Cztery rodziny bez dachu nad głową

    Cztery rodziny bez dachu nad głową

    Łukasz Bartosiak

    Dziennik Bałtycki

    Dziennik Bałtycki

    Cztery rodziny zostały bez dachu nad głową po pożarze, do jakiego doszło we wsi Szczepkowo pod Gardeją. Ogień strawił cały dach i znaczną część poddasza mieszkalnego. Do zdarzenia doszło we wtorek, w godzinach południowych, gdy w domu przebywały tylko trzy kobiety.
    - Sąsiad przybiegł i powiedział, że z komina dymi się zbyt mocno. Dałyśmy mu drabinę, żeby wszedł na górę i sprawdził, czy sadze się nie zapaliły. Nic nie wyczuł. Dopiero po chwili spod dachówek zaczął buchać ogień - opowiada Barbara Kuźma, jedna z mieszkanek spalonego domu w Szczepkowie.
    Do akcji gaśniczej, trwającej 4,5 godziny, ruszyło osiem zastępów straży pożarnej.

    - Po ugaszeniu ognia przystąpiliśmy do rozbiórki pozostałości dachu i jednego z kominów.
    Budynek nie grozi zawaleniem, raczej będzie można go odbudować. Wstępnie straty oszacowano na 200 tys. zł. Przyczynę tragedii bada policja - mówi kpt. Jan Chodukiewicz, rzecznik straży pożarnej w Kwidzynie.
    Niestety, dom nie był ubezpieczony. W dodatku mieszkańcy niedawno zakończyli jego remont, w ramach którego wymieniono m.in. piec i oczyszczono kominy.

    Wsparcie pogorzelcom obiecał wójt oraz Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej.
    - Na pokrycie całego remontu nie mamy tyle pieniędzy, ale pomożemy w zakupie materiałów budowlanych. To porządni ludzie, dlatego nasze środki nie zostaną zmarnotrawione. Czekamy jeszcze na decyzję wójta, ale myślę, że pomoc będzie liczona w tysiącach złotych - mówi Eleonora Lewandowska, pracownik socjalny GOPS w Gardei.

    W trakcie akcji obnażona została słabość infrastruktury pożarniczej w Szczepkowie. Podziemny hydrant, którym zarządza gardejski Zakład Gospodarki Komunalnej, był w tak złym stanie, że strażacy woleli nie korzystać z niego i czerpać wodę z pobliskiego stawu. Sekretarz gminy Roman Mroczkowski zapowiedział, że przeprowadzone zostanie dochodzenie w tej sprawie i winni zaniedbań poniosą konsekwencje.

    Seria pożarów
    Lista poważnych pożarów na Pomorzu powiększa się. W ciągu kilku tygodni wielu mieszkańców straciło dobytek. W nocy z 30 na 31 grudnia w Sztumie spłonęły mieszkania na poddaszu domu, a osiem zostało zalanych podczas akcji ratowniczej. 10 rodzin straciło dorobek życia. 31 grudnia w Potułach (pow. kartuski) spłonął dom. Dobytek straciła 12-osobowa rodzina.

    W Czersku w niedzielę nad ranem paliła się kamienica, w której żyło siedem rodzin. Ogień zniszczył poddasze i jedno z mieszkań. Sześć rodzin wróciło do domów. Na początku stycznia we wsi Myszkowo (powiat nowodworski) spłonął doszczętnie przedwojenny budynek. Trzy rodziny, które uciekły z płonącego budynku, przebywają obecnie u swoich najbliższych. Akcja ratunkowa była bardzo trudna. Strażacy, którzy dotarli na miejsce, oprócz walki z ogniem musieli zmagać się z silnym wiatrem i mrozem.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo