niedawno ukazała się książka "Jak zapewnić swojemu dziecku najlepszy start. Edukacja i rozwój zgodne z naturalnymi potrzebami przedszkolaka", której jest współautorem.

Trwa rekrutacja do przedszkoli. Zazwyczaj rodzice wysyłają do nich dzieci, kiedy te osiągną odpowiedni wiek – najczęściej trzech lat w przypadku placówek publicznych. Czy wiek powinien być jedynym kryterium? Skąd będziemy wiedzieć, że dziecko jest gotowe, by zacząć przygodę z przedszkolem?

Myślę, że tu najbardziej kompetentnej odpowiedzi udzieliłaby Anita Janeczek-Romanowska, która jest współautorką "Jak zapewnić swojemu dziecku najlepszy start. Edukacja i rozwój zgodne z naturalnymi potrzebami przedszkolaka". W rozdziale poświęconym temu zagadnieniu Anita zwraca uwagę, że wiek nie jest w tym zakresie kryterium. Im dziecko jest starsze, tym będzie mu łatwiej, ale i z tym różnie bywa. Pamiętajmy, że każde dziecko jest inne, ma indywidualne potrzeby, rozwija się też we właściwym sobie tempie. Jedną z definicji gotowości dziecka na przedszkole są trzy rzeczy: jego samodzielność, gotowość do rozstania i odpieluchowanie. Niemniej każda z tych kwestii to temat rzeka. Innymi słowy, rodzice nigdy nie mogą być pewni, że ich dziecko jest gotowe na przygodę z przedszkolem. A co do z jednej strony sygnałów, które wskazywałyby na tę gotowość, a z drugiej strony praktycznych porad, które mogą wspierać rodziców w początkach tej przygody, poświęciliśmy im pierwsze dwa rozdziały książki. Rodzice dowiedzą się z nich także, czym jest adaptacja i jak ją zaplanować.

Mamy coraz więcej alternatyw dla tradycyjnego przedszkola. Swego czasu hitem były tzw. przedszkola leśne. Co jeszcze możemy wybrać zamiast tradycyjnego przedszkola? Czy sprawdzą się one w przypadku każdego dziecka?

Z alternatywami wobec tradycyjnego przedszkola jest podobnie jak z alternatywami dla tradycyjnej szkoły. W dużych miastach rodzice znajdą przedszkola Montessori, waldorfskie, demokratyczne, takie, w których stosuje się tzw. plan daltoński czy wspomniane leśne przedszkola. Niestety to placówki niepubliczne, więc wiążą się nierzadko z wysokim czesnym. W dodatku w mniejszych miejscowościach rodzice na ogół nie mają żadnego wyboru, warto więc wiedzieć, jak kontaktować się i współpracować dla dobra dzieci z nauczycielami i nauczycielkami w tych placówkach, które mają do dyspozycji. W naszej książce piszemy, jak to robić. Natomiast jeśli chodzi o pytanie, czy tego typu alternatywy dla tradycyjnego przedszkola sprawdzą się w przypadku każdego dziecka - to zawsze kwestia indywidualna. Tym bardziej że zarówno poszczególne tradycyjne, jak i alternatywne przedszkola znacznie różnią się od siebie i proponują różne podejścia do edukacji i rozwoju przedszkolaków. W niektórych normą mogą być karty pracy, w innych swobodna zabawa. Tu nie ma reguł.

A co, jeśli rodzic zadecyduje, że jego dziecko zostanie jednak w domu? Czy takie dziecko traci, czy może zyskuje w porównaniu z przedszkolakami?

Przedszkola nie są dla wszystkich dzieci. Ale też nie wszystkie dzieci dobrze zniosą pozostanie w domu. W tej drugiej opcji na pewno wiele zależy od rodziców i tego, na co postawią. Kluczowe dla edukacji i rozwoju zgodnych z naturalnymi potrzebami dziecka jest na pewno stawianie na zabawę i dawanie możliwości dziecku, by to podążało za tym, co wzbudza jego entuzjazm. W domu jest to prostsze, jeśli rodzice są tego świadomi. Z drugiej strony w domu dzieci tracą szansę na częstszą interakcję z rówieśnikami, a więc i zabawę z nimi i uczenie się od nich. Oczywiście nawet jeśli dziecko zostaje w domu, nie oznacza to, że jest ono pozbawione tego kontaktu z rówieśnikami - jest on po prostu rzadszy. Natomiast pozostanie z dzieckiem w domu to także duże wyzwanie dla rodziców i pytanie, na ile oni są na to gotowi. Pamiętajmy, że w relacji z dzieckiem ważne jest także to, jak czują się i ile sił mają rodzice. Nie wywierajmy na siebie nadmiernej presji, pamiętajmy, że też jesteśmy tylko ludźmi i popełniamy błędy. Jeśli nie mamy możliwości, by dziecko pozostało w domu, zróbmy wszystko, by pomóc mu w adaptacji w przedszkolu. Jeśli mamy taką możliwość, dajmy sobie przestrzeń na porażki i możliwość popełniania błędów.

Jakie atrakcje może przygotować rodzic dla swojego dziecka w domu? Co robić, by, jeżeli nie zdecydujemy się na przedszkole, nasze dziecko spędzało w domu czas atrakcyjnie i by odpowiednio się rozwijało?

Dziecko przede wszystkim potrzebuje uwagi rodzica. W domu jest kontenerem na trudne emocje dziecka. Jego rolą jest być tym kimś dla swojego dzieci, kto pomieści cały trud, z jakim przychodzi im się mierzyć. W jego obecności dziecko uczy się regulowania emocji i radzenia sobie z nimi, bo wie, że jest przy rodzicu bezpieczne. To właściwie najważniejsza rzecz, jaką rodzic może dać przedszkolakowi na co dzień. Ponadto powinien być gotowy do wiecznej zabawy i nie bać się jej. Z jednej strony nie ma dla nas jako dla ssaków nic bardziej oczywistego niż zabawa, z drugiej my, dorośli, często zapominamy wraz z wiekiem, jak to się robi. Rodzice znajdą w naszej książce całą gamę podpowiedzi i praktycznych pomysłów na różnego typu zabawy, dzięki którym będą w stanie pracować także nad trudnymi sytuacjami (na przykład takimi, w którym pojawia się agresja i złość). Pamiętajmy też, że rodzice - o czym już wspominałem - także potrzebują wytchnienia. Nie jest więc zbrodnią puszczenie dziecku od czasu do czasu bajki czy filmu na YouTube. Warto jednak wiedzieć, co wybrać. W tym zakresie czytelnicy również znajdą gotowe rady w naszej książce.

Poprzednie pytanie chyba powinno dotyczyć także tych dzieci, które chodzą do przedszkola. Zdarza się, że rodzice myślą, iż „przedszkole załatwi sprawę”, a wydaje mi się, że jednak tak nie jest. Wiadomo, że natłok codziennych obowiązków niejednokrotnie przytłacza i rodziców i dziecko, ale chciałam zapytać, jak rodzina może spędzać popołudnia inaczej niż tylko przed TV albo serwisem YouTube?

Tu mam jedną uniwersalną radę: róbmy to, co chcielibyśmy, aby w przyszłości robiły nasze dzieci. Pamiętajmy, że one uczą się przez obserwację i naśladowanie. Nie ma więc lepszego pomysłu niż wspólne aktywne spędzanie czasu. Piesze wycieczki, rowery, zabawy na łonie przyrody, wyjazdy w ciekawe miejsca. To wszystko z jednej strony daje przestrzeń do obudzenia w dziecku entuzjazmu i zainteresowania nowymi rzeczami, co sprzyja nauce. Z drugiej jest doskonałą okazją do budowania głębokiej i autentycznej relacji z dzieckiem. Tu znów podkreślę rolę zabawy - to w jej ramach dzieci nie tylko poznają własne możliwości, uczą się nowych umiejętności i ćwiczą swoją odwagę, ale także nawiązują relacje i poznają zasady życia społecznego. Krótko rzecz ujmując: im więcej zabawy, tym więcej nauki i rozwoju. A jeśli jeszcze biorą w niej udział rodzice, wtedy jest już idealnie!

Skoro o YouTube mowa… Często demonizujemy tzw. nowe media, podkreślamy, że one nie są dla dzieci. Czy zawsze tak jest? Może jednak można je wykorzystać we wspieraniu rozwoju naszych pociech?

Nowe media to narzędzia. A narzędzi możemy używać albo dobrze, albo źle. Możemy przy ich pomocy czynić dobro, możemy też szkodzić. Tak jest z młotkiem, tak też jest z serwisami takimi jak YouTube. Kluczowe jest, by rodzice towarzyszyli dzieciom w trakcie korzystania z nowych mediów - wprowadzali ich w świat telewizji czy internetu, tłumaczyli to, czego dzieci doświadczają, i byli przy nich, gdyby te ich potrzebowały. Szczególnie dzisiaj wydaje się, że powinniśmy przestać demonizować media i poświęcić czas, by pomóc młodym ludziom w świadomym i uważnym korzystaniu z nich. Dzieci uczą się tego od najmłodszych lat, przede wszystkim nas obserwując. Dlatego jeśli rodzice nieustannie korzystają ze smartfona czy komputera, nie dziwmy się, że dziecko też będzie lgnęło do technologii cyfrowych. Z drugiej strony, przypominam, by nie wywierać na sobie zbyt dużej presji. Jeśli zdarzy nam się czasem zostawić przedszkolaka sam na sam z bajką na Netflixie czy filmem na YouTube, bo potrzebujemy wytchnienia, naprawdę nic się nie stanie. Ważne jedynie, by takie zachowanie nie było normą i by gadżety cyfrowe nie pełniły roli elektronicznej niańki przez długie godziny każdego dnia,bo to może mieć wpływ na edukację i rozwój dziecka.

rozm. Monika Jankowska

Kryzys wieku średniego. Skąd się bierze i czy dotyka wszystkich?

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Małgosia

Mój synek zaczął chodzić do przedszkola gdy miał 3-latka, teraz ma już 5 ;) Kilka dni temu jak wrócił do domu ciągle wspominał o nowej grze Złap Robala, więc postanowiłam kupić ją do domu i tym samym zrobić mu niespodziankę. Zobaczymy czy się ucieszy :)

Dodaj ogłoszenie