Chcemy wiedzieć, czy jesteśmy odporni na koronawirusa. Pracowników testują duże i małe firmy oraz przychodnie zdrowia

Dorota Abramowicz
Dorota Abramowicz
W ostatnich dwóch tygodniach rośnie zainteresowanie testami na obecność przeciwciał, świadczących o przejściu koronawirusa. Kupują je duże zakłady pracy, przychodnie zdrowia, osoby prywatne. Niektórzy liczą, że przeszli infekcję bezobjawowo. Tylko czy wyniki testów są wiarygodne? Taką nadzieję dają pilotażowe badania przeprowadzone przez naukowców z Małopolskiego Centrum Biotechnologii UJ w Krakowie. Po przetestowaniu tysiąca zdrowych osób u 2 proc. wykryto zakażenie koronawirusem.

- Badania, przeprowadzone w przez zespół krakowski, są bardzo potrzebne, pokazują nam rzeczywistą skalę zakażenia koronawirusem - mówi Krystyna Bieńkowska-Szewczyk z Zakładu Biologii Molekularnej Wirusów, Międzyuczelnianego Wydziału Biotechnologii UG-GUMed. I dodaje: - Jeśli jednak ktoś chce badać się komercyjnie musi wiedzieć, że nie warto wydawać pieniędzy na testy niesprawdzone, których wiarygodność jest rzędu 30 procent.

Czytaj także

O tym, że Covid-19 pojawił się w Europie już w grudniu ub. roku poinformowali przed kilkoma dniami francuscy lekarze. Zbadali oni próbki pobrane u pacjenta, który w tym czasie trafił do szpitala w Paryżu z ciężkim zapaleniem płuc. Mężczyzna nie był wcześniej za granicą, nie kontaktował się z przybyszami z Chin.

Równocześnie naukowcy potwierdzają, że wirus może krążyć po świecie, nie dając u wielu osób objawów choroby. Potwierdzają to ogłoszone właśnie wyniki prac zespołu pod kierownictwem prof. Krzysztofa Pyrcia prowadzącego badania nad koronawirusem w Małopolskim Centrum Biotechnologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Okazało się, że u dwóch procent zdrowych, przebadanych metodą ELISA mieszkańców Krakowa wykryto obecność przeciwciał, świadczących o przebytej infekcji wirusem SARS- CoV-2. O dużej wadze tych badań z uznaniem mówi prof. Krystyna Bieńkowska-Szewczyk z Zakładu Biologii Molekularnej Wirusów, Międzyuczelnianego Wydziału Biotechnologii UG-GUMed.

Na pewno te przeciwciała są obecne u znacznie większej liczby osób, niż u tych, które zostały zdefiniowane jako zakażone. - podkreśla profesor. - To jest już powszechna wiedza. Chcemy jednak dowiedzieć się, jaki procent społeczeństwa został zakażony, jak długo utrzymują się te przeciwciała i czy zapewniają w przyszłości odporność na zakażenie. Sprawdzano też, czy testy typu ELISA są wiarygodne. Przebadano nimi też próbki z ubiegłego roku, gdy koronawirusa nie było. Próbki były negatywne i w związku z tym można uznać wiarygodność tych testów. Jest to bardzo ważna informacja.

Badania w Krakowie będą prowadzone przez najbliższe kilka miesięcy, może rok. Takie programy są prowadzone są równocześnie w wielu krajach świata. Od ich wyników zależy, czy osoby, które przeszły infekcję będą mogły czuć się już bezpiecznie.

- Co roku przychodzą do nas różne wirusy powodujące grypę czy podobne do grypy i nie nabieramy na nie odporności - tłumaczy prof. Bieńkowska-Szewczyk. - Większość z nich powoduje łagodne objawy, ale niekiedy skutki mogą być groźniejsze.
Czy koronawirus idzie śladami grypy i będzie mutował się co roku? Zdaniem profesor Krystyny Bienkowskiej-Szewczyk na pewno nie. - Biologia tego wirusa jest zupełnie inna - mówi.

Czytaj także

Odrobina pewności

- Od kilku tygodni przeglądam strony internetowe, szukając informacji o rzetelnych testach potwierdzających przejście koronawirusa - mówi Jakub z Gdyni. - Informacja o odporności jest mi potrzebna ze względu na opiekę nad dziadkami. Na początku marca, gdy pojawiły się pierwsze potwierdzone zachorowania w Polsce, całą rodziną przeszliśmy paskudną infekcję z duszącym kaszlem, bólem w płucach, silnym bólem głowy i gorączką. Nie byliśmy na nartach, ale mogliśmy mieć kontakt z osobami, które w czasie ferii były we Włoszech.

Oferta jest duża. Firmy oferują wysyłkę testów, pobieranie próbek w domu, albo zapraszają na badania do swoich laboratoriów. Są trzy rodzaje testów. Pierwszy, zwany kasetkowym lub paskowym porównywalny jest do testu ciążowego. Ma on równocześnie stwierdzać obecność dwóch rodzajów przeciwciał - IgM (mogą zostać wykryte po 7-10 dniach od wystąpienia objawów choroby) i IgG (pojawiające się po upływie co najmniej 11-14 dni). Bada się kroplę krwi, osocze, skrzep. Test trwa 10-15 minut. Niestety, testy te są nisko oceniane przez naukowców. - Są bardzo mało wiarygodne - mówi prof. Bieńkowska-Szewczyk. - Ich wiarygodność sięga rzędu 30 proc., a ich czułość jest znacznie niższa. Nie warto wydawać na nie pieniędzy.

Mobilny punkt testowania na obecność koronawirusa działa od ...

Drugi to stosowane przez krakowskich naukowców testy serologiczne ELISA. - Na rynku są różne testy ELISA - mówi Hanna Reguła, dyrektor marketingu Laboratoriów Medycznych Bruss. - Wcześnie kupowaliśmy, co było dostępne, teraz można wybierać. Po walidacji wybraliśmy ofertę dwóch firm, których testy uważane za najlepsze. Od dwóch tygodni badamy odporność testami półilościowymi ELISA w klasie IgG i IgM. W pierwszej klasie czułość testów wynosi 92 proc. w drugiej - 87 proc. Czułość stuprocentowa oznacza, że wszyscy zakażeni pacjenci wyjdą w tym teście. Natomiast stuprocentowa swoistość, że wszyscy, którzy nie są zakażeni też w tym teście wyjdą. Od 7 maja wykonujemy też badania testem ilościowym CLIA, który pomaga śledzić, czy mamy do czynienia ze świeżym lub trwającym zakażeniem. Tego typu testy pozwalają nie tylko określić stopień immunizacji (w przyszłości odporności na reinfekcję), ale także śledzić, czy mamy do czynienia ze świeżym lub trwającym zakażeniem poprzez wykonanie oznaczenia dwukrotnie w odstępie czasu ok. dwóch tygodni. Ma on wysoką czułość i swoistość kliniczną (diagnostyczną) - 97,4 proc. i 98,9 proc., czyli daje bardzo mało wyników fałszywie dodatnich i ujemnych.

Testowanie testów

Mniej optymistycznie o wiarygodności testów wypowiada się prof. Krzysztof Łukaszuk. kierownik Klinik Leczenia Niepłodności INVICTA.

- Stosujemy testy serologiczne, ale w połączeniu z badaniami genetycznymi - wyjaśnia prof. Łukaszuk. - I taką kilkuetapową ocenę proponujemy pacjentom. Wiarygodne badanie wymaga walidacji. Przetestowaliśmy część zestawów badających obecność przeciwciał przeciw koronawirusowi, które są na rynku. Większość z nich wydaje się nie spełniać oczekiwań w zakresie czułości. Wykrywają np. 20 proc. pacjentów, którzy powinni mieć przeciwciała. Oczywiście nie wszystkie dają takie wyniki, co nie zmienia faktu, że mają swoje ograniczenia diagnostyczne. I nie ma znaczenia, czy są to testy paskowe, czy ELISA. Jeśli chcielibyśmy wykryć wszystkie przeciwciała przeciw SARS-CoV-2, to trzeba by było do zestawu dołożyć całe białko wirusa. Nasz organizm nie tworzy przeciwciał przeciwko tylko jednemu jego kawałkowi.

Czytaj także

Profesor dodaje, że musimy być świadomi zarówno dynamiki namnażania się wirusa, jak reakcji układu odpornościowego. I nie reagować nerwowo, jeśli wyjdzie wynik nieprawidłowy, np. negatywny, jeśli pacjent będzie miał objawy. I odwrotnie.

Nawet jeśli pojawią się rewelacyjne zestawy wykrywające każdego chorującego pacjenta, to przez pierwsze dwa tygodnie możemy nie uzyskać wyniku dodatniego - mówi szef INVICTY. - Trzeba mieć świadomość, że ten wirus jest bardzo dobrze zabezpieczony przed naszą odpowiedzią immunologiczną. Jest pokryty glikoproteinami, które utrudniają reakcję z układem odpornościowym i powstanie przeciwciał.

Ale i tak się badamy

Coraz więcej osób - mimo naukowców mówiących o ryzyku fałszywych dodatnich i fałszywych ujemnych wyników - postanawia uwierzyć testom. Tylko Laboratoria Medyczne Bruss wykonują dziennie od 80 do 100 takich badań. - Zgłaszają się głównie zakłady pracy, nawet te duże, oraz przychodnie zdrowia chcące przebadać pracowników, a także osoby prywatne - twierdzi dyrektor Hanna Reguła.

Większość badanych dowiaduje się o braku kontaktu z koronawirusem. - Wynik dodatni otrzymało 8 proc. osób badających przeciwciała SARS Cov-2 IgM i trzy procent badających przeciwciała SARS Cov-2 IgG - słyszę w Brussie.

Przy stadionie testują na koronawirusa bez wysiadania z auta...

O ile obecność przeciwciał IgG świadczy o dawno przebytej infekcji, to już przeciwciała IgM mogą oznaczać świeże i aktywne zakażenie. Pacjenci z IgM dodatnim skarżą się, że inspekcja sanitarna - jeśli nie mają objawów choroby - pozostawia ich samym sobie. - Przychodnie są pozamykane, gdzie mamy iść? - pytają.

- Jeżeli w badaniu laboratoryjnym wykryto przeciwciała IgM, wówczas pacjent powinien zgłosić się na konsultację lekarską - odpowiada Anna Obuchowska, zastępca dyrektora Wojewódzkiej Stacji sanitarno-Epidemiologicznej w Gdańsku.

- Lekarz, na podstawie wywiadu, badania lekarskiego oraz biorąc pod uwagę wyniki badania przeciwciał powinien zadecydować o dalszej drodze postępowania. Jeżeli lekarz poweźmie podejrzenie, że u pacjenta może rozwijać się COVID-19, powinien poinformować pacjenta o konieczności poddania się izolacji domowej. Równocześnie lekarz powinien poinformować właściwego dla miejsca zamieszkania pacjenta Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego o całej sytuacji i wysłać do PPIS druk zgłoszenia podejrzenia choroby zakaźnej. Właściwy PPIS zleca pobranie wymazu w domu od takiego pacjenta w celu wykonania badania RT-PCR. W zależności od wyniku badania metodą RT-PCR będzie przyjęta dalsza droga postępowania.

Gdańsk: Nowy punkt pobrań drve thru. Invicta uruchomiła stan...

Invicta wykonuje testy na obecność koronawirusa. Może osiągn...

Rząd znosi kolejne ograniczenia.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie