Dr Przemysław Witkowski, politolog: PiS potrzebuje Westerplatte do prowadzenia swojej polityki

Agnieszka Kamińska
Agnieszka Kamińska
Witkowski: PiS potrzebuje Westerplatte do prowadzenia swojej polityki Karolina Misztal
Działania PiS wobec Westerplatte są przejawem rywalizacji z opozycją, pokazaniem, kto tu rządzi, a jednocześnie służą budowaniu aparatów ideologicznych w terenie. Mają też wymiar międzynarodowy – mówi dr Przemysław Witkowski, politolog z Collegium Civitas.

W tym roku rocznica wybuchu II wojny światowej na Westerplatte zostanie zorganizowana przez wojsko. Wcześniej robiło to miasto. Po co właściwie PiS te obchody?

PiS w Trójmieście nie jest najsilniejszym obozem politycznym. Większość w wyborach uzyskuje tu od lat Koalicja Obywatelska. Wobec tego, PiS stara się przejąć np. w Gdańsku wszystko to, co jest możliwe. W ten sposób mówi opozycji: może w tym mieście to wy wygrywacie wybory, ale to my sprawujemy władzę państwową i to my zdecydujemy, jak będą wyglądać uroczystości w waszym mieście.

Westerplatte jest miejscem symbolicznym, ważnym dla wszystkich Polaków.

Na kontrolowaniu tego miejsca może szczególnie zależeć PiS. Poza tym, dla PiS Westerplatte może też być narzędziem przypominania Niemcom o ich obowiązkach wobec państw napadniętych podczas II wojny światowej. Akcentowanie, że Polska była ofiarą agresji niemieckiej, może być rodzajem karty przetargowej, którą PiS będzie szafować na arenie międzynarodowej. Do dyskusji publicznej może powrócić kwestia odszkodowań za zniszczenia wojenne.

Westerplatte może więc być elementem prowadzenia polityki międzynarodowej, w której PiS próbuje zajmować silniejszą pozycję w UE, co tej partii na razie nie wychodzi.

Działania PiS wobec Westerplatte mają więc wymiar wewnętrzny, są przejawem rywalizacji z opozycją – pokazaniem kto tu rządzi, a jednocześnie służą budowaniu aparatów ideologicznych w terenie. Mają też wymiar międzynarodowy.

Niektórzy twierdzą, że te działania idealnie wpisują się w politykę historyczną PiS, która służy tej partii w sprawowaniu władzy.

Wynika to z tego, że w PiS jest dużo endeków, którzy mają wpływ na działania tej partii. Można do nich zaliczyć byłego senatora prof. Jana Żaryna, który jest trzecim pokoleniem endeków w rodzinie, a jego syn – czwartym.

Polityków tego nurtu, którzy przeniknęli do PiS, jest więcej. Mamy Adama Andruszkiewicza, Sylwestra Chruszcza czy Tomasza Rzymkowskiego. Mamy wreszcie powołany w tym roku Instytut Dziedzictwa Myśli Narodowej im. Romana Dmowskiego i Ignacego Jana Paderewskiego. W myśli endeckiej, od zawsze, największym wrogiem Polski były Niemcy. Przed wojną mieliśmy sanację skupioną wokół Piłsudskiego, a po jego śmierci do sanacji przenikało coraz więcej reprezentantów myśli endeckiej.

Paradoksalnie, wracamy do tej sytuacji, PiS coraz bardziej jest zasilane politykami skrajnej prawicy, głównie o korzeniach endeckich. Oni wpuszczają do programu PiS różne elementy swojego wychowania ideologicznego, dotyczące np. antyniemieckości. Niemcy, zgodnie z myślą Dmowskiego, grożą Polakom – chcą ich wynarodowić i zgermanizować. Te nastroje teraz wracają. A obchody rocznicowe na Westerplatte mogą w nie się wpisywać.

Czy grozi nam, że ważne wydarzenia w miastach będą organizowane podwójnie? W Gdańsku już teraz mamy takie przykłady.

Polska, tak możemy powiedzieć, to taka mała Rosja i biedne Niemcy. Leży w połowie drogi między tymi państwami, ale i tymi centrami kulturowymi. O ile w ostatnich 30 latach, rządzący, organizując państwo, kierowali się zachodnimi rozwiązaniami, o tyle w ostatnim kilkuleciu można zauważyć wzorce dotyczące kreowania państwa, które są podobne do zastosowanych na Wschodzie.

Najwyraźniej komuś w Polsce podoba się to, jak rządzi Władimir Putin, a więc jego autorytarny sposób konstruowania państwa.

W Rosji jawnie tłamszona jest opozycja i wolna prasa. I to jest już realizowane na Węgrzech. My idziemy w tym kierunku i to w coraz szybszym tempie. W tym sensie podwójne obchody, dotyczące ważnych wydarzeń, będą organizowane dopóki samorządy lub opozycja nie nagną się do wizji rządowej. Wydaje się ona być skonstruowana w ten sposób, że kto tej wizji nie popiera, jest zdrajcą i agentem z zewnątrz.

Możemy się spodziewać, że przedstawiciele obozu władzy będą stosowali coraz bardziej radykalne działania polityczne – od podkupywania, przez szantaże moralne, aż po jawny nacisk.

Władza w krajach idących drogą autorytarną nie dopuszcza dwugłosu czy trójgłosu w jakichś sprawach. Wręcz uważa, że wielogłos jest przejawem słabości. Istotny jest tylko jeden głos, ten władzy. Dlatego możliwość organizacji podwójnych obchodów czy obchodów alternatywnych należy uznać za coś pozytywnego – co, jeśli państwo nadal będzie kierować się ku rządom autorytarnym, może zostać wyeliminowane.

Obchody 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej na Westerpla...

Co się dzieje z tymi, którzy mówią innym głosem w państwach, które idą w kierunku rządów autorytarnych? Przechodzą do podziemia? Są zamykani w więzieniach?

To nie jest takie proste. Jawny ucisk czy spałowanie przeciwników na ulicy nie załatwia sprawy. Stosowane są bardziej wyrafinowane metody niż uruchomienie aparatu represji np. zniechęcenie przeciwników czy ich podkupienie.

Ale sam aparat represji może działać w różny sposób. Na przykład Turcja wprowadziła w życie przepis, który zakłada ściganie za obrazę narodu tureckiego. Do tej obrazy kwalifikowało się np. informowanie o ludobójstwie Ormian lub o represjach tureckich wobec Kurdów. Państwo z urzędu wszczynało śledztwo wobec podejrzanych o obrazę. Groziły za to wysokie kary pieniężne, a także lekkie kary więzienia. Choć nie obowiązywały żadne ograniczenia wolności wypowiadania się, to przepisy były tak skonstruowane, że ludzie obawiali się wypowiadać na niektóre tematy.

Obecnie Turcja jest w innym miejscu – wolność prasy jest tam na najniższym poziomie, a część opozycji została uwięziona. I nikt o nią się nie upomina, bo Turcja – ze względów geopolitycznych – blokuje wpływanie większych grup migrantów do UE, co jest przecież na rękę państwom europejskim.

W Polsce scenariusz turecki może nie będzie realizowany, ale pamiętajmy, że demokracja w Polsce nie ma ogromnych tradycji. Jeśli wziąć pod uwagę lata przedwojenne i te po ‘89 r., to mamy ją w Polsce tylko kilkadziesiąt lat.

Demokracja angielska ma 300 lat, choć oczywiście jej poziomy były różne.

Specjaliści już nazywają polską demokrację, że jest nieliberalna. Tak grzecznie nazywa się państwa o tendencjach autorytarnych.

W Polsce realnie władzę sprawuje przecież nie premier czy prezydent, a szeregowy poseł.

Zwierzęta też potrafią się śmiać

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie