Jak marketingowiec zaczął pisać książki [ROZMOWA]

Edyta OkoniewskaZaktualizowano 
Z Niną Majewską-Brown, autorką poczytnych powieści - o miłości do książek i gotowania rozmawia Edyta Okoniewska

Jak to się stało, że marketingowiec został pisarzem?

Sama nie wiem. Po ukończeniu studiów praca w wydawnictwie była szczęśliwie zrealizowanym marzeniem, jednak te naście lat temu nawet nie marzyłam o tym, że kiedyś ktoś będzie promował moją książkę. Choć marketing i pisanie mają pewien wspólny mianownik: oba zajęcia wymagają nieustannej kreatywności i pomysłowości, to jednak pisanie jest zdecydowanie bardziej ekscytujące i przede wszystkim można się do niego zabrać, siedząc na własnej kanapie, kiedy ma się na to ochotę.

Co dla Pani okazało się najtrudniejsze, kiedy postanowiła Pani zacząć realizować swoje pasje, i o czym każdy Kowalski powinien pamiętać, jeśli zamarzy mu się zostać pisarzem?

Pisarz musi zmierzyć się z całą masą trudności, zwłaszcza ten debiutujący. Pozornie trzeba tylko wymyślić fabułę, postaci i opowiedzieć historię tak, jak się ją postrzega, w rzeczywistości jednak przede wszystkim przemyślenia wymaga styl książki, osoba narratora, konstrukcja dialogów. W miarę pisania rodziła się we mnie coraz większa odpowiedzialność za słowa, rady i rozwiązania, które podsuwałam bohaterom, a ci z kolei pewnie inspirowali czytelników i ich życie. Nie wspominając o emocjonalnym ekshibicjonizmie, który uprawia się po to, by uwiarygodnić postać. Musiałam pilnować się, żeby nie pouczać i się nie wymądrzać, co jest naturalną pokusą większości ludzi, moją oczywiście też. W miarę pisania okazywało się, że coraz częściej to postać gestem, słowem, ubraniem wciągała mnie w swój świat i zaskakiwała. To naprawdę dobra zabawa, bo sama jestem zaskakiwana.

Ma Pani na swoim koncie już trzy książki: „Jak się nie zakochać?”, „Wakacje” i „Zwyczajny dzień.” Ich główną bohaterką jest Nina. Czy zbieżność imion jest zupełnie przypadkowa? Ile Niny jest w Ninie?
To przemyślany zabieg. Nadanie bohaterce tego samego imienia w moim odczuciu uwiarygodnia historię i sprawia, że czytelnik jest jeszcze bardziej ciekaw, gdzie przebiega ta nikła granica między prawdą a fikcją, a mnie ułatwiało pisanie. Książkowa Nina z pewnością ma moją energię i postrzeganie świata, za to obdarowała mnie swoimi największymi traumami, zmuszając do zmierzenia się z najtrudniejszymi emocjami. W sumie zafundowała mi swoistą psychoterapię, dzięki której spróbowałam udzielić sobie odpowiedzi na najważniejsze, a zarazem najbardziej podstawowe pytania: co sprawia, że jestem szczęśliwa, co robię teraz, a gdzie chciałabym się znaleźć za rok. Pisanie książki zmieniło moje życie i niespodziewanie uzmysłowiło mi, co jest ważne, a co ważniejsze. Nauczyłam się zatrzymywać w biegu i uświadomiłam sobie, nie nic nie muszę, za to wiele mogę. To fantastyczne uczucie, co oczywiście nie oznacza, że lewituję nad rzeczywistością i nie mam problemów. Mam całą masę kłopotów, ale nauczyłam się pokonywać je inaczej.

Pisanie to niejedyna Pani pasja, jest nią także gotowanie, obie udało się połączyć w czwartej książce, która niebawem pojawi się na rynku. Na co mogą liczyć czytelnicy?

Obawiam się, że moją największą pasją jest bycie kobietą, ale chyba taką trochę nie z tej epoki. Lubię robić na drutach, szyć, prowadzić dom, grzebać w ziemi w ogrodzie i oczywiście gotować. Nie ma większej przyjemności jak karmienie rodziny i najbliższych. To trochę próżne, ale lubię być chwalona za to, co podaję. Notes Kulinarny, który pojawi się w księgarniach w połowie sierpnia, to moje ukochane dziecko. Zmierzyłam się z pracą nad rękopisem, bo przepisy i porady nie dość, że spisywane są odręcznie, to jeszcze okraszone autorskimi rysunkami. Pomysł podsunął mi kilka lat temu wówczas siedmioletni syn, który zapytał, kiedy umrę. Zaskoczona spytałam, dlaczego o to pyta, bo na razie nic takiego nie planuję, i usłyszałam, że nim odejdę z tego świata, chciałby poznać moje przepisy, i dodał, czy nim kopnę w kalendarz, mogłabym je spisać... i tak się zaczęło. Najpierw pisanie bloga, na co nieustannie nie mam czasu, a finalnie spisywanie przepisów w formie zeszytu.

Czy Panowie także sięgają po Pani twórczość?

Jestem miło zaskoczona, że tak i że im się podoba. Książki oczywiście adresowane są głównie do kobiet, ale zdecydowanie nie są to harlequiny, tylko powieści pogłębione psychologicznie, które wyciskają z oczu łzy radości i smutku. To największy dla pisarza komplement i największe wyzwanie. a

Rozmawiała Edyta Okoniewska

polecane: FLESZ: Niebawem zmiana czasu, jedna z ostatnich

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie