reklama

Gdynia: Stoczniowcy za barem

Jacek Klein
Na rynku trudno jest znaleźć pracę dla byłych stoczniowców<br><br>
Na rynku trudno jest znaleźć pracę dla byłych stoczniowców Tomasz Bołt
Majątek Stoczni Gdynia ponownie trafił na sprzedaż. Wczoraj ukazały się zaproszenia dla inwestorów do udziału w otwartych przetargach.

- To postępowanie przetargowe to druga szansa, którą dostaliśmy od Komisji Europejskiej. Wierzymy, że wyłonieni zostaną inwestorzy, którzy na zakupionym majątku rozpoczną w krótkim czasie działalność gospodarczą. Liczymy, że pozwoli to byłym pracownikom stoczni znaleźć zatrudnienie na terenach stoczni, nawet jeśli nie wszyscy z nich znajdą pracę w odtworzonym przemyśle stoczniowym - stwierdza Wojciech Dąbrowski, prezes Agencji Rozwoju Przemysłu, która odpowiada za sprzedaż stoczni.

Zarówno Stocznia Gdynia, jak i Szczecińska muszą zostać sprzedane do końca roku lub będzie ogłoszona ich upadłość. Na to że majątek trafi w ręce firm, które chcą budować statki, coraz mniej liczą stoczniowcy.

- W sierpniu wpłynęło do nas mnóstwo podań o zmianę szkolenia - mówi Andrzej Głowacki, prezes firmy DGA. - Stoczniowcy, gdy dowiedzieli się, że katarski inwestor się wycofał, zrezygnowali ze szkoleń w zawodach stoczniowych i postanowili zdobyć nowe umiejętności. Na powrót do stoczni już nie liczą. Takich osób w Gdyni i Szczecinie było prawie 1000.

DGA od siedmiu miesięcy prowadzi szkolenia dla stoczniowców i szuka dla nich pracy. Do tej pory kursy przeszło lub zaczęło 2 tys. osób, czyli prawie połowa z 4400 gdyńskich stoczniowców, którzy przystąpili do programu zwolnień monitorowanych. Niektórzy wybrali egzotyczne w porównaniu z dotychczas wykonywaną pracą zawody.

Tak jak Krzysztof Pilawka, stoczniowy monter z wieloletnim stażem, który się szkoli na barmana. - Lubię taką pracę i zawsze chciałem wykonywać ją zawodowo, teraz będę miał taką możliwość - mówi. - To urozmaicenie w życiu z własnego wyboru i szansa na pracę - dodaje Marcin Soborowski, do niedawna spawacz w stoczni.

Obu czeka teraz 40 godzin praktyki za hotelowym barem. Kurs na barmana nie jest jednak popularny. Najchętniej stoczniowcy zgłaszają chęć zdobycia uprawnień ochroniarza, operatora koparko-ładowarki czy magazyniera.

- Na operatora koparki szkoli się 200 osób - dodaje Głowacki. Znacznie gorzej niż ze szkoleniami jest ze znalezieniem pracy przez byłych stoczniowców. Do września pracę znalazło zaledwie 200 osób.
- To osoby, które pobierały sześciomiesięczne świadczenia i fakt znalezienia pracy musiały nam zgłosić - tłumaczy Głowacki. - Nie mamy informacji od tych, którzy już mają nową pracę po tym, jak świadczenia im już nie przysługiwały.

Głowacki przyznaje, że zadanie znalezienia zajęcia dla byłych stoczniowców nie jest łatwe. - W obecnej sytuacji na rynku pracy nie wciśniemy tych osób na stałe umowy - twierdzi. - Firmy nie są skłonne zawierać takich umów, ale są skłonne zlecać usługi. I w tym kierunku staramy się iść. Chcemy wykorzystać osoby, które odbyły już szkolenia albo mają odpowiednie kwalifikacje do podwykonawstwa przy realizacji dużych inwestycji na terenie Pomorza.

Podobnie trudno o pracę jest w Szczecinie. Spośród byłych pracowników obu stoczni pracę znalazło nieco ponad 400. To zaledwie 25 proc. planu, który zakłada, że w najgorszej sytuacji zatrudnienie znajdzie 1600 pracowników spośród 8 tys. zwolnionych.
Dla wielu stoczniowców zaczną się teraz ciężkie czasy. W Gdyni już ponad 200 z nich straciło prawo do otrzymywania świadczenia w wysokości prawie 2 tys. zł miesięcznie. W Szczecinie takich osób jest już ok. 500.

Kawałki stoczni na sprzedaż

Niesprzedany w pierwszym podejściu w maju teren Stoczni Gdynia został podzielony na 10 kawałków.

Najwartościowsze są dwa suche doki. Większy wyceniono na 98 mln zł, mniejszy na 30 mln zł. Za prawie 40 mln zł wystawiony został na sprzedaż rejon prefabrykacji kadłubów. Przetargi, tak jak poprzednim razem za pośrednictwem internetu, odbędą się 26 listopada. Jeśli nie zostaną rozstrzygnięte, w ciągu tygodnia majątek będzie wystawiony na aukcję. Ostateczne umowy z inwestorami mają być podpisane do końca roku.

Ministerstwo Skarbu ubezpieczyło się przed powtórką sytuacji, kiedy to nabywca stoczni wycofał się w ostatniej chwili i nie zapłacił. Teraz firmy, które wygrają przetargi, będą miały trzy dni na przelanie pieniędzy przed podpisaniem umów warunkowych na specjalny rachunek lub przedstawienie gwarancji bankowej.

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie