III Festiwal Wybrzeże Sztuki w Gdańsku - Wielki krzyk o czystość i miłość

Jarosław ZalesińskiZaktualizowano 
"Oczyszczeni" - ciekawy początek ciekawie zapowiadającego się festiwalu.
"Oczyszczeni" - ciekawy początek ciekawie zapowiadającego się festiwalu.
Jedni demonstracyjnie wychodzili, drudzy zgotowali spektaklowi na koniec owację na stojąco. Spektakl "Oczyszczonych" Sarah Kane, w reżyserii Krzysztofa Warlikowskiego, pokazany na początek Festiwalu Wybrzeże Sztuki, nikogo nie mógł zostawić obojętnym, podzielił widzów na wrogów i entuzjastów. Mnie akurat uwiódł.

To szczególny teatr, choć mam też pełne zrozumienie dla tych, którzy go odrzucili. Sztuka Sarah Kane pełna jest sadomasochistycznych drastyczności, bólu, gwałtu, makabry. Kane była jednym z objawień nurtu tak zwanego nowego brutalizmu, który sporo już lat temu przepłynął przez europejskie i także polskie teatry. Widzowi "Oczyszczonych" nic niemal nie jest oszczędzone, nawet odrąbywanie aktorowi rąk siekierą (umowne, rzecz jasna), nie mówiąc już o takim drobiazgu, jak przeróżne seksualne perwersje i perseweracje, z kazirodztwem włącznie. Jak łatwo można takie skrajne efekty zmienić w nieznośny kicz, pokazał w kinie Lars von Trier swoim "Antychrystem". Jeśli widzowie "Oczyszczonych" zatrzymali się na samej skandaliczności i drastyczności tego wszystkiego, co zostało pokazane na scenie, rozumiem ich pospieszną rejteradę z teatralnej sali.

Ale Warlikowski nie jest w swoim przedstawieniu kiczowatym skandalistą. Udało mu się, według mnie, dotrzeć do tego, co w tekście sztuki Kane najgłębsze i najprawdziwsze. Bo pod tymi wszystkimi okropnościami, pod całym tym ludzkim brudem, który wylewa się na scenę jak z szamba, jest u Kane jeden wielki krzyk o czystość i miłość.
- Kochaj mnie - krzyczy w "Oczyszczonych" autorka, która w wieku 28 lat popełniła samobójstwo. Warlikowskiemu udało się ten krzyk przekonująco, a nawet niekiedy przejmująco powtórzyć.

Spektakl przeprowadza nas przez piekło. Na początku słyszymy jeszcze dobiegający zza okien gwar miasta, potem schodzimy w coraz głębsze i bardziej nieludzkie kręgi. Przewodniczkami w tej podróży są kobiece postacie, zwłaszcza dwie - śpiewająca hipnotyczne songi Renate Jett i Stanisława Celińska jako tancerka z peep-showu, wulgarna i wrażliwa zarazem, co już jest tajemnicą talentu tej aktorki. Dzięki reżyserowi i aktorom to piekło zmienia się w czyściec, a może nawet w coś więcej?

Zastanawiałem się przed przedstawieniem, czy spektakl, który swoją premierę miał dziewięć lat temu, związany z teatralnym nurtem, który dziś wyszedł z mody, jeszcze się broni. Według mnie czas mu nie zaszkodził. Sztuka opowiadająca o narkotycznym głodzie miłości nie dezaktualizuje się po raptem dekadzie. Prawda, że parę razy jęknąłem w duchu na widok niektórych wizualizacji czy piasku, sypiącego się z sufitu. Każdy efekt dla efektu w tym prawdziwym do bólu przedstawieniu raził. Ale nie osłabiał jego prawdziwości.

To był ciekawy początek ciekawie zapowiadającego się festiwalu.

Przed nami jeszcze przedstawienia wybitnych reżyserów, Grzegorza Jarzyny i Krystiana Lupy.

Co jeszcze
Przed nami kolejne festiwalowe spektakle
- Dorota Masłowska, "Między nami dobrze jest", reż. Grzegorz Jarzyna,
- spektakl Teatru Rozmaitości i Schaubuhne Am Lehniner Platz.
Scena Kameralna w Sopocie, pon. i wt. g. 19.
- "Persona. Marylin", scen., i reż. Krystian Lupa, spektakl Teatru Dramatycznego,
Duża Scena teatru Wybrzeże, sob i nd. g. 19.

polecane: Flesz - e-papieros zagraża zdrowiu

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie