Jeździsz na rolkach bez kasku? Narażasz swoje życie!

Michał Piepiorka
Jeździsz na rolkach bez kasku? To przeczytaj mrożącą krew w żyłach historię 25-letniej Moniki Wróblewskiej z Chojnic, która przeżyła groźny wypadek. Teraz, już po czasie i w chwili refleksji, chce ustrzec wszystkich przed podobnym zdarzeniem, jakie ją spotkało.

Monika Wróblewska to pełna energii mieszkanka Chojnic. W zasadzie niewyróżniająca się z tłumu dziewczyna. Chyba że za coś nadzwyczajne uznamy miłość do śpiewania, gry na gitarze i koni. Kto zna Monikę wie, że zawsze na jej twarzy widać promienny uśmiech.

Dużo nie brakowało, a wszystko to mogło się zmienić. Mieszkanka Chojnic w poniedziałek, 18 lipca, wraz z kolegą wybrała się na przejażdżkę do pobliskich Charzyków. Z miasta do tej miejscowości letniskowej prowadzi ładna ścieżka rowerowa. Monika jak zawsze założyła swoje rolki, a jej kolega wsiadł na rower.

- Do Charzyków wolę jechać na rolkach, bo idzie mi to szybko. Poza tym lubię jeździć na rolkach - mówi 25-latka.

Monice pokonanie około siedmiokilometrowej trasy nie sprawia problemu. Właśnie tego dnia podróż do Charzyków zakończyła się niemal tragicznie. Chojniczanka wraz z kolegą byli już przy wjeździe do Charzyków. Wtedy doszło do wypadku. Co i jak się dokładnie stało do dziś do końca nie wiadomo. Kolega Moniki nie widział zdarzenia, gdyż jechał z przodu.

Wiadomo w każdym razie, że dziewczyna przewróciła się. Prawdopodobnie najechała na coś leżącego na ścieżce rowerowej. - Nie wiem, co to mogło być, ale momentalnie wyrzuciło mnie w powietrze. Upadłam na ziemię i głową uderzyłam o krawężnik - mówi Monika Wróblewska. - Dziś pamiętam tylko tyle, że kolega jak już zobaczył, że leżę, chciał mi zdjąć z nóg rolki. Pamiętam, że go wtedy kopnęłam.

Karetka pogotowia na miejscu wypadku była już po 5 minutach. Zanim lekarze dotarli na miejsce, przy ulicy zatrzymało się auto. Okazało się, że jechała nim pielęgniarka, która jeszcze przed przybyciem karetki udzieliła Monice pomocy. Pomagali także strażacy ochotnicy. Stan dziewczyny był poważny. Do wypadku doszło po godz. 20, a w nocy z poniedziałku na wtorek Monika była już operowana. Lekarze stwierdzili mocny uraz czaszkowo- mózgowy.

- Później już dowiedziałam się, że lekarze chcieli przetransportować mnie do Bydgoszczy. Tam podobno miałabym lepszą opiekę po takim urazie. Diagnoza była jednak taka, że obrażenia są na tyle poważne, iż mogę nie przeżyć. Stąd była potrzebna pilna operacja - mówi Monika.

Dziewczyna była operowana około dwóch godzin. Po zabiegu trafiła na Oddział Intensywnej Opieki Medycznej. Po dwóch dniach, gdy jej stan się poprawił, lekarze zdecydowali o przeniesieniu na chirurgię. Dopiero wtedy Monika Wróblewska zaczęła odzyskiwać świadomość.

- Pamiętam, że moim pierwszym pytaniem do lekarzy było: gdzie są moje włosy? - mówi. - Wtedy wszyscy zaczęli się śmiać.

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Monika Wróblewska po wypadku na rolkach miała pękniętą czaszkę oraz obrzęk mózgu. Po upadku ucierpiało także jej lewe ucho.

- Trochę gorzej na nie słyszę, ale lekarze mówili że z czasem powinno to minąć - mówi.
Dziewczyna po operacji ma krótko zgolone włosy. Nad lewym uchem widać jeszcze ranę po operacji. Lekarze założyli Monice w tym miejscu około 25 szwów. Wszystko powoli się goi, ale mieszkankę Chojnic czeka jeszcze dalsze leczenie.

Szpital Monika opuściła dwa tygodnie po wypadku. - Lekarze byli zdziwieni, że tak szybko wróciłam do sprawności po takich obrażeniach -mówi.

Dziś 25-latka wie, że obrażenia były spowodowane tym, że nie miała ubranego kasku ochronnego. - Nigdy nie ubierałam kasku. Na rolkach jeżdżę od dziecka i nigdy nie miałam wypadku. Ubierałam tylko ochraniacze na nadgarstki, by chronić dłonie. Zawsze myślałam, że jak się przewrócę, to polecę do przodu na te ochraniacze - mówi. - W tym przypadku było jednak inaczej. To był dziwny wypadek. Coś naprawdę musiało wpaść mi między rolki, skoro wybiło mnie w górę.
Lekarze zabronili Monice Wróblewskiej uprawiania sportu w najbliższym czasie. Zarówno jazdy rowerem, na rolkach czy jazdy konnej.

Na razie dziewczyna musi jeszcze zakończyć leczenie, a do tego ma jeszcze sporo konsultacji w gabinetach laryngologa, chirurga i neurologa. Zresztą sama Monika przyznaje, że miewa jeszcze bóle głowy.

- Czuję się lepiej, ale głowa czasami boli. Lekarze mówią, że takie bóle potrwają jeszcze kilka miesięcy - mówi chojniczanka.

Monika Wróblewska swoje rolki po raz pierwszy od wypadku zobaczyła w minioną środę. Całe były we krwi. Dziś dziewczyna sama mówi, że nie wie, czy ponownie założy rolki.
- Może i bym założyła, ale jest strach, psychiczna blokada, że znowu się przewrócę - mówi. - A nie chcę przechodzić jeszcze raz tego wszystkiego. Poza tym gdybym założyła rolki, to na pewno także kask na głowę. Apeluję do wszystkich, którzy jeżdżą na rolkach. Niech mój wypadek będzie dla was przestrogą, że coś takiego może stać się każdemu. Zakładajcie kaski, bo one mogą uchronić wasze życie i zdrowie.

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

I
Iga

Też miałam kiedyś wypadek na rolkach. Otóż wjechał we mnie chłopak na bmx'ie. Poleciałam prosto na ławkę. Głową uderzyłam w oparcie, a klatą w siedzisko. W przeciwieństwie do Moniki ja zawsze jeździłam w komplecie ochraniaczy i kasku więc w moim przypadku z głową było ok. chociaż kask się rozsypał. Miałam za to złamane dwa żebra i stłuczony bark. Po tym wypadku zainwestowałam jeszcze w zbroję i ochronne spodenki. Może wyglądam głupio, ale przekonałam się już, że to była dobra decyzja miałam bowiem bliskie spotkanie z cofającym fiatem uno:) Tym razem poleciałam do przodu na kolana łokcie i klatę... Głową też uderzyłam o asfalt, ale lekko. Tym razem uratowały mnie nakolanniki, spodenki (ochroniły moje udo) i zbroja bo przejechałam na klacie ze dwa metry... W mniejszym stopniu pomogły ochraniacze na łokciach i kask. Dlatego nie przejmujcie się wyglądem - jeśli rolki to i "uzbrojenie".

Dodaj ogłoszenie