Dziedzictwo stoczni dobrze chronione

RedakcjaZaktualizowano 
Z Pawłem Adamowiczem, prezydentem Gdańska, rozmawiają Lech Parell i Jarosław Zalesiński

Jaka jest pańska reakcja na pomysł, by teren Stoczni Gdańskiej objąć ochroną konserwatorską i wpisać na listę światowego dziedzictwa UNESCO?

Przede wszystkim taki wniosek musi być uzgodniony z właścicielem - a nie jest nim wcale miasto Gdańsk. Uważam jednak, że wniosek o wpisanie całego terenu na listę UNESCO jest niestosowny.

Jest Pan zirytowany tą sprawą? Dlaczego?

Dyskusja nad tym, w jakim zakresie ten teren ma podlegać ochronie konserwatorskiej, już się odbyła. W jej wyniku przyjęto plan zagospodarowania przestrzennego uzgodniony z wojewódzkim konserwatorem zabytków. I zabytki, które warto zachować dla przyszłych pokoleń, zostały w nim zabezpieczone.

Ale tymczasem po kilku latach na nowo rozgorzała dyskusja, czy ten zakres nie jest zbyt mały.

Ta dyskusja dowodzi, że i parlamentarzysta, który ją rozpoczął…

Chodzi Panu o Arkadiusza Rybickiego z Platformy Obywatelskiej.

Tak. A więc: ów parlamentarzysta oraz różni inni uczestnicy tej dyskusji dowodzą swojej wysokiej niekompetencji. Arkadiusz Rybicki, gdy był radnym miasta Gdańska, głosował za tym planem zagospodarowania przestrzennego, który obowiązuje. Przede wszystkim jednak ta dyskusja toczy się poza właścicielem terenu - prywatną firmą BPTO. I bez jakiejkolwiek próby refleksji, czy tego typu działania będą miały skutki finansowe i jakie to będą skutki. Mam wrażenie, że uczestniczę w dyskusji prowadzonej w latach 70. czy 80. ubiegłego wieku, a nie teraz.

W jakim sensie?

Bo wtedy nikt nie liczył się ze strukturą własnościową. A teraz trzeba się liczyć. Inna ważna sprawa jest taka, że w przypadku wnioskowania do UNESCO zawsze inicjatorem jest rząd, a nie gmina. Miasto Gdańsk dwukrotnie dotąd prosiło ministrów kultury o złożenie wniosku o wpisanie fragmentów Głównego Miasta, Westerplatte czy Bramy nr 2 Stoczni Gdańskiej. Ale te wnioski ostatecznie zostały wycofane z UNESCO.

Dlaczego?

Jak nam mówiono, nie uzyskałyby akceptacji komitetu wykonawczego tej organizacji. Tłumaczono, że kraje Trzeciego Świata - a one mają przewagę - niechętnie patrzą na kolejne obiekty z Europy. Jest - podobno - wyraźny trend w kierunku państw pozaeuropejskich. Dodam, że nasze miasto wydało na przygotowanie tych wniosków niemałe pieniądze. Tłumaczono, że trzeba czekać na odpowiedni moment, żeby sprawy nie spalić.
Czyli była próba wpisania mniejszego obszaru?

Tak. I z rozmów na ten temat, na przykład z delegatami, którzy do nas przyjeżdżali i pomagali nam prawidłowo przygotować nasze wnioski - wynikało również to, że tego typu wniosku, jak się obecnie proponuje, nikt poważny by nie składał.

Z jakiego powodu?

Bo dotyczy zbyt dużego terenu i niezwykle zróżnicowanego. Odnoszę wrażenie, że mamy dziś masę emocji, a brak racjonalności podejmowanych działań. I jeszcze brak wiedzy na temat mechanizmów podejmowania decyzji w tego typu gremiach międzynarodowych.

To nie warto już o nic wnioskować?

Pamiętajmy, że spośród wszystkich wniosków z całej Polski zaakceptowano dotąd tylko jeden - dotyczący Hali 100-lecia we Wrocławiu. Jeśli chodzi o nas, to według mojej wiedzy i oceny, miałoby - być może - sens wnioskowanie o wpisanie Bramy nr 2 czy Sali BHP. Natomiast zabieganie o to dla kilkudziesięciu hektarów nie ma sensu. To jest dziś w dużej mierze pusty teren, po którym hula wiatr. Jednak powtórzę jeszcze raz: decyzja o wnioskowaniu w tej kwestii należy do ministra kultury, a nie do prezydenta miasta.

Jakie byłyby konsekwencje, gdyby jednak przeważyła koncepcja wprowadzenia ochrony konserwatorskiej całego terenu stoczni?

Jak panowie sobie to wyobrażacie? Co to znaczy "przeważyła"? Kto ma o tym decydować? Sonda, referendum?

Próbujemy wyobrazić sobie konsekwencje finansowe.

Nie sposób sobie tego wyobrazić. Koszty wywłaszczenia byłyby olbrzymie. I każdy zada sobie pytanie: czy nie lepiej za te pieniądze uratować wiele zabytków, które się sypią w Polsce czy na Pomorzu. Czy też płacić odszkodowania dla obecnych właścicieli.

Pan jak uważa?

Jako podatnik mówię, że nie ma to najmniejszego sensu. Jest sens utrzymania ochrony nad obiektami powstałymi przed 1945 rokiem. Natomiast nie ma sensu chronić hektarów pustych przestrzeni. Mamy tam trawę posiać?
Jakie znaczenie mają tereny postoczniowe dla Gdańska?

W przyszłości, razem z odbudowanym do końca śródmieściem, będą stanowić prawdziwe centrum metropolii. Zamrażanie tego terenu byłoby bardzo nierozsądne.

Ale co z dziedzictwem historycznym?

O wielkiej historii, która działa się na tych terenach, będą mówić takie obiekty jak Europejskie Centrum Solidarności, Brama nr 2, Sala BHP, wielka aleja piesza - droga do wolności, zlokalizowana na tym terenie. Zgadzam się też, że należy zachować pewne elementy małej architektury: tu i ówdzie kostka brukowa, tam znowu jakieś fragmenty architektury przemysłowej powinny być zachowane.

Czyli jednak coś więcej niż teraz przewiduje ochrona konserwatorska.

Jednak to trzeba zrobić na zasadzie rozmów z deweloperem, który zresztą jest na tę sprawę uwrażliwiony.

To może jednak lepiej zmienić plan zagospodarowania przestrzennego?

Plan to nie jest Pismo Święte. Zmiana jest możliwa, ale jeśli będzie naruszała interesy właściciela terenu, to może skutkować roszczeniami finansowymi. To tak jak z budową wielkiej świątyni na tym obszarze, co postulował arcybiskup Sławoj Leszek Głódź. Żeby to się stało, to ktoś musiałby po prostu kupić działkę. Bo miasto nie ma tam ani piędzi ziemi.

A jeśli chodzi o dźwigi stoczniowe?

Niewątpliwie wpisują się one w niezwykłą panoramę miasta i jest to coś, o co warto zabiegać. Żurawie są jak na starych rycinach wieże kościołów.

Niektóre z nich czy wszystkie warto zachować?

Wypowiadam się w tej sprawie ostrożnie. Bo to czy dźwig w takim czy innym miejscu nie ogranicza jakichś funkcji, czy jest bezpieczny, czy może stać, gdzie stoi - wymaga poważniejszych analiz. Może trzeba go gdzieś przesunąć w takim czy innym przypadku? Jest też kwestia tego, że przecież taki sprzęt należy utrzymywać w porządku, żeby komuś coś na głowę nie spadło, wziąć za to odpowiedzialność. Tak więc jestem za, ale na ustalenie szczegółów potrzeba namysłu.

polecane: FLESZ: Podział Mandatów po wyborach parlamentarnych

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie