Kartony wykończyły nawet Hankę Mostowiak. Hasła strajku kobiet, czyli szyfr przeciw dziadersom

Tomasz Chudzyński
Tomasz Chudzyński
Hasła strajków kobiet Karolina Misztal/Przemysław Świderski
"Polityk, który uzna hasła z kartonów protestujących dziś w Polsce młodych kobiet i mężczyzn za cyrk lub głupotę, pożegna się wkrótce ze swoją rolą. Według demonstrantów jest tzw. dziadersem i krótko mówiąc, powinien wyp...ć" - wynika ze słów socjologów i politologów.

Ostry dowcip, humor czarny i absurdalny - tym, obok przekleństw, protestujące młode kobiety i mężczyźni uderzają dziś w Prawo i Sprawiedliwość i jej koalicjantów oraz w reprezentantów Konfederacji. Hasła wypisane na kartonach to charakterystyczna cecha ulicznych protestów przeciw zaostrzeniu prawa aborcyjnego, które przetaczają się dziś przez Polskę. Są emanacją gniewu, ale pokazują również wysoki poziom wykształcenia młodych, polskich kobiet i mężczyzn. Także to, jak zmienia się język komunikacji społecznej. Felietonista Tygodnika Powszechnego Krzysztof Story stwierdził, że to kartonowa rewolucja.

Kartoniada memów

Hasła z kartonów są analogową emanacją cyfrowych, wirtualnych memów. To zgodna opinia socjolożki i antropolożki dr Magdaleny Muszel oraz dr. Pawła Maranowskiego, socjologa i politologa z Collegium Civitas.

- Memy są elementem cyfrowej komunikacji obrazkowej, opartej na prostych hasłach, łatwych do zapamiętania i dzielonych między użytkownikami internetowej sieci, z uwagi na nośność przekazu - tłumaczy Paweł Maranowski.

Strajk Kobiet i jego hasła! Ironiczne, satyryczne i wulgarne...

Dr Magdalena Muszel dodaje, że na kartonach pojawia się prawdziwa mikstura nowoczesnej, internetowej popkultury.
- To odpowiedź protestujących młodych kobiet i mężczyzn na rzeczywistość pisaną językiem memów, piosenek, lektur szkolnych i nie tylko, gier video, filmów, seriali. Memy są dla młodych ludzi źródłem informacji, komentarzem rzeczywistości, wielu z tych ludzi to nie tylko odbiorcy, ale też twórcy memów, którzy liczą na ich popularność, tzw. zasięgi i lajki. Dlatego na kartonach nie ma „przekazu dnia”, jest za to całkowita dowolność haseł i pełna, twórcza swoboda - mówi Muszel.

Transparenty stanowią ogromne pole do badania dla językoznawców, dla ekspertów, którzy zajmują się analizą dyskursu politycznego, badaczy nowych mediów. Instalację z kartonów z hasłami protestów przygotowało Muzeum Sztuki Współczesnej, zbiera je także Muzeum Gdańska.

- Ewidentnie hasła powstają na podstawie tego, co młodzi Polacy sobie share’ują (udostępniają - red.) w mediach społecznościowych, czy za pomocą komunikatorów. To jest ich język - dodaje Maranowski.

Tezy, złowieszcze trawestacje

Dr Magdalena Muszel, prezeska Fundacji Zatoka, która bada naukowo społeczne protesty, sama uczestniczy w demonstracjach przeciw zaostrzeniu prawa aborcyjnego. Pytana o hasła wznoszone w czasie protestów uprzedza, że w czasie rozmowy będzie cytować wulgaryzmy.

- Unikanie ich przy tym temacie byłoby fałszowaniem rzeczywistości i, mówiąc językiem protestu, zalatywałoby „dziaderstwem” - mówi. „Dziadersami” protestująca młodzież określa m.in. przedstawicieli partii rządzącej, choć nie tylko tych starszej daty - chodzi o tych mających konserwatywne poglądy i usiłujących narzucić swoje zdanie młodym. Według Muszel protesty kumulują emocje - żal, gniew, związane z całym szeregiem decyzji podjętych przez władze w ostatnich latach, miesiącach.

- Na protestach widzimy hasła feministyczne, przeciwko zaostrzaniu prawa wyborczego, aż po ogólne, mające antyrządowy wyraz. Od prostych, ostrych w wymowie, do prezentujących wyrafinowane poczucie humoru, od przekleństw do zdań czerpiących z literatury klasycznej i poezji. Mamy zatem ludzi o bardzo zróżnicowanym kapitale kulturowym i społecznym. Nie jest jednak tak, że wulgaryzmów używają inne grupy, a wyrafinowanego języka inne. Hasła najmocniejsze objawiające się ośmioma gwiazdkami (j...ć PiS) czy wyp....ć stały się egalitarne, uniwersalne, są używane powszechnie.

- Najbardziej pruderyjna, konserwatywna część polskiego społeczeństwa, a to ona przecież w znacznej mierze głosuje na partie prawicowe, może się czuć oburzona hasłami odnoszącymi się bezpośrednio do seksualności - wskazuje dr Maranowski. - W tej grupie społecznej seks, seksualność są tematem tabu, tematem grzesznym, o którym nie chcą rozmawiać, a nawet słyszeć. To hasła przeciw niej.

Włoska linia lotnicza

Najmniejszy „transparent” mieścił się na połowie dłoni i był fragmentem niechlujnie wyrwanej kartki z zeszytu. Umieszczone na nim hasło głosiło - „Nawet nie zasługujecie na porządny transparent”. Inne są znacznie większe. Te bardziej wyrafinowane pojawiły się niedługo po „oficjalnej”, rządowej krytyce wulgaryzmów wykrzykiwanych od pierwszych demonstracji.

Magdalena Muszel próbuje zaszeregować hasła kartoniady pod kątem poruszanej przez nie tematyki.

- Są hasła klasyczne, takie jak „Moje ciało, mój wybór” czy „Piekło kobiet” lub „Jeszcze Polka nie zginęła”, które znane były już w czasie czarnych protestów w roku 2016. Kolejna grupa odwołuje się do literatury - hasła zawierają cytaty, aluzje, trawestacje utworów polskich i zagranicznych. Są np. Lalka czy Dziady czyli lektury szkolne - tłumaczy.

- Są odniesienia do popularnych „Opowieści podręcznej” czy Harry’ego Pottera (np. „Jarek myśli, że Opowieści podręcznej to tutorial” lub „Harry Potter i piekło kobiet”) lub piękne i złowieszcze „Annuszka już wylała olej”, nawiązujące do „Mistrza i Małgorzaty” Bułhakowa. Do tego mnóstwo nawiązań do popkultury, czy wprost, do samych memów („Nigdy nie będziemy chciały od was nic z Avonu”). Inne sugerują, delikatnie mówiąc, duże braki intelektualne polityków partii rządzącej, z użyciem gry słów np. „PiS ściąga na teście ciążowym” lub „PiS myśli, że genitalia to nazwa włoskich linii lotniczych”. Są też groźby i „życzenia”, jak np. „Obyś ch... wdepnął w lego”, „Urodzę wam lewaka”.

- Duża liczba haseł odnosi się do miłości i seksu - np. „Jarek lubi kobiety, ale boi się zagadać” czy „Bosak ogląda porno do końca bo myśli, że na końcu będzie ślub”. Część z nich odpowiada na krytykę wulgaryzmów obecnych na protestach - „Uprzejmie prosimy uciekać prędziutko”, „Jesteśmy zaniepokojone”, a jeszcze inne zawierają motywy biblijne, teologiczne, np. trawestacja psalmu 23 „Choćbym szła Nowogrodzką zła się nie ulęknę”. Wiele zawiera motywy zwierzęce, a zwłaszcza darzonego sympatią kota Jarosława Kaczyńskiego - „Kot może zostać, reszta wyp...ć”. Hasła zawierają też tezy, diagnozy i obwieszczenia - operujące ciętym poczuciem humoru - „Jarek wyjada kożuch z mleka”, „Jest tak źle, że przyszli nawet introwertycy”, a także „Kartony wykończyły nawet Hankę Mostowiak” (w internecie okrutnie drwiono z tego, jak zginęła bohaterka popularnego serialu „M jak miłość” - red.). Do tego dochodzą hasła po angielsku, które mają za zadanie nadać protestom rozgłos za granicą.

Najlepsze hasła na transparentach. Te banery to prawdziwe ME...

Przyszłość kraju

Zdaniem badaczy, humor na kartonach nie spłyca wartości protestów, nie osłabia przekazu. W dodatku hasła wiele mówią o tym, kto dzisiaj protestuje na ulicy przeciw rządowi i prawicowej, konserwatywnej wizji mającej od 2015 r. (zdaniem niektórych nawet od 2005 r.) kluczowe znaczenie w polskiej polityce.

- Forma i treść haseł mogą być zabawne, ale nie wolno ich lekceważyć czy umniejszać emocjom, które za tymi hasłami stoją - tłumaczy Magdalena Muszel. - Ich wyrafinowanie wyklucza nazywanie ich autorów „hołotą”, jak to już zdarzyło się niektórym komentatorom skandalicznie określić. To ogromne nadużycie. Autorzy haseł na kartonach potrafią operować kodem kulturowym. To świadczy o tym, że ich autorzy - uczniowie szkół średnich, studenci, twórczo wykorzystują coś, co aktualnie mocno ich dotyczy. Bez wątpienia są to ludzie, którzy potrafią analizować, krytycznie myśleć, są świadomi swoich praw i dodatkowo potrafią wyrazić je w sposób wyrazisty, ironiczny, dowcipny i pokojowy. Chciałabym np. zwrócić uwagę, że przy 100-tysięcznym tłumie demonstrantów w Warszawie nie został przewrócony żaden kosz, nikt nic nie podpalił, przedsiębiorcy nie musieli zasłaniać witryn swoich sklepów deskami w obawie przed zniszczeniem.

- Ewidentnie widać zaangażowanie studentów, o czym świadczą hasła odwołujące się do kontekstów uniwersyteckich, np. „PiS gorszy od USOSA” (uniwersytecki system obsługi studentów) lub „Kaja Godek nie odróżnia sginifiant od signifié”, które stworzyć mogli adepci językoznawstwa - dodaje dr Maranowski. - Protesty nie odbywają się po to, by można było sobie zrobić parę ładnych zdjęć z symboliką oporu i wrzucić na Instagrama czy Facebooka, choć oczywiście są też tacy, którzy tak robią. Ktoś, kto uważa hasła z kartonów za wygłup, żart, nie zauważył, że zmienił się język komunikacji w Polsce. Część elit politycznych nie jest przyzwyczajona do tego sposobu komunikowania się z młodymi wyborcami.

- Kto tych haseł nie zrozumie, będzie miał problem ze zrozumieniem tych protestów i dzisiejszej rzeczywistości w ogóle. Nie wiem z drugiej strony, czy jest jakiś polityk, który wie o czym protestujące kobiety mówią w haśle o Avonie - dodaje Magdalena Muszel.

Dlaczego przeciw prawicy?

Odpowiedź na powyższe pytanie wydaje się jasna - protesty młodzieży rozpoczęły się 22 października, po wyroku utożsamianego z partią rządzącą Trybunału Konstytucyjnego, który ograniczył możliwości legalnej aborcji (TK wyrzucił zapis o tzw. aborcji eugenicznej). Czy uliczne protesty pozostaną bez wpływu na krajową politykę?

- Protesty skupiają kobiety, mężczyzn o różnych poglądach, nawet jeśli chodzi o samą kwestię legalizacji aborcji, z różnorodną wizją przyszłości Polski. Jednak zgodni są co do jednego, nie chcą aby tzw. „dziadersi” decydowali za nich. Wkurzyło ich, że są ignorowani, mają poczucie, że odbiera im się wolność decydowania o sobie. O tej różnorodności, tak samo jak o spontaniczności ulicznych wystąpień, świadczą właśnie hasła na kartonach.

Według Pawła Maranowskiego dzisiejsze protesty są głosem liberalnej młodzieży (osób w wieku od 16/18 do 25 lat) oraz tzw. „młodych starych” (grupa w wieku od 26 do 34/35 lat) o liberalnych poglądach.

Co oznacza czerwona błyskawica, czarny parasol i druciany wi...

- W 2015 roku w Polsce doszła przede wszystkim do głosu młodzież nastawiona bardzo patriotycznie, zafascynowana m.in. historią Żołnierzy Wyklętych, czego emanacją były obok wyborów politycznych, np. rekonstrukcje historyczne czy murale poświęcone historycznym postaciom - tłumaczy Paweł Maranowski. - Jednak młodzież o liberalnych poglądach, dla której nie było miejsca w prawicowej narracji, która nie miała swojej politycznej reprezentacji, nadal w Polsce funkcjonowała. Ci ludzie mieli poczucie, że ich głos, ich potrzeby są przez rządzących ignorowane, a na dodatek byli świadkami sytuacji, w których ktoś o niekonwencjonalnym wyglądzie (np. kolorowych włosach) może dostać na ulicy w twarz. Ci ludzie, nawet jeśli nie interesowali się polityką, musieli stwierdzić, że coś jest nie tak. Dziś ci Polacy protestują na ulicach. W tym kontekście kwestia praw kobiet i wyroku Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej była zapalnikiem. To potrzeba upodmiotowienia młodych ludzi w przestrzeni społecznej, potrzeba ukazania swojego głosu i poczucia wspólnoty z ludźmi, którzy mają podobne poglądy. Ofensywa konserwatywna przyjęła agresywną formę (takim jest wyrok partyjnego TK). Należało się spodziewać równie agresywnej na nią reakcji.

Maranowski przytacza wyniki sondaży, wskazujące na spadek poparcia dla rządu i partii Jarosława Kaczyńskiego. Mają one świadczyć, że protesty na rodzimą politykę wpłyną, choć być może nie ma obecnie na polskiej scenie politycznej ugrupowania, jednoznacznie lokującego sympatie większości demonstrantów.

- Nie brakuje głosów, że formacje dziś rządzące Polską - PiS, cała Zjednoczona Prawica już przegrały przyszłe wybory. Nie uda im się już przekonać do siebie ludzi dziś protestujących na ulicach, czy wspierających ich rodziców, m.in. dlatego że stracili umiejętność komunikowania się z młodymi Polkami i Polakami. Mamy zjawisko podobne do tego z roku 2007, kiedy PiS odchodził od władzy. Wówczas głosowanie na partię Jarosława Kaczyńskiego było „obciachem”. Nie wiem, czy dziś to określenie jeszcze funkcjonuje. Dla dzisiejszej, protestującej młodzieży PiS jest cringe’owy (w wolnym tłumaczeniu "żałosny") - tłumaczy Maranowski.

- Mamy zmianę pokoleniową, która poniekąd była do przewidzenia. Jasne było, że w końcu pojawi się nowe pokolenie, które będzie zupełnie inaczej myśleć o polityce. Pamiętajmy, że polska młodzież nie miała rewolucyjnego wydarzenia, które byłoby dla niej punktem odniesienia w tzw. trajektoriach życiowych. Poprzednie pokolenia miały lata 80 XX w., przesilenie transformacji ustrojowej w latach 90. Co mogą powiedzieć o swoich doświadczeniach, dokonaniach osoby urodzone w roku 2000, czyli mające już prawa wyborcze? Ci młodzi Polacy stają przed nowymi wyzwaniami. Są to np. zmiany klimatu, kwestie ekologiczne. To pokolenie dziś ma szansę zaznaczyć swoje miejsce w historii i ono potrzebuje tej rewolucji, tak jak ludzie walczący o wolność w latach 80 w PRL-u. To jest ten moment i myślę, że tego procesu już nikt nie zdoła odwrócić, nawet jeśli ich dynamika, rozpęd w sposób naturalny się zmniejszy. W umysłach młodych wyborców ten ślad pozostanie. Wydaje się, że rządzący nie będą w stanie zmienić trajektorii, która zarysowała się w Polsce w ciągu ostatnich dwóch tygodni.

Wulgaryzmy

Premier Mateusz Morawiecki apelował do protestujących, by ich niechęć skupiła się na nim, a nie (pośrednio) na rodzicach i dziadkach protestujących, czym poniekąd zachęcał do rezygnacji z ulicznych demonstracji. Z kolei Dominik Tarczyński z PiS nazwał protestujących „barbarzyńcami”, którzy chcą obalić Polskę, a doradca ministra Czarnka zalecał wymierzenie surowej kary ludziom, którzy tak naprawdę nie są Polakami.

Magdalena Muszel zaznacza, że krytyka wulgaryzmów obecna od początku na protestach była skierowana przeciw kobietom.
- Gdy takim językiem posługują się mężczyźni nikt nie podnosi larum. Przekleństwa w ustach kobiet naruszają stereotyp kobiecości, który opierał się na macierzyństwie, bezpieczeństwie, cieple, delikatności. Kobietom nie wypadało przeklinać - mówi socjolożka. - Protesty kobiet w 2016 r. wyglądały inaczej. Napisy były, ale nie wulgarne. Dziś na ulice wyszło pokolenie, które protesty sprzed czterech lat tylko obserwowało. Ci młodzi ludzie są bardziej świadomi swoich praw i swoich oczekiwań oraz o wiele bardziej bezkompromisowi. W 2016 roku dla protestujących wówczas kobiet w małych miasteczkach punktem odniesienia byli w dużej mierze przedstawiciele lokalnej społeczności. Z moich obserwacji dziś dla protestującej młodzieży już nim nie są. Lokalne otoczenie ich nie interesuje. Punktem odniesienia są rówieśnicy w mediach społecznościowych.

Według Pawła Maranowskiego niechęć wobec PiS nie byłaby dziś tak silna, protesty nie miałyby tego kartonowego kolorytu, gdyby nie gest posłanki PiS Joanny Lichockiej.

- Swoją drogą gest Lichockiej był bardzo wulgarny, znaczy niemal to samo co znane z dzisiejszych protestów „wyp....ć” i należałoby zadać sobie pytanie, kto pierwszy zaczął bitwę na przekleństwa - zastanawia się Paweł Maranowski.

- Wszyscy pamiętamy, jakim językiem mówił o Polakach i sprawach państwowych w pewnej restauracji premier Mateusz Morawiecki. Także posłankę Lichocką, która w Sejmie wulgarnym gestem odgarniała włosy - dodaje Magdalena Muszel. - Ci, którzy krytykują wulgarny język, sami się nim często posługują. Krytyka języka protestów jest z ich strony, w tym wypadku, hipokryzją.

Wsparcie emocjonalne przyszłych rodziców, czyli kim jest doula?

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Q
Qu

Kaczor chcial przyciagnac mlodych...i przyciagnal hahahhaa

Dodaj ogłoszenie