GDYNIA DO PRZEGLĄDU: "Marketing, elektryczny pedał i cena prawdy". Felieton Zygmunta Zmudy-Trzebiatowskiego

Zygmunt Zmuda-Trzebietowski
Udostępnij:
Jeden z dowcipów o Radiu Erewań mówił, jak to jeden ze słuchaczy podał, że podobno na Placu Czerwonym rozdają samochody. Redakcja wyjaśniła, że to w zasadzie prawda, ale nie na Placu Czerwonym tylko w okolicy, nie samochody tylko rowery i nie rozdają, ale kradną.

Z gdyńskimi rowerami elektrycznymi było podobnie. Cała Polska w ekstazie krzyczała, że w Gdyni dawane są dotacje osobom, które są zainteresowane zakupem roweru elektrycznego i jakie to cudowne. Już nie cała Polska, ale świadomi obywatele dodawali, że to prawda, choć kwota wystarczy na symboliczne 40 rowerów, co w skali Gdyni rzeczywistości nie zmieni, ale komuś będzie miło. Krótko mówiąc, za 100 tysięcy złotych Gdynia kupiła czas antenowy w całej Polsce – brawo!

Co do samego konkursu, to towarzyszyły mu wielkie emocje. Nie tylko z uwagi na niewielką pulę dotacji, ale także przez kłopoty techniczne, które pojawiły się w momencie, gdy można było rozpocząć składanie wniosków. System informatyczny umarł od razu o północy, w pierwszej minucie aplikowania i do rana już nie powstał (podejrzewam, że informatycy w tym czasie spali i nikt im nie zlecił nocnego dyżuru). Ludzie zatem klęli, frustrowali się, odświeżali stronę itd., inni próbowali w tym czasie zrobić to samo przez e-PUAP (akurat miał przerwę techniczną, stopniowo wydłużaną). Jak się okazało, komu wystarczyło sił i kawy do 3 rano i doczekał do końca przerwy, mógł złożyć wniosek, ale nie za pośrednictwem miejskiej strony. Kto padł wcześniej albo uznał, że zrobi to rano czy też pojawi się w urzędzie bladym świtem, okazał się przegrywem. Nie tylko nie zmieścił się na liście, ale też zarwał noc i musiał mierzyć się z bezsilnością.

Niektórzy złośliwcy twierdzili, że listy osób które uzyskały dotacje nie opublikowano dlatego, że byli na niej sami urzędnicy, inni mówili z optymizmem, że tylko połowa. Ja jednak postanowiłem poszukać kogoś mi znanego, kto na tej liście się znalazł. W rozmowie z Marcinem, biegłym informatycznie kolegą, któremu udało się złożyć wniosek około 3 rano, dowiedziałem się także, że zakupił rower za kwotę poniżej 6 tysięcy złotych, umowę podpisał, dokumenty złożył 14 lipca, na wypłatę dotacji wprawdzie jeszcze czeka, ale po interwencji obiecano mu przelew 10 sierpnia. Zatem jest nadzieja, że słowo stanie się pieniądzem, a znany mi osobiście szczęśliwiec już jeździ po Gdyni elektrykiem. I rzeczywiście, jak przyznał, był to dobry impuls do zmiany środka transportu. Gdy mieszka się na Fikakowie, to powrót tam elektrykiem naprawdę wiele ułatwia. Czyli super – dofinansowaliśmy Marcinowi rower i niech śmiga. Wszyscy dotowani musieli wypełnić ankiety, będą je wypełniać także po kilku miesiącach, by zweryfikować czy i co realnie i trwale się zmieniło. To podejście, choć na wąskiej grupie, należy docenić i pochwalić. Świat się od tego nie zmieni, ale może choć jeden atom?

Rozczulił mnie jednak inny wątek. Na podpisanie umowy delikwentów zapraszano do urzędu, by uczynili to w towarzystwie wiceprezydenta Marka Łucyka. Oprócz niego czekał tam jeszcze nadworny fotograf, by dokumentować ten magiczny moment. Niestety, Marcin zepsuł nastrój, gdyż po pierwsze odmówił wspólnego zdjęcia, twierdząc, że nie chce uwiarygadniać miejskiej maszynki propagandowej, a po drugie, wykorzystał okazję, by urzędnikowi powiedzieć co sądzi na temat ruchów pozornych, tudzież tego, że miasto nie było w stanie zapewnić działania systemu do składania wniosków. Na co kolega Łucyk wykonał swój ulubiony manewr, opowiadając o niedziałającym e-PUAP, czyli systemie krajowym, a przecież Gdynia na to nie ma wpływu. Kiedy usłyszał, że to gdyński system nie podniósł się aż do rana, a gdy wstał, to już na stronie widniała informacja o zakończeniu przyjmowania wniosków, profesjonalnie udał zaskoczenie.

Dla tego jednego momentu, gdy pękający z dumy i oczadziały autopromocją wiceprezydent mógł usłyszeć kilka słów prawdy od mieszkańca Gdyni, warto było organizować ten konkurs. Przebijanie się przez szklaną ścianę samozachwytu warte jest każdej ceny z naszych podatków. Marcinie, wielkie dzięki i szerokiej drogi!

ZOBACZ TEŻ: GDYNIA DO PRZEGLĄDU: Helikopter, łaskawy plan miejscowy i duże pieniądze

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Kolejny krok krok do reparacji dla Polski - video flesz

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie