Dawne Kresy na fotografiach. Gdzie niebo było najpiękniejsze, trawa najbardziej zielona, a słońce najjaśniejsze -

Gabriela Pewińska
Gabriela Pewińska
Udostępnij:
Musieli osiedlić się w nowych miejscach i przystosować do nowej rzeczywistości, migracja jednak nie wymazała tęsknoty za dawnym domem. Fotografie były ich dziedzictwem i tożsamością ukształtowaną przez „kraj lat dziecinnych” - mówi Mariola Balińska, historyczka sztuki, kustoszka w Muzeum Narodowym w Gdańsku.

Maj, 1945 rok. Piętnastoletnia Zosia Kirkowska pisze w pamiętniku: „Zupełnie niespodziewanie dali do Nowej Wilejki 3 transporty na wyjazd do Polski. My prawdopodobnie pojedziemy tym trzecim, choć nie wiadomo, bo jak chodzą słuchy, to tu będzie Polska. Ja chciałabym wyjechać”. Marzenie spełniło się. Zosia wyjechała. Tęskniła za tym, co w Wilejce zostało, całe życie. „Krajobraz serdeczny”, "obszary tęsknot", raj utracony , czyli Kresy wschodnie. Wileński mistrz fotografii Jan Bułhak do końca wspominał bielony, obrośnięty bluszczem dworek, podjazd, ogród, ukrytą w zieleni altanę. Ten obraz rodzimego Ostaszyna na Nowogródczyźnie, gdziekolwiek go losy nie zaniosły, był z nim zawsze. Pisał, że nie da go sobie wydrzeć. „Chcę go jeszcze raz obejrzeć oczami dziecka, na całe życie olśnionymi ujrzanym w zaraniu pięknem”.

Zapamiętał tamten krajobraz i atmosferę domu jako coś wyjątkowego. Szczególnie bliskość z naturą i romantyczna niemal „mickiewiczowska wrażliwość” ukształtowały w nim pewną estetykę i sposób postrzegania świata.

„Obszary tęsknot” zostały uwiecznione na fotografii, nie tylko autorstwa uznanych, wybitnych artystów. Kolekcje zdjęć rodzinnych z tamtych stron Kresowianie przechowywali niczym relikwie. Wiele z nich trafiło do Gdańskiej Galerii Fotografii.

GGF posiada w kolekcji Fotografii Kresowej zdjęcia będące zapisem życia na terenach dawnej Rzeczpospolitej. W większości są to fotografie rodzinne, portrety osób wykonane w fotograficznym atelier, pozostała część kolekcji to rejestracja codzienności. Niezwykły dokument tamtych czasów, ówczesnej mody, wnętrz mieszczańskich, architektury Wilna oraz wsi położonych wśród malowniczego krajobrazu. Po II wojnie światowej, kiedy został ustalony nowy porządek terytorialny dotyczący granic państwa polskiego, Polacy wraz z rodzinami opuścili tereny, które były ich ojczyzną. Musieli osiedlić się w nowych miejscach i przystosować do nowej rzeczywistości. Migracja jednak nie wymazała tęsknoty za dawnym domem. Zbiór fotografii i pamiątek był ich dziedzictwem i tożsamością ukształtowaną przez „kraj lat dziecinnych”. Pod takim właśnie tytułem napisał swoje wspomnienia Jan Bułhak.

Jaki czuły pejzaż pokazują te zdjęcia?

Za Bułhakiem: „... wędrowne orszaki brzozowych przysad miękko spływały w dół i łagodnie wznosiły się do góry, zakreślając zielone łuki, z dala podobne do sprężonych gąsienic. W zakolach gościńca okolica dostawała coraz nowej ozdoby i wyglądała jak jeden nieprzerwany ogród obsadzony nie kończącymi się alejami i ogród ten szumiał drzewami, mienił się łanami zbóż i całą twarzą śmiał się do słońca”. Kapitałem, który dał siłę, by przetrwać i zaadoptować nowe miejsce zamieszkania, są wspomnienia, zwłaszcza chwile uwiecznione na fotografiach właśnie. Czasami ułożone w chronologiczny ciąg w albumach, czasami jako luźny zbiór zdjęć z opisem na odwrocie - to dowód na istnienie „dawnego życia”.

Jedyny dowód na to, że tamta kraina istniała naprawdę. Wielu nie chciało wracać po latach w tamte miejsca, bali się konfrontacji, woleli wspominać.

Zapamiętane obrazy z czasem tracą na ostrości. Zaczynamy z lekka idealizować wspomnienia: „gdzie niebo było najpiękniejsze, trawa najbardziej zielona, a słońce najjaśniejsze”. W naszej wyobraźni postrzegamy tamte miejsca i krajobraz tak idealny, że konfrontacja może przynieść rozczarowanie. Rodzi się obawa, że ten świat już nie jest taki sam albo że nadal może być nam tak bliski, że zderzenie z rzeczywistością przywoła ból utraty, jeszcze spotęgowany, a tęsknota może okazać się po tym nie do udźwignięcia.

Charakterystyczne typy ludzkie, malownicza codzienność i to jedyne w swoim rodzaju światło, które widać na wszystkich zdjęciach z tamtych stron... Co to za światło?

Światło... Jest niezwykłe. I nie nazwane. Ale równie malownicze jest położenie Wilna, przez wielu porównywane do włoskich miast. Interesującym pod kątem badań nad fotografią kresową jest zbiór fotografii Stanisława Filiberta Fleury. Odkrył ów Stefan Figlarowicz, były kierownik GGF, miłośnik Kresów. To dzięki niemu został zgromadzony zbiór Fotografii Kresowej, który w 1995 r., po wcieleniu GGF w strukturę Muzeum Narodowego w Gdańsku, stał się samodzielną pracownią. Jako muzealniczka i kustoszka opiekowałam się tym zbiorem niemal dziesięć lat. Zbiór zdjęć Stanisława Filiberta Fleury to owe „typy charakterystyczne”, portret powstańca z Powstania Styczniowego czy wykonany w atelier portret kobiety sprzedającej zioła. W skupionych twarzach i spojrzeniu zawarte jest całe ich doświadczenie życiowe. O Stanisławie Filibercie Fleury, można powiedzieć, że był „mistrzem scen rodzajowych”. Dokumentował sprzedaż śmietany z wozu konnego, rynek na placu Łukiskim, zabawę dzieci na wiejskim podwórku w Leoniszkach. Wiele tych ujęć to niczym kadry filmowe, znakomity zapis czasu sprzed ponad stu lat…

Kresy - kraina mityczna. Jako taka jawi się na zdjęciach, które po niej zostały.

Wspomniałam o malowniczym położeniu Wilna, wśród leśnych wzgórz nad rzeką Wilią i ujściem Wilejki, jego niezwykłej architekturze świeckiej i sakralnej, uliczkach i zaułkach. Zapamiętane obrazy tego urokliwego miasta i okolic pozostają z człowiekiem na zawsze. Jan Bułhak był tak w nim rozkochany, że w swoich opisach miasta porównał miłość do Wilna z miłością do kobiety. Podczas pobytu w latach 20. XX w. w Gdańsku szukał miejsc najlepszych do fotografowania Bazyliki Mariackiej, a następnie dokonywał retuszu na fotografii - nanosząc typowe „bułhakowskie chmury”. Domyślam się tylko, że Bułhak w podobny sposób chciał patrzeć na Gdańsk jak na Wilno. Chcę podkreślić, że jeśli ktoś „utraci Wilno, szukać będzie Wilna zawsze”. I to być może jest ten sposób postrzegania innych miejsc z perspektywy „utraconych ojczyzn”.

Zdjęcia szczególne, które do gdańskiej kolekcji fotografii kresowej trafiły

Zbiór zawiera zdjęcia znanych fotografów m.in. z drugiej połowy XIX wieku począwszy od Józefa Czechowicza i Stanisława Filiberta Fleury, po obszerny zbiór fotografii artystycznej Jana Bułhaka czy Kazimierza Lelewicza. Większość to fotografie pochodzące z prywatnych archiwów o charakterze sentymentalnym, będące zapisem życia rodzin wywodzących się z Kresów. Każdy zbiór fotografii jest indywidualną opowieścią, osobistą historią, która została przekazana do kolekcji z nadzieją, że ranga instytucji Muzeum Narodowego oraz kompetencje kustoszy i kustoszek będą gwarancją dbałości o te archiwa. Pragniemy zachować i opracowywać w formie publikacji i wystaw przekazaną nam w zaufaniu spuściznę kulturową będącą zapisem obyczajów i tradycji tamtych miejsc i tamtego czasu. Staramy się zachować ciągłość pamięci o Kresach, pielęgnować ją, a wiedzę o opracowanych zasobach fotograficznych upowszechniać i przekazywać następnym pokoleniom.

Kolejnym pokoleniom tęsknota za tamtym pejzażem została przekazana, niejako w genach

Wystawy zrealizowane przez nas zarówno w GGF, jak i Bibliotece Polskiej w Paryżu na przestrzeni lat 2013-2015 są dowodem na nieustające zainteresowanie fotografią kresową. W 2018 roku dzięki wsparciu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego została wydana książka „Wilno i Wileńszczyzna w obrazach fotograficznych Jana Bułhaka” z naukowymi tekstami i publikacją artystycznego zbioru fotografii Jana Bułhaka znajdujących się w kolekcji Muzeum Narodowego w Gdańsku. Spotkania w Domu Kresy, a także wykład na zaproszenie Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej Okręgu Pomorskiego były niezwykłą okazją do poruszających spotkań ze świadkami „tamtych czasów”. Liczna obecność miłośników Wilna i Wileńszczyzny, a także ich dzieci i wnuków pokazuje, jak Kresy są nadal bliskie ich sercom. Odwiedziłam Wilno w 2013 roku, zobaczyłam miejsca, które znałam z fotografii należących do kolekcji, którą się opiekowałam. Poczułam „ducha tamtych czasów”. Urok tego miejsca, jego historia … Nie dziwię się tej miłości... Do tego miasta wracają już następne pokolenia znający je tylko z opowieści rodzinnych. Ale ci, którzy żyli tam, mówią, że pamiętają nawet „zapach tego miasta”.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Cannes – festiwal filmu i kreacji

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie