Gran Fondo Gdynia 2020. Część uczestników odwołanych zawodów nie godzi się na zaproponowane przez organizatora rozwiązania

Rafał Rusiecki
Rafał Rusiecki
Start zawodów Gran Fondo Gdynia 2019 na Skwerze Kościuszki
Start zawodów Gran Fondo Gdynia 2019 na Skwerze Kościuszki Przemyslaw Swiderski
Udostępnij:
Grupa ponad 100 niedoszłych uczestników kolarskich zawodów Gran Fondo Gdynia 2020 domaga się wyjaśnień od organizatora zawodów. Z powodu epidemii koronawirusa impreza zaplanowana na 24 maja na trasie na Kaszubach i w Gdyni została odwołana 9 kwietnia. Wówczas frima Sport Evolution przedstawiła sportowcom trzy możliwości wyboru.

Pandemia koronawirusa w Europie spowodowała wiele zmian. Zgodnie z zaleceniami rządów poszczególnych państw odwołano wszelkie imprezy masowe. Nie inaczej jest w Polsce. Do skutku nie dojdzie m.in. zaplanowany na 24 maja 2020 roku wyścig kolarskiGran Fondo Gdynia. To zawody, które z roku na rok cieszyły się coraz większą popularnością. W jego pierwszej edycji – w 2018 roku – wystartowało 350 kolarzy. Rok później na liście startowej znalazło się już ponad 1200 miłośników dwóch kółek.

Chętni do startu w zawodach Gran Fondo Gdynia 2020 o możliwych opcjach, po odwołaniu imprezy w tradycyjnej formie, dowiedzieli się od organizatora 9 kwietnia.

CZYTAJ TAKŻE: Gran Fondo Gdynia 2020 odwołane. Zamiast kolarskiego wyścigu ulicami Gdyni i Kaszub organizatorzy zachęcają do wirtualnej rywalizacji

Uczestnicy mieli więc do wyboru start w wyścigu wirtualnym (potrzeba do tego jednak trenażera), otrzymanie koszulki startowej w cenie pakietu lub rezygnację z wyścigu i zwrot opłaty wpisowej pomniejszonej o 100 złotych opłaty administracyjnej. Wpisowe, w zależności od czasu rejestracji, wynosiło od 150 do 300 złotych. W tej sprawie zgłosił się do nas pan Tomasz Zakolski, który reprezentuje grupę kolarzy niezadowolonych z zaproponowanych rozwiązań.

- W ten sposób organizator niejako przywłaszczył sobie pieniądze uczestników, gdyż ani oddanie 100 zł opłaty manipulacyjnej ani otrzymanie koszulki wchodzącej w skład pakietu startowego w pełnej cenie opłaty wpisowej i bez możliwości startu nie jest zgodne z prawem. Natomiast start w wyścigu wirtualnym nie stanowi świadczenia zastępczego, gdyż wymaga posiadania trenażera, którego kosztu organizator nie pokrywa, i o którym wcześniej przed odwołaniem imprezy nie było mowy - zwraca uwagę pan Tomasz.

- Organizator 3 kwietnia z jednej strony zabiegał o nierezygnowanie z wyścigu, a z drugiej strony w tym samym czasie, nie powiadamiając nikogo o swoich planach, prowadził prace związane z nagraniem trasy i przygotowaniem wirtualnego wyścigu w aplikacji Rouvy. Dziwnym zbiegiem okoliczności w dniu 9 kwietnia ogłosił plan zmiany wyścigu na wirtualny. Zgodnie ze starym regulaminem z tą datą upływał termin, do którego uczestnikom przysługiwał zwrot wpisowego z tytułu rezygnacji z wyścigu. Moim zdaniem takie postępowanie świadczy o chęci pozbawienia uczestników możliwości odzyskania wpisowego z powodu rezygnacji - dodaje pochodzący z Gdyni kolarz.

Podkreśla przy tym, że organizator nie zaproponował uczestnikom przełożenia opłat startowych na 2021 rok. - Światowym standardem w takich przypadkach jest pozostawienie uczestnikom wyboru rezygnacji z imprezy przy pełnym zwrocie kosztów lub przełożenie jej na inny termin, np. na następny rok w ramach opłaconego wpisowego. Postąpili tak organizatorzy lokalnych, dużych wydarzeń sportowych jak Kaszebe Runda, Harpagan, ale też organizatorzy wyścigów i większym prestiżu, np. Granfondo Dolomiti Sportful, North Cape 4000, a również organizatorzy bardziej niszowych imprez, czyli Race Through Poland, a także Stowarzyszenie Koło Ultra, organizator wyścigów Północ Południe, Maraton Podróżnika, Beskidzki Zbój, Krwawa Pętla, Karpacki Hulaka i Poland Gravel Race - wylicza Tomasz Zakolski.

Rozżaleni uczestnicy założyli grupę w mediach społecznościowych. Do poniedziałku, 27 kwietnia grupa rozrosła się do 107 osób. Kolarze napisali skargę do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. W planach mają także list z prośbą o interwencję Wojciecha Szczurka, prezydenta Gdyni.

O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy organizatora Gran Fondo Gdynia, czyli firmę Sport Evolution.

- Nie spotkaliśmy się z komentarzami, żeby sama decyzja o nieorganizowaniu wyścigu we wcześniej zaplanowanej formie była niezrozumiała. Co do samego wyścigu wirtualnego, zdania są oczywiście podzielone. W udostępnionej przez nas ankiecie, jedna trzecia zawodników wybiera opcję wyścigu wirtualnego. Jest to związane chociażby z tym, że nie każdy ma w domu trenażer, na którym można taki wyścig przejechać. Rozumiemy to - tłumaczy Piotr Jakóbik, dyrektor marketingu w Sport Evolution.

Pana Piotra Jakóbika poprosiliśmy o wyjaśnienie decyzji o trzech ścieżkach wyboru po odwołaniu zawodów na Kaszubach i o to czym kierował się organizator oferując inne rozwiązania.

- Wychodzimy z założenia, że lepiej zrobić coś, niż nic. Wyścig nie może się odbyć w normalnej formie, w jakiej byśmy sobie życzyli. Staramy się więc dać zawodnikom jakiś wybór. Wydaje mi się, że wyścig wirtualny to najlepszy zamiennik, który jesteśmy w tej chwili w stanie zaoferować. Nie mamy możliwości przełożenia wyścigu na inną datę w tym roku. Nie wiemy, kiedy w ogóle tego rodzaju imprezy będą mogły się odbywać i z jakimi ograniczeniami. Przekładanie wyścigu na czerwiec, lipiec, czy sierpień byłoby kompletnie nierozsądne. Nie ma żadnej gwarancji, że w kolejnych miesiącach uda się taką imprezę zorganizować - zaznacza dyrektor marketingu Sport Evolution.

- Druga opcja, którą zaproponowaliśmy, czyli wydanie zawodnikowi koszulki, która jest elementem pakietu startowego wyścigu, to pewna forma rekompensaty "w naturze". Trzeba sobie zdawać sprawę, że taka koszulka kosztuje na rynku ok. 250 złotych, więc porównywalnie, a nawet w wielu przypadkach więcej, niż kwota wpisowego, którą wniósł zawodnik. Do tego dorzucamy wysyłkę na nasz koszt. Proszę tego źle nie zrozumieć - doskonale wiemy, że zawodnik nie płaci za samą koszulkę, ale przede wszystkim za udział w wyścigu. Ale to pokazuje, jak dużą wartość daje Gran Fondo Gdynia w cenie wpisowego. Jeśli nie może zorganizować wyścigu, chcemy chociaż wydać zawodnikom koszulki, które mają realną, wysoką wartość - dodaje Piotr Jakóbik.

- Trzecia opcja to zwrot opłaty startowej pomniejszonej o 100 złotych opłaty administracyjnej. Takie rozwiązania proponują też inni organizatorzy, zarówno w Polsce - np. jeden z największych organizatorów imprez triathlonowych, ale też np. jeden z największych triathlonów na świecie, czyli Challenge Roth. Tam zawodnicy otrzymują opłatę startową pomniejszoną aż o 90 euro, więc 400 złotych. Maraton w Tokio odwołał cały wyścig masowy na kilkadziesiąt tysięcy osób i nie zwraca nic, nie przepisuje na przyszły rok, nie daje żadnych innych możliwości. Jeśli spojrzymy na to, w jaki sposób finansowane są takie imprezy, to po prostu okazuje się, że organizator nie ma pola manewru - przekonuje przedstawiciel organizatora.

Jasną sprawą jest to, że w momencie odwołania zawodów sportowych tracą wszyscy. Uczestnicy nie mają możliwości wykazania się w imprezie, do której trenowali poświęcając czas i pieniądze. Organizatorzy również zaangażowali się finansowo oraz organizacyjnie.

- Naprawdę nikt w tej sytuacji nie wygrywa. To nie jest tak, że ktoś się wzbogaca, czy przywłaszcza pieniądze, które mu się nie należą. Każdy traci, jeden bardziej, drugi mniej. Absolutnie nie chciałbym ustawiać organizatora ponad krzywdę pojedynczego zawodnika. Zdaję sobie sprawę, że dla każdej osoby ta opłata startowa stanowi jakiś wydatek. Dla jednej mniejszy, a dla drugiej większy. Szukamy jednak rozwiązań, proponujemy coś w zamian i dajemy zawodnikom możliwość wyboru jeden z trzech opcji, które są po prostu na ten moment możliwe do zaoferowania - wyjaśnia Piotr Jakóbik.

Przedstawiciel firmy Sport Evolution podkreśla, że przełożenie zawodów na 2021 rok nie jest najlepszym rozwiązaniem ze względu na niepewność związaną z pandemią koronawirusa i możliwymi jej nawrotami. Swoje zdanie obrazuje także przedstawiając model finansowania zawodów, w których znaczącą rolę odgrywają środki publiczne. A w tym przypadku w roku 2021 należy założyć, że środki samorządowe będą znacząco ograniczone na sport, kulturę i rozrywkę.

- Model finansowania zawodów jest bardzo prosty. To opłaty startowe, samorząd i sponsorzy. W bardzo optymistycznym przypadku opłaty startowe pokrywają mniej więcej połowę kosztów organizacji imprezy, a czasami ledwie 30 procent. Po drugie, środki publiczne lub sponsorskie trafiają do organizatora dopiero po wydarzeniu. Ich wypłata jest stricte uzależniona od wypełnienia pewnych zobowiązań. Impreza musi się odbyć, trzeba spełnić wszystkie świadczenia, przygotować odpowiednie raporty i dopiero 30-60 dni po imprezie organizator otrzymuje obiecane środki. W momencie odwołania imprezy te środki nie trafiają do organizatora wcale. To jest zrozumiałe. A za nami jest już kilka miesięcy przygotowań, koszty z nimi związane - wydatki na promocję, część usług, wynagrodzenia ludzi zaangażowanych w organizację wyścigu. Przecież taka impreza nie powstaje w dwa tygodnie w dwuosobowym zespole. To są miesiące pracy niemałego zespołu, który w tym czasie też jest opłacany - tłumaczy Piotr Jakóbik.

Ze strony organizatora i od przedstawiciela grupy rozżalonych decyzją kolarzy dostaliśmy zapewnienie, że obu stronom zależy na polubownym rozwiązaniu tego sporu.

Halowa mistrzyni świata o planach odmrażania sportu: Nareszcie jakaś pozytywna wiadomość

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Mistrzostwa w Polsce zwiększą popularność strzelectwa i rugby

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie