Dopalacze zabijają. Śmierć za kilkanaście złotych

    Dopalacze zabijają. Śmierć za kilkanaście złotych

    Dorota Abramowicz

    Dziennik Bałtycki

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    Bywa, że pod jedną nazwą handlową występują produkty o różnych składnikach. Nie wiedząc, co dodano do produktu, toksykolodzy nie znają odtrutek

    Bywa, że pod jedną nazwą handlową występują produkty o różnych składnikach. Nie wiedząc, co dodano do produktu, toksykolodzy nie znają odtrutek ©Przemek Świderski

    600 nauczycieli, pedagogów i lekarzy wzięło udział w interdyscyplinarnej konferencji poświęconej zażywaniu dopalaczy.
    Bywa, że pod jedną nazwą handlową występują produkty o różnych składnikach. Nie wiedząc, co dodano do produktu, toksykolodzy nie znają odtrutek

    Bywa, że pod jedną nazwą handlową występują produkty o różnych składnikach. Nie wiedząc, co dodano do produktu, toksykolodzy nie znają odtrutek ©Przemek Świderski

    Są słowa, które - na pozór - kojarzą się dobrze. Takim słowem jest wzięty z języka lotniczego „dopalacz”, czyli mieszanka wzbogacająca, ulepszająca paliwo. Nazwa myli. Produkty zawierające substancje psychoaktywne i zwane dopalaczami w ub. roku były przyczyną 2,5 tysiąca zatruć. W tym roku - już 6 tysięcy. W tym kilkunastu śmiertelnych.

    O powadze lawinowo narastającego problemu świadczy ogromne zainteresowanie interdyscyplinarną konferencją „Zażywanie przez dzieci i młodzież dopalaczy i środków odurzających a profilaktyka i interwencje ze strony środowiska szkolnego” zorganizowaną wczoraj w Gdańsku przez Polskie Towarzystwo Terapii Poznawczej i Behawioralnej.
    Wykładów, prowadzonych przez lekarzy, psychoterapeutów (w tym światowej sławy specjalistkę z USA Jessicę Minahan), sędziów i policjantów wysłuchało we wtorek, 1.12.2015 r. 600 osób, w tym nauczyciele, kuratorzy, pracownicy socjalni, rodzice. Jak mówi organizująca konferencję dr Małgorzata Dąbrowska-Kaczorek, chętnych, którzy nie dostali się ze względu na brak miejsc, było o wiele więcej.

    Dziesięć złotych


    - Pod jedną nazwą handlową występują produkty o różnych składnikach - tłumaczyła podczas wykładu dr Iwona Alicja Trzebiatowska, specjalista psychiatrii i konsultant oddziału toksykologii w Gdańsku. - Nie wiedząc, co dodano do produktu, nie znamy odtrutek.

    Ogromnym problemem jest finansowa dostępność dopalaczy. Niektóre środki sprzedawane są w cenie 10 złotych za opakowanie. Dziecko, które dostaje od rodziców kieszonkowe na drożdżówkę, może bez problemu kupić „działkę”.

    - Niska cena może być powodem przedawkowania - twierdziła pani konsultant. - Trzech studentów z Przymorza w ubiegłym roku złożyło się na „towar” wart 100 złotych, który podzielili na trzy części. W efekcie jeden z nich wyskoczył przez okno, jeden zmarł, a tylko trzeciego udało się uratować.

    Środki psychoaktywne, czasem w sposób ekstremalny, zaburzają psychikę. Przy zatruciach zagrażających życiu dochodzi do działań szaleńczych, agresji, mieszanych zaburzeń świadomości z psychozami. Zdarza się, że zatrucia dają skutki długoterminowe, w tym utrwalenie stanów lękowych, zaburzeń nastroju, apatię, abulie i indukowanie psychozy.

    Najważniejsza jest prewencja, wychwycenie momentu, w którym jeszcze można przerwać niebezpieczną „zabawę” młodego człowieka z dopalaczami. - Każda zmiana zachowania dziecka, zarówno na gorsze, jak i na lepsze, powinna zwrócić naszą uwagę - przekonywała dr Iwona Alicja Trzebiatowska. - Zwłaszcza jeśli jest to zmiana gwałtowna, na przykład dziecko wycofane staje się nagle bardzo towarzyskie, zyskuje nowych znajomych, ma zmienne nastroje...

    Mit o marihuanie



    Wśród młodych najszybciej rośnie spożycie marihuany.

    - W połowie lat 90. zażywało ją kilka procent, dziś do zażycia marihuany przyznaje się co trzeci uczeń gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych - mówiła dr Ewa Wasilewska, pediatra i alergolog z Poradni Przyklinicznej Alergologii i Pneumonologii UCK w Gdańsku. - Mimo prób bagatelizowania szkodliwości marihuany pozostaje ona substancją groźną, działającą na każdą sferę życia. Mit o „bezpiecznej” marihuanie jest bardzo niebezpieczny. I nie mówimy tu tylko o zaburzeniach psychicznych i społecznych.

    Lekarze tłumaczą, że zażywanie marihuany przypomina grę w rosyjską ruletkę. Za jej działanie psychotropowe odpowiada substancja THC, której zawartość wahać się może od 1 do nawet 30 proc. Paląc kupione nielegalnie „zioło”, nie wiemy, jaki jest poziom jego toksyczności.

    - Palenie marihuany wpływa na nasz układ oddechowy i jest o wiele bardziej szkodliwe od palenia papierosów - tłumaczyła dr Wasilewska. - Pojawia się ryzyko występowania chorób nowotworowych, odmy, przewlekłego obturacyjnego zapalenia płuc, zapalenia oskrzeli. Cierpi też układ sercowo-naczyniowy, zdarzały się nawet przypadki śmiertelnego zawału mięśnia sercowego u młodej osoby po zażyciu marihuany. Stwierdzono również obniżenie odporności.

    Wyniki wieloletnich badań przeprowadzonych w USA wykazały, że u kobiet zażywających marihuanę dochodziło do wzrostu poziomu testosteronu (pojawiało się u nich nadmierne owłosienie), zaburzeń jajeczkowania i okresowej bezpłodności. U mężczyzn - do zmniejszonej produkcji plemników i impotencji. U kobiet w ciąży THC przenika do łożyska, powodując ryzyko przedwczesnego porodu, wady centralnego układu nerwowego oraz groźbę wystąpienia porażenia dziecięcego i chorób psychicznych. Wynik testu inteligencji takich dzieci jest średnio o 10 punktów niższy od rówieśników.

    Lęk i zadawanie pytań



    Jessica Minahan, która od kilkunastu lat pomaga nauczycielom i rodzicom w radzeniu sobie z trudnymi zachowaniami dzieci i młodzieży, mówiła m.in. o tym, jak lęk ogranicza pamięć i możliwości poznawcze młodego człowieka, powodując problemy z czytaniem, rozwiązywaniem zadań i obniżając w poważnym stopniu iloraz inteligencji dziecka. Tłumaczyła też, jak nauczyciel powinien reagować na agresję i niebezpieczne zachowania seksualne ucznia.

    Z kolei o dialogu motywacyjnym jako skutecznej reakcji na pierwsze próby użycia przez młodych ludzi substancji psychoaktywnych opowiadała dr Małgorzata Dąbrowska-Kaczorek.

    - U 12-13-latków zmienia się sposób myślenia - wyjaśniała dr Dąbrowska-Kaczorek. - Młodzież w tym wieku, poddana dużej dawce hormonów, wypróbowuje różne role, chce być autonomiczna i niezależna od rodziców. Włącza się u nich proces zaprzeczania, szukania szczegółów potwierdzających, że osoba dorosła nie ma racji. Jeśli przekażemy im dyrektywnie zakaz: zero dopalaczy, alkoholu, papierosów, to powinniśmy się spodziewać, że zbuntują się i postąpią odwrotnie.

    Dlatego warto nauczyć się dialogu motywacyjnego, czyli opartej na współpracy formy rozmowy, w której zadawane w odpowiedni sposób pytania prowadzą do wyznaczonego celu. Zamiast wkładania w usta dziecka gotowych opinii, narzucania poglądów zostawia się rozmówcę w refleksji nad własnymi odpowiedziami.

    - Elementem dialogu motywacyjnego jest dialog sokratejski. Jego twórca, Sokrates, nazywał siebie akuszerem wiedzy i zadawał rozmówcy pytania tak, że prowadził go do wyznaczonego celu - przypomniała dr Małgorzata Dąbrowska-Kaczorek. - Technika ta daje większe szanse, że rozmówca przyjmie te argumenty za swoje. W mojej praktyce bardzo lubię tę metodę i polecam ją psychologom w szkołach.

    - Niewykluczone, że metoda dialogu motywacyjnego będzie wykorzystywana także w sądach rodzinnych - zapowiedział prezes Sądu Okręgowego w Gdańsku dr Przemysław Banasik, który objął konferencję honorowym patronatem.

    Poufność świadków



    Skutki wzrostu zażywania dopalaczy są widoczne także w sądach. Dziś już co piąta sprawa rozpatrywana przez sądy rodzinne w Polsce związana jest z naruszeniem przepisów Ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii - poinformowała zebranych Ewa Ważny, sędzia Sądu Okręgowego w Gdańsku.

    Jak powinien zachować się nauczyciel, gdy pojawi się podejrzenie, że uczeń zażywa lub rozprowadza środki odurzające? Czy sam powinien szukać dowodów? Czy najpierw trzeba powiadomić rodziców? A jeśli rodzice zlekceważą problem lub - co się czasami zdarza - będą starali się uchronić dziecko przed konsekwencjami? Albo zaczną grozić nauczycielowi?

    - Nawet wtedy, gdy mamy do czynienia tylko z podejrzeniami, warto skontaktować się z policjantami z prewencji - mówi proszący o anonimowość funkcjonariusz kryminalny z Trójmiasta zajmujący się zwalczaniem przestępczości narkotykowej. - Chronimy nauczycieli od nieprzyjemnych sytuacji, utajniając źródło naszej wiedzy. Wszelkie dane osoby zgłaszającej pozostaną poufne, a sprawą zajmą się funkcjonariusze pionu kryminalnego. Przy czym warto pamiętać, że im mniej się o podejrzeniach mówi, tym lepsze są efekty naszej pracy.

    Ustawa o nieletnich, co przypomniała sędzia Ważny, mówi, że każdy, kto stwierdzi istnienie okoliczności świadczących o demoralizacji, w tym używania alkoholu lub środków psychoaktywnych, ma obowiązek zawiadomienia rodziców lub opiekuna nieletniego, szkoły, sądu rodzinnego, policji lub innego właściwego organu.

    Doczekać leczenia



    Są przypadki, gdy jedyną szansą uratowania uzależnionego młodego człowieka jest skierowanie go na przymusowe leczenie w zamkniętym ośrodku. I wtedy, jak twierdzą sędziowie, zaczyna się prawdziwy dramat...

    Zasady kierowania miał, zgodnie z ustawą o nieletnich, określić minister zdrowia wspólnie z ministrem sprawiedliwości. Przed dekadą ustalono, że organem odpowiedzialnym za wskazywanie miejsca leczenia jest Instytut Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. Problem w tym, że instytut nie wykonuje tych zadań.

    - Sędzia rodzinny występuje do IPiN, a gdy nie ma odpowiedzi, zaczyna poszukiwania na własną rękę, dzwoniąc do kolejnych placówek - opowiadała sędzia Ewa Ważny. - W szczególnie złej sytuacji są siedemnastolatki - jeśli nie zdążymy wysłać ich na leczenie, po ukończeniu przez nie pełnoletności wyrok można tylko uchylić.

    Jedyny oddział psychiatrii sądowej o wzmocnionym zabezpieczeniu dla młodzieży mieści się w Szpitalu dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Lubiążu na Dolnym Śląsku. Oddział liczy zaledwie 30 łóżek, więc oczekiwanie na przyjęcie trwa nawet ponad rok.

    Czasem to rok na wagę życia. Pewna uzależniona szesnastolatka, skierowana na przymusowe leczenie, po rocznym oczekiwaniu popełniła samobójstwo. Akt zgonu dziewczyny trafił na biurko sędziego rodzinnego w Gdańsku dzień przed odebraniem informacji z Lubiąża, że właśnie zwolniło się miejsce dla pacjentki z Pomorza.

    dorota.abramowicz@polskapress.pl

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    8 lat bezczynności a teraz chcą przypodobać się władzy.

    Kloss (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 1

    że niby z gangami walczą. Kto w to uwierzy jeśli widzi gangsterów rajcujących po mieście...

    Zapytaj lekarza

    1 3 4 5 ... 28 »
    28 stycznia

    Światowy Dzień Trędowatych

    zobacz więcej »