Angelika Cichocka z SKLA Sopot: Byłam totalnie wykończona. Stałam na starcie i modliłam się, żeby to był koniec ROZMOWA

Rafał Rusiecki
Rafał Rusiecki
Angelika Cichocka wręczała medale młodym lekkoatletom podczas Grand Prix Sopotu im. Janusza Sidły 2021
Angelika Cichocka wręczała medale młodym lekkoatletom podczas Grand Prix Sopotu im. Janusza Sidły 2021 Przemysław Świderski
Rozmowa z Angeliką Cichocką, biegaczką SKLA Sopot, która z powodu problemów z arytmią serca straciła szanse na nominację olimpijską do Tokio, a teraz po kilkutygodniowej przerwie w startach nastawia się na powrót na pełne obroty treningowe.

Co u pani słychać, pani Angeliko?
Słychać dobrze, coraz lepiej. Mam w sobie dużo energii do biegania i mam nadzieję, że z moim serduchem jest coraz lepiej. Generalnie musiałam zrobić obowiązkową przerwę. Bieganie złamało mi serce. Mam jednak nadzieję, że wracam na dobre tory. Nagromadzoną energię chciałabym teraz przełożyć na bieżnię. Sporo czasu i pieniędzy zainwestowałam w siebie, żeby teraz się poddać. Nie ma o sensu, więc przygotowuję się dalej. Moim marzeniem jest, że móc na zawodach pokazać efekty swojej pracy. Często miałam tak, że pod nogami walały mi się kłody. Mam nadzieję, że już wszystkie je przeskoczyłam i idę do przodu.

Jak ta regeneracja przebiega? To chyba niespotykana dla pani sytuacja, że w sezonie letnim może pani złapać trochę oddechu?
Przez miesiąc miałam całkowitą przerwę. Rozwijałam więc milion innych pasji. Uwielbiam aktywnie spędzać czas z psem. Przyjechała do mnie ostatnio biegowa ekipa moich przyjaciół, którzy powiedzieli, że nie dają sobie ze mną rady. Zaciągnęłam ich na kajaki na 10 km. Po tym dystansie cała ekipa padła. Przyznali mi później, że u mnie na Kaszubach nie może być inaczej i cały czas jest się w ruchu. No i rzeczywiście tak jest. Może nie biegowo, ale aktywnie na tyle, na ile mogłam sobie pozwolić. W końcu miałam więcej czasu dla moich zwierzątek, które bardzo kocham, dla przyjaciół, dla rodziny. Cieszyłam się po prostu każdym dniem. Jak wariatka uśmiechałam się do kwiatów. Brakowało mi takiego luzu. Myślałam, że wydarzy się to po sezonie, ale wydarzyło się w trakcie. Niestety, taki jest sport.

Grand Prix Sopotu im. Janusza Sidły na Stadionie Leśnym rozegrane 30 sierpnia 2021 roku

Grand Prix Sopotu im. Janusza Sidły 2021. Deszcz i mokra bie...

Jest pani osobą energetyczną, co jest naturalne dla biegacza. Chciałbym jednak zapytać o smak igrzysk olimpijskich oglądanych z drugiej strony telewizora. Pojawiała się pani w studiu telewizyjnym, gdzie komentowała lekkoatletyczne występy naszych reprezentantów.
To było dla mnie ciekawe doświadczenie, bo myślę, że tak intensywnie nie oglądałabym igrzysk, jak właśnie tam w studio. Fajnie było oglądać swoich przyjaciół. Ja zawsze miałam coś do powiedzenia, ponieważ to są ludzie, z którymi spędzam dużo czasu na zgrupowaniach, na zawodach. Nie było takiego momentu podczas pracy w studio, żebym nie wiedziała co powiedzieć. Jestem bardzo pochłonięta lekkoatletyką i ta dyscyplina we mnie żyje. A tym bardziej ludzie, których oglądałam w Tokio. Miałam nadzieję, że będę tam z nimi, ale wyszło inaczej. Trudno. Nie wracam do tego. Cieszyłam się, że mogę tak intensywnie przeżywać te igrzyska.

A jak ocenia pani występ naszych lekkoatletów na igrzyskach w Tokio?
To był najlepszy występ w historii. Ja byłam zachwycona i wzruszona, że mogłam usłyszeć „Mazurka Dąbrowskiego” na Stadionie Olimpijskim. To dla sportowca marzenie. Raz słuchałam hymnu, kiedy wygrała mistrzostwa Europy (w 2016 roku w Amsterdamie po biegu na 1500 metrów na mistrzostwach Europy – przyp.). To są najwspanialsze momenty, kiedy zapomina się o bólu. Tym bardziej, móc usłyszeć hymn na Stadionie Olimpijskim to wielka radość. W lekkoatletyce było aż 9 medali, a łącznie 14. Pojawiły się porównania do Wunderteamu (określenie, które przylgnęło do polskich lekkoatletów w latach 1956–1966 – przyp.). Tamte czasy były cudowne, ale teraz jest nowa, zgrana ekipa ludzi, fantastycznych sportowców. Ich wyniki rosły na przestrzeni lat. Oni wygrywali mistrzostwa Europy, czy mistrzostwa świata. W końcu był ten czas, że medale pojawiły się na igrzyskach. Kadra cały czas dojrzewała do tych wyników, łapała taką pewność siebie. Doświadczyłam tego wiele razy, że w kadrze jest zgrana ekipa, w której każdy siebie wspiera. To daj dużo, szczególnie na takich igrzyskach, na których nie było kibiców.

Gdyby mogła pani cofnąć czas, to zmieniłaby cokolwiek w treningach, żeby udało się do Tokio polecieć?
Momentem przełomowym była moja choroba w czasie zgrupowania we Francji. Po tym wszystko zaczęło się sypać. Robiłam treningi naprawdę w życiowej formie. W efekcie choroby pojawiły się problemy z sercem, które było przeciążone. Byłam w momencie, kiedy miałam znakomitą formę, a pojawiła się infekcja, która zaatakowała serce i pojawiła się arytmia. Z tą arytmią trenowałam w trakcie zgrupowania. Próbowałam sama się przekonać, że to samo się wyrówna. Mówiąc szczerze, każdy trening był jednak takim gwoździem do trumny. Wyjechałam wycieńczona z obozu. Nie spałam w nocy. Nie regenerowałam się, bo serce biło tak intensywnie i nierównomiernie. Dawałam sobie szansę i tydzień przed mistrzostwami Polski było już w miarę dobrze. Chciałam więc spróbować, brać ostatnią szansę. Po biegu eliminacyjnym znów pojawiła się jednak arytmia serca. To, że trzymałam dziewczyny i walczyłam do ostatniego metra, to z perspektywy czasu dla mnie fenomen. Byłam totalnie wykończona. Stałam na starcie i modliłam się, żeby to był koniec. Nie wiem, czy gdyby takie problemy pojawiły się na igrzyskach, to czy w ogóle bym wystartowała. Ewidentnie był alarm sercowy i musiałam zrobić sobie przerwę.

Jak te rokowania w tej chwili wyglądają?
Musiałam sobie zrobić przerwę od wszystkich aktywności kardio, mówiąc językiem fitnessu. Spasowałam. Teraz czuję się bardzo dobrze fizycznie i wracam do treningu. Kontroluję to, co się dzieje. Może być tak, że może się coś pojawić. Ciągle mam jednak nadzieję, że tak się nie stanie. Serce to mięsień, więc może ten czas regeneracji był wystarczający. Jeśli tak się nie stanie, to czeka mnie zabieg. Mam nadzieję, że nie wykluczy mnie to ze sportu. Dostałam wiele wiadomości nawet od zagranicznych sportowców, którzy mnie wspierają. Dobrym przykładem jest chociażby amerykański biegacz Matthew Centrowitz (mistrz olimpijski z 2016 roku w biegu na 1500 metrów – przyp.), który miał zabieg na serducho. To rzeczy, z których można wyjść, ale na pewno nie można tego bagatelizować.

Serce to mięsień, więc może ten czas regeneracji był wystarczający. Jeśli tak się nie stanie, to czeka mnie zabieg. Mam nadzieję, że nie wykluczy mnie to ze sportu.

Przykład sportsmenki, która miała bardzo duże problemy z kontuzją stopy, a mimo to wróciła na szczyt, ma pani chociażby w klubie. Czy te historie pani i Anny Kiełbasińskiej mogą być zbieżne?
To podobne sytuacje, jednak lecząc fizyczną sferę naszego ciała mamy na to troszkę mniejszy wpływ. Były głosy, że Ania nie zdąży przygotować się do igrzysk olimpijskich, ale to zrobiła. Rehabilitacja jest żmudna. To nudny, ciężki i ogólnie niewdzięczny trening. Można to jednak zrobić. Jeżeli chodzi o serducho, to po prostu trzeba czekać. Trzeba zrobić przerwę i tutaj żadnego procesu rehabilitacji nie można przyspieszyć.

Jeśli wszystko będzie w porządku, to w sezon halowy 2022 wejdzie pani na maksymalnych obciążeniach?
Mam nadzieję, że wszystko się wyciszy. Marzę o tym, aby móc przekuć tę moją pracę treningową. Niejednokrotnie miałam formę, którą niweczyły kontuzje, czy inne problemy. Dlatego to cały czas trzyma mnie w sporcie. Gdyby było inaczej, to dawno bym już spasowała i się nie oszukiwała. Ostatnio treningi wychodziły mi, jak nigdy w życiu. To samo z prędkościami. Mam 33 lata, a rozwijałam prędkości, jakich nigdy wcześniej nie miałam na treningu. Byłam więc natchniona i szczęśliwa. Zdobyłam medal w hali (w marcu 2021 roku brąz halowych mistrzostw Europy w Toruniu w biegu na 800 metrów – przyp.) i on też był po przejściach. Miałam problemy ze ścięgnem Achillesa, więc do hali szykowałam się w trzy miesiące. Dopiero po tym medalu w marcu i kwietniu zaczynałam się dobrze czuć. Zdobywając medal w Toruniu, jeszcze nie byłam w najlepszej formie. Po prostu sukcesywnie ze startu na start się rozkręcałam. To, co było najlepsze w treningu, wydarzyło się już po starcie w Toruniu.

Z czego czerpie pani teraz energię?
Dla mnie nie ma sytuacji beznadziejnej. Na pewno jestem realistką. Łączę to z optymizmem. Każdą sytuację staram się wziąć na chłodno i przeanalizować, co mogę jeszcze zrobić. Te problemy z serduchem totalnie mnie wybiły z rytmu, a byłam wykończona i przygnębiona stanem zdrowia, którego nie mogłam kontrolować. To było straszne i mam nadzieję, że to już za mną. Cieszę się z małych rzeczy. Dużo energii dają ludzie: kibice, przyjaciele. Z każdej rzeczy staram się czerpać coś dobrego. Może to takie banalne, bo to takie motywujące gadki. Wdrażam to w życie i to nie tylko gadanie, ale staram się to robić. Może w moim przypadku tak musiało być. Dopiero po czasie można określić, nawet po kilku latach, że jakieś trudne przeżycie było jednak momentem przełomowym w naszym życiu. Czymś, co sprawiło, że jesteśmy szczęśliwsi.

Kulisy Sławy oszczepniczki Marii Andrejczyk

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie