Bruno Moraes z FC Porto na treningu Lechii

Paweł StankiewiczZaktualizowano 
Lechia Gdańsk ma problemy. Po trzech kolejkach gdańszczanie pozostają bez zwycięstwa i z dwoma punktami na koncie i nic dziwnego, że w klubie trwa poszukiwanie wzmocnień, zwłaszcza w formacji ofensywnej.

W poniedziałek z zespołem Lechii trenował napastnik z Brazylii, Bruno Moraes dos Santos. 26-letni piłkarz ma 180 cm wzrostu i jest zawodnikiem FC Porto, a do Gdańska przyleciał na testy na własny koszt. Moraes grał w Santosie, a w 2003 roku wyjechał do FC Porto. W sezonie 2003/04 zaliczył w sumie sześć minut w Lidze Mistrzów, wchodząc na końcówki meczów z Realem Madryt (1:1) i Manchesterem United (2:1). Później był wypożyczony do Vitorii Setubal, w której strzelił pięć goli. Wrócił do Porto i w sezonie 2006/07 miał wkład w zdobycie mistrzostwa Portugalii i zagrał we wszystkich sześciu meczach Ligi Mistrzów, a nawet wpisał się na listę strzelców w spotkaniu z HSV Hamburg.
- Nie byłem na treningu, bo w Warszawie odbywało się spotkanie wszystkich trenerów ekstraklasy. Mam tylko informacje od swoich współpracowników. We wtorek, a najpóźniej w środę podejmę decyzję w sprawie tego piłkarza - powiedział nam Tomasz Kafarski, trener Lechii.
Gdańszczanie wciąż próbują pozyskać napastników - Islandczyka Alfreda Finnbogasona i Fina Jami Puustinena.
- Do wtorku wyjaśni się kwestia transferu Finnbogasona. Zaakceptowaliśmy oczekiwania klubu piłkarza i czekamy na odpowiedź. Breidablik walczy o mistrzostwo Islandii i dlatego nie chce puścić zawodnika w tym oknie transferowym. Czynimy starania, aby dopiąć ten transfer do końca miesiąca. Podobnie wyglądają rozmowy z klubem Honka w kwestii Puustinena. Działacze namawiają piłkarza, aby został u nich, bo mają też szansę na wysokie miejsce w tabeli. Są jeszcze dwie inne kandydatury, ale to nie przypadek, że zabiegamy o Finnbogasona i Puustinena - zdradził dyrektor Jenek.
W meczu z Jagiellonią nie zadebiutował w biało-zielonych barwach Abdou Razack Traore. W sobotę działacze Lechii zdołali szybko zatwierdzić go do gry, ale w niedzielnym meczu na boisku się nie pojawił, choć miał być wzmocnieniem zespołu.
- Gdyby nie anomalie pogodowe, to Traore zapewne wszedłby do gry - tłumaczył Tomasz Kafarski, trener Lechii.
Gdański szkoleniowiec nie mógł być zadowolony z wyniku.
- Nie brakowało sytuacji bramkowych, dośrodkowań, strzałów, lepszych i gorszych momentów, a zabrakło tylko naszego zwycięstwa. Idziemy jednak w dobrym kierunku. Wynik rozczarował mnie i moich zawodników, ale gra w pierwszej połowie i w ciężkich warunkach w drugiej, sprawia że nie muszę się wstydzić za moich zawodników - zapewnił Kafarski.
W gdańskim klubie, na razie nie jest nerwowo z powodu sytuacji Lechii w tabeli ekstraklasy.
- Pracę trenera i zespołu władze klubu oceniać będą po rundzie, a nie po trzech kolejkach. Nie ma powodów do niepokoju, zwłaszcza że gra w meczu z Jagiellonią nie była taka tragiczna. Zabrakło trochę szczęścia. Zachowujemy spokój i pracujemy nad tym, aby było lepiej. Nie będzie nerwowych ruchów. Spotykamy się z trenerem i rozmawiamy o sytuacji na bieżąco, kilkakrotnie w każdym tygodniu. Nie praktykujemy tzw. wzywania na dywanik. Uważamy, że sytuację należy analizować i kontrolować przy każdym scenariuszu zdarzeń - powiedział Jenek.
Na forach internetowych pojawiła się wczoraj informacja, że dyrektor Jenek został zaatakowany w Gdańsku i rozważa rezygnację z zajmowanego stanowiska.
- Nie mam w zwyczaju komentować plotek. Jestem wciąż pracownikiem klubu - powiedział nam dyrektor.

polecane: Wyniki wyborów parlamentarnych 2019

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie