Diana - kociak czy księżna? ROZMOWA Gabrieli Pewińskiej i Henryka Tronowicza

Gabriela Pewińska, Henryk Tronowicz
materiały prasowe
O filmie "Diana" rozmawiają Gabriela Pewińska i Henryk Tronowicz.

H.T.: - Lady Di była kobietą niepospolitą, temu trudno zaprzeczyć. Była też kobietą zagadkową. Ale czy była bardziej zagadkowa niż wiele innych niepospolitych kobiet?

G.P.: - Dla mnie wcale nie była zagadkowa. Wciąż nie rozumiem tego kultu.

H.T.: - Ale trudno zaprzeczyć, że Diana była uwielbiana, film zresztą idzie już kolejny tydzień na kompletach. Ale wybierając się do Multikina na "Dianę" miałem nadzieję, że obejrzę przejmującą biografię księżnej Walii. Tymczasem film sprawił mi zawód. Obejrzałem cykl obrazków z życia Lady Di, ale to obrazy ukazujące jej postać powierzchownie. Film nie budzi emocji. Poza tym dzieło jest stylistycznie niezrównoważone, pęknięte.

G.P.: - Pęknięte czy nie, wciąż nie daje mi spokoju jedna kwestia. To był, panie Henryku, film o Dianie czy o... Marilyn Monroe? Aktorka grająca Dianę wystylizowana jest na drobną, zmysłową kobietkę jako żywo przypominającą MM. Diana nie była seksi. Była dość toporną i, przyzna pan, nieskomplikowaną osóbką. Może dobrym człowiekiem, Różą Anglii, Królową Ludzkich Serc, ale z filmu to nie wynika.

H.T.: - Bo to film ilustracyjny. Nigdy nie wczytywałem się w opracowania poświęcone życiorysowi księżnej.

G.P.: - Uśmiałabym się, gdyby było inaczej.

H.T.: - Tylko że chcąc nie chcąc nasiąkałem informacjami o jej doświadczeniach, kiedy jeszcze żyła. To, co do mnie docierało, to było kłębowisko zawiłych sprzeczności. Twórcy "Diany" w kłopotliwe wątki biografii nie wchodzą.

G.P.: - I szczęście. Ku mojemu zdumieniu wprowadzają natomiast wątek nieznany. Romans z miłym kardiochirurgiem.

H.T.: - Kochankowie konspirują z różnych powodów.

G.P.: - On lubi jazz, hamburgery i życie bez kłopotów. Diana mu ten jego poukładany świat przewraca do góry nogami. A propos nóg... Film na okrągło pokazuje stopy Lady Di. Już pierwsze sceny to jest epopeja odzianych w pończochy stóp. Stopy idą korytarzem, wchodzą do hotelowego pokoju, stają przed lustrem, bodaj... Takich scen ze stopami w roli głównej jest więcej. Pan wie w jakim celu?

H.T.: - Niejeden reżyser ocenia aktorkę również po tym, jak ona chodzi. Naomi Watts nie porusza się tak, jak Jeanne Moreau, która uwodziła widza już samym sposobem chodzenia.

G.P.: - Stopy Lady Di nie uwodzą. Te stopy chodzą sobie po prostu i zadziwiają.

H.T.: - Oglądaliśmy niedawno "Żelazną damę", filmową biografię Margaret Thatcher. Wesołego życiorysu nie miała. Nie w głowie jej były romanse, nie wygłaszała publicznie szlachetnych budujących haseł. A sposób jej portretowania przez Meryl Streep robił wrażenie.

G.P.: - Naomi Watts jako Diana wrażenia nie robi.

H.T.: - Ładnie się do kamery uśmiecha. Diana urodziła się bodaj pod znakiem Raka. Czy to może być klucz do jej osobowości? Pytam o to, bo nie opanowałem szyfru do zodiaku.

G.P.: - Ciepła, rodzinna osóbka. Kobieciątko. Kociątko. Dziecko?

H.T.: - Nie miałbym nic przeciwko kociakowi. Tylko te nieszczęsne banalne dialogi. Oto Jej Wysokość oznajmia kardiochirurgowi na przykład, że jest zafascynowana... szpitalami. Albo, po epizodzie łóżkowym, pyta go, dlaczego palacze po seksie zapalają papierosa?

G.P.: - A pan wie, dlaczego palacze po seksie niecierpliwie zapalają papierosa?

H.T.: - Ja akurat nie palę.

G.P.: - Mnie najbardziej ubawiła inna scena. Diana po spotkaniu z kochankiem wychodzi ze szpitala, a pod drzwiami dopada ją paparazzi. Ona prosi, by facet nie robił zdjęć, że była tu incognito, posiedzieć w nocy przy łóżku chorego... Dobre.

H.T.: - Czy pani byłaby skłonna rozprawiać przy kardiochirurgu o złamanym sercu...?

G.P.: - Obraz pana doktora jakoś ten film ożywia. To postać z krwi i kości. Dla miłosnej schadzki daje się przewozić w bagażniku. Podoba mi się. Mogłabym z nim rozprawiać nawet o złamanym nosie.

H.T.: - Liczne rozmowy Diany z dr. Khanem mają wymiar deklaratywny. Ona twierdzi, że niegdyś zgłębiała tajniki islamu. Ale naśmiewa się z Khana, że on sypia z Koranem do poduszki. Z kolei on jej zaczepkę bagatelizuje i mówi, że to z przyzwyczajenia. Ale zaraz usztywnia się i poucza: islam to ciągłe doskonalenie.

G.P.: - Tak, Diana też chciała się na okrągło doskonalić... Nie tylko w kwestii islamu.

H.T.: - W pewnej chwili dotykają tematu islamskich rygorów matrymonialnych dyktowanych przez jego religię. Wątek frapujący, ale zaraz się urywa. A gdy oboje wypijają w pałacu królewskim do dna butelkę wina, on pyta, czy zapas tego boskiego napoju się skończył. Księżna Diana z rozbawieniem zapewnia go: "Tu jest pałac, tu się nic nie kończy".

G.P.: - Doktor kocha jazz. Diana też szybko postanawia te rytmy pokochać. Koleżanka przynosi jej płyty. Panie Henryku, to jakaś bzdura...

H.T.: - Tania retoryka. Nie lepiej z cyklem późniejszych podróży księżnej po świecie, w czasie których m.in. w Afryce ujmuje się za tragicznymi ofiarami okrutnych wojennych praktyk, albo kiedy bierze udział w akcjach dobroczynnych, filmowany jest w "Dianie" po reportersku, sprawozdawczo, plakatowo. Powitanie Diany. Uśmiechy. Jakaś akcja. Znów śmiechy. Odlot.

G.P.: - O tak, pełen odlot. Dianę w tym filmie, ma się wrażenie, obchodzi tylko jej miłość. Od niej wszystko się zaczyna i na jej uczuciach wszystko się kończy.

H.T.: - Po kłótni z doktorem, kiedy jednak zdaje sobie sprawę, że nie będą mogli być razem, błąka się o trzeciej w nocy po londyńskich ulicach i wzywa przez komórkę swoją przyjaciółkę. A kiedy ta się zjawia, Diana zalana łzami wyznaje jej pięć słów: "Nigdy już nie będę szczęśliwa".

G.P.: - Pięć słów? Pana oglądanie, widzę, skupiło się raczej na liczeniu...

H.T.: - Z nudów udało mi się niektóre tąpnięcia zapamiętać. Dla pakistańskiej babci doktora Khana, narzeczona wnuka to "młoda lwica". Ale ta młoda lwica nie znajduje sposobu, aby podbić sobie rodzinę ukochanego.

G.P.: - Pan się dziwi?

H.T.: - Diana spodziewała się, że zostanie przez familię Khana przyjęta z całym dobrodziejstwem inwentarza. Przeliczyła się.

G.P.: - No ba!

H.T.: - A jeśli zapytam dokąd Jej Wysokość może zawieźć doktora mercedesem?

G.P.: - Ależ to proste. Wprost na sam koniec królestwa.

Treści, za które warto zapłacić!
REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI


Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie